I'm too Young to Die Okładka Gamebook

I’m too Young to Die – recenzja książki

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce, człowiek był młody i miał mnóstwo czasu na swoje sprawy. Internetu nie było, lub trzeba było wdzwaniać się weń przez modemy telefoniczne. Mieliśmy za to kable i karty sieciowe. Jak sie dogadało z rodzicami czy starszym rodzeństwem, to zwoziło się jakieś miejsce swoje komputery, łączyło przewodami w sieć lokalną i młóciło się w gierki pozwalające na multiplayerową zabawę. Graliśmy w różne tytuły – Starcrafta, Diablo, ale gatunkiem, który królował na tzw. „zwózkach” (pojęcie LAN Party wtedy nie funkcjonowało) były FPS-y. Quake czy Duke Nukem 3D wiodły oczywiście prym, ale były też inne. Piękne, licealne czasy. Do tamtego okresu zabrał mnie z olbrzymim wykopem najnowszy tytuł wydawnictwa Gamebook I’m too Young to Die. Wielki przewodnik po grach FPS 1992 – 2002.

Co dostajemy w paczce? Ano opasłą (prawie 450 stron) księgę wypełnioną po brzegi informacjami o tytułach z gatunku pierwszoosobowych strzelanek wydanych w latach 1992-2002. Choć należy przyznać, że przedział czasowy zawarty w podtytule nie do końca oddaje rzeczywistość. Mamy tam bowiem ciekawy rozdział o protoplastach znanych nam strzelanin – Dungeon Crawlerach, Labiryntówkach 3D, a nawet o celowniczkach.
Polskie wydanie zawiera również dodatek o rodzimych produkcjach, które mniej lub bardziej, a nawet o takich, które wcale nie zatrzęsły rynkiem gier wideo. Możemy też znaleźć rozdział poświęcony FPS-om, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Jeśli jeszcze dodamy do tego wywiady z najwiekszymi twórcami gatunku – m.in. Scotta Millera, Randy’ego Pitchforda, Warrena Spectora czy Johna Romero, to smakołyków robi się nam całkiem sporo.

I'm too Young to Die Strona Gamebook

I’m too Young to Die to rewelacyjnie przygotowany leksykon gier FPS

Ta książka ma w sobie tak mnóstwo dobra. W swych wnętrznościach kryje tytuły, które znałem, takie które znałem ale o nich zapomniałem, takie, które zapomniałem, że znałem, takie o których wyłącznie czytałem, a także i takie, o których nawet nie słyszałem. Mamy przegląd przez mnóstwo produkcji – od takich, które były kamieniami milowymi gatunku, po gry które pochowały się na sklepowych półkach za większymi produkcjami, a teraz wracają w do łask jako ciekawostki archeogrania.

Przemiłym znakiem rozpoznawczym pozycji od wydawnictwa Gamebook staje się wysoka jakość wydań. Gruby papier, świetny druk, doskonałe tłumaczenie. Zawartość I’m too Young to Die jest podana srebrnej tacy przygotowanej przez wydawnictwo.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, acz wiem, że niesłusznie, bo to nie decyzja polskiego wydawcy, to format, który sprawia, że czytanie gdzie indziej niż przy stole nie należy do najwygodniejszych doświadczeń. Ten format napsuł dużo krwi również samemu Gamebookowi, ponieważ stał za problemami w drukarni, przez co premiera książki została opóźniona, za co również winić wydawnictwa nie można. Natomiast w dokładnie ten sam sposób zostało przygotowane wydanie oryginalne, więc zakładam, że wydawca nie miał zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii, a wspominam o tym wyłącznie z kronikarskiego obowiązku, bo to tak naprawdę drobiazg.

Choć sobie obiecywałem czytanie tego tomiska po kolei, nie mogłem powstrzymać się i skakałem po stronach, żeby sprawdzić, czy jakiś tytuł jest wspomniany, albo nie mogąc się doczekać na informacje o jakimś innym. Dziecinne zachowanie, ale o dziwo, i taka konsumpcja tej książki była bardzo przyjemna. Przerzucałem strony, by sprawdzić, czy napisali o takim czy innym tytule, który nagle pojawił się w pamięci, odświeżonej przez lekturę na wcześniejszych stronach i ponownie o dziwo – nie kojarzę, żebym nie znalazł jakiegoś wpisu. Dodam tylko, że po drodze znajdowałem inne ciekawe tytuły, nakręcając spiralę. I czas przyjemnie mijał. Wciągnałem, pożarłem tę książkę.

Oryginalnie I’m too Young to Die została wydana w roku 2022 i tłumaczenie zachowano zgodnie z wiedzą z ówczesnego okresu. Np. przy wpisie o Chasm: the Rift – dopisano, ze GT Software straciło niedawno prawa wydawnicze do tytułów id Software na rzecz Activision i że wspomniany Chasm raczej nie doczeka się remake’u. Tymczasem odświeżona wersja Chasm od jakiegoś czasu hula, zarówno na konsolach jak i PC, a i to przejście id Software pod skrzydła Activision odbyło się na tyle dawno, że przestało to być newsem. Trzeba być na to przygotowanym.

I'm too Young to Die Strona Gamebook

Muszę się do czegoś przyznać. Retrogaming i tytuły, które żerują na nostalgii mającej swe źródła w początku growego świata coraz mniej na mnie działają. Nie wiem czy się już przyzwyczaiłem, nawykłem lub próbuję iść naprzód ze swoimi zainteresowaniami. Tymczasem Gamebook dostarcza kolejną po Almanachu Point and Click i Księdze CRPG pozycję, która nie dość, że godnie zajmuje się poruszaną tematyką, ubiera ją w królewskie szaty, to jeszcze ponownie rozpędza pociąg ze wspomnieniami. I’m too Young to Die wjeżdża na całego. Widać tu pasję autorów polskiego wydania oraz wysiłek włożony na dowiezienie tego cacuszka w takim kształcie. Czuć, że robią to osoby, z którymi nie dzielą nas kilometry jeśli chodzi o podejście do na naszych zainteresowań, a jednocześnie profesjonalnie podchodzą do wydawniczych zagadnień.

I’m too Young to Die to prawdziwa nostalgiczna bomba z natychmiastowym zapłonem. Książka obudziła wszystkie od dawna uśpione emocje. Aż zainstalowałem sobie Quake’a, puściłem ścieżkę dźwiękową Trenta Reznora, naładowałem dwururkę i znów poszedłem samotnie w korytarze mrocznych zamczysk i podziemia baz by polować na pomioty Shub Niggurath.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Gamebook.

I'm too Young to Die Strona Gamebook

1 thought on “I’m too Young to Die – recenzja książki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *