Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Avada kedavra! Lorem ipsum! No żeż %$#@# jego #%*$>& miał być nasadowy! Zaklęcia znane młodym adeptom magii, grafikom oraz nowicjuszom pomagającym ojcu przy samochodzie. Z pewnością nie są one (w większości) obce naszym bohaterom. Mistrz magii posiada wszystkie ważne atrybuty wyglądu. Długa siwa broda i oczywiście szaty – niebieskie, jak to często zdaje się występować w bajkowych czarodziejach. Kojarzy mi się nostalgicznie z Majisto z LEGO Castle (mój też nie ma kapelusza). Mistrz, nie ma imienia (przynajmniej w tej części serii). Tymek, jak zapewne się domyślacie ma na imię Tymek. Jest on rudym chłopcem, ale ma również zalety. Oprócz okularów wskazujących na naukę, wyglądem sugeruje raczej urwisa. Nic bardziej mylnego, bo paradoksalnie to on zwykle jest głosem rozsądku w przygodach, które ich spotykają.

Fantasy Rick i Morty – na grzecznie
Forma Mistrza i Tymka to zbiór krótkich historyjek. Prawie wszystkie są dwustronicowe. Nie dziwi to, kiedy weźmiemy pod uwagę, że historyjki wychodziły w ramach dodatku gazetowego “Komiksowo”. Osobiście za taką “francuską” formą komiksową (Ptyś i Bill, Mali bogowie) nie przepadam. Jednak to nie ja jestem odbiorcą docelowym. Na potrzeby recenzji posiłkowałem się zewnętrznymi specjalistami. Zarówno konsultant siedmioletni, jak i dziesięcioletni byli zadowoleni z krótkich przygód. Faktycznie, jest to spora przewaga nad komiksów, które zajmują całe wydanie, a dzieci chcą przez te 50 stron przebrnąć wieczorem przed snem. Twórcami są: Rafał Skarżycki i Tomasz Leśniak, znani również z przygód Jeża Jerzego. W wywiadzie przeprowadzonym przez Panią Annę Jankowską pada kilka ciekawostek, które wraz z poznaniem Tymka i Mistrza zachęciły do sięgnięcia po inną serie “Hej, Jędrek”.

Baranowski na niższym poziomie abstrakcji
Od początku Tymek i Mistrz przypominają mi zwariowane przygody podróżników z Na co dybie w wielorybie czubek nosa eskimosa. Styl rysunku wydaje się podobny choć tutaj jest bardziej przejrzysty. Przygody kryją w sobie jakiś morał – nie zawsze jednoznaczny. Przykładowo troll nie chce być brzydki, więc Mistrz zamienia go w złoty garnek. Mamy tu naukę o samoakceptacji, chyba że to nie był garnek tylko miednica do higieny. Wtedy morałem będzie “nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej”. Należy docenić uwzględnianie żartów przeznaczonych dla dorosłego czytającemu dziecku oraz easter eggió umieszczanych w rysunkach. Kto by pomyślał, że z Tymka i Mistrza dowiem się czegoś z filozofi, odnajdując Feyerabenda na jednym z kadrów. Zdecydowanie więcej takich ciekawostek jest potrzebnych. W tym zakresie – przynajmniej dla mnie – prym wiedzie Miś Zbyś, zwłaszcza w tomie 3 “Kosmos to za mało”. Na końcu każdej hisotrii jest tekstowe uzupełnienie. Dopowiedzenie dalszym wydarzeń. Z początku nie byłem przekonany do tej formy, ale przyznam że ma to swój urok. Dla pierwszaków, uczących się czytać, pozycja może być dobrą zachętą do samodzielnego lub czytania z rodzicem na zmianę.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.

1 thought on “Tymek i Mistrz tom 4 – recenzja komiksu”