Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Rozbitkowie
Więc jest tak: mamy wyspę na rzece. Na tej wyspie mieszkają, w charakterze rozbitków albo uciekinierów fretki i ludzie. A przynajmniej istoty które wydają się być ludźmi. Fretki z kolei są duże, mają ludzkie umysły, chodzą na tylnych łapach i noszą XIX-wieczne ubrania. Wszyscy radzą sobie całkiem nieźle, mają porządnie umeblowane domy, a nawet prąd z generatorów. A jednak coś jest nie w porządku, obie grupy patrzą na siebie nieufnie i węszą podstęp. Do tego odizolowanego miejsca trafia w pewnym momencie dwójka fretek-podróżników: Andrea i jego lokaj Elwood. Ich staroświecki, napędzany pedałami aeroplan rozbija się na brzegu rzeki. Zostają uratowani i trafiają w sam środek dziwnej opowieści.

Słowem wstępu
Światła Amalou (Les Lumières de l’Amalou) to francuska seria komiksowa fantasy stworzona przez scenarzystę Christophe Gibelin i rysowniczkę Claire Wendling, publikowana w pięciu częściach w latach 1990–1996 przez wydawnictwo Delcourt.
Christophe Gibelin to francuski scenarzysta komiksowy urodzony w 1967 roku. W latach 90. pracował dla wydawnictwa Delcourt, gdzie współtworzył kilka znanych serii fantasy i przygodowych. Jego „opus magnum” to właśnie cykl Światła Amalou, który przyniósł mu największą popularność.
Podobnie było z Claire Wendling francuską rysowniczką i ilustratorką, dla której Światła Amalou pozostały pierwszą i jedyną serią komiksową jaką stworzyła.
Komiks zdobył Press Award na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême i doczekał się wznowień w integralu. A teraz dzięki niezawodnemu wydawnictwu Kurc możemy również rozkoszować się nim po polsku.

Sto lat temu
Z początku całość trąci klimatem XIX-wiecznej powieści podróżniczej. To taki trochę Verne z Robinsonem Crusoe na Tajemniczej Wyspie. Tylko, że część postaci to humanoidalne fretki. Dwaj bohaterowie Andrea i Elwood to też znany schemat książkowy: duet pan i sługa. Phileas Fogg i Passepartout (ewentualnie Frodo i Sam). Tu jednak lokaj nie jest ślepo oddany swemu panu i jest w stanie mu się przeciwstawić. Jest safandułowaty, ale szlachetny. Jest chyba jedyną postacią, co do której czystości intencji nie mamy wątpliwości.
Potem poznajemy innych protagonistów z tej historii. Orana, teoretycznie główna bohaterka, postać niejednoznaczna, w swoim mniemaniu ma szlachetną misję, ale czytelnik może mieć wątpliwości, czy przypadkiem nie jest tylko obiektem manipulacji.
Mamy też społeczne problemy z porozumieniem międzygatunkowym. Ale to tak na początek. Okazuje się, że enklawie zagraża niebezpieczeństwo, które zmusza naszych bohaterów do szukania dróg ucieczki. Wyruszają we wspólną wyprawę, która przeradza się stopniowo w misję mającą ochronić ich świat.

Świat o tysiącu twarzy
Światła Amalou to dziwna opowieść-hybryda. Mamy tutaj wiele znajomych elementów wrzuconych do wspólnego kotła, wymieszanych porządnie, tak, że powstała w wyniku tego mieszanka jest naprawdę unikalna.
Patrząc na ten komiks z perspektywy to mamy tam klasyczny motyw wyprawy, misji do miejsca początku, szalonego maga-demiurga, gdzieś w tle wątek miłosny (i kazirodztwo). Wszystko to może się wydawać już straszliwie oklepane i wyeksploatowane przez popkulturę, w tym literaturę fantasy. Tu jednak jest podane na nowo w intrygującym sosie niesztampowego multiwersum. Z jednej strony weird fiction dla dorosłych, ale w sztafażu baśni dla dzieci w stylu Niekończącej się historii czy Narnii, a nawet O czym szumią wierzby (te fretki…).
Poznajemy ten świat, wchodzimy w niego coraz głębiej, zdejmujemy kolejne zasłony aczkolwiek muszę powiedzieć, że do końca sam nie jestem pewien, czy zrozumiałem prawidłowo jego założenia. Strasznie dużo tutaj wrzucił pan scenarzysta. Mamy prastare drzewo, mity o powstaniu świata, bestie tworzone przez umysł, alternatywne wymiary, sterowiec, maszyny kojarzące się z steampunkiem.
Muszę powiedzieć, że momentami dość ciężko mi było zrozumieć jak świat zwierząt koreluje tutaj ze światem ludzi i gdzie przebiega granica między naszą rzeczywistością a światem Amalou. Zresztą nie jest do końca jasne, czy to faktycznie nasz świat. Mam wrażenie, że autor scenariusza też tego do końca nie wiedział (a być może nie chciał do końca wyjaśniać), przez co momentami cała ta kosmologia przypomina mi filozoficzne przesłanie Tureckich Gwiezdnych Wojen
Jednak w trakcie lektury nie stanowiło to dla mnie problemu, bo ta niedookreśloność dobrze korespondowała z poetycką atmosferą, elementami baśni i fantasy. Czytało mi się tę historię znakomicie. Taki trochę powrót do czasów dzieciństwa i lektury Tolkiena czy W Poszukiwania Ptaka Czasu. Ciekawe jest też zakończenie: niejednoznaczne i pozostawiające pewien niedosyt, ale tak chyba miało być.

Cienie i przestrzenie
Ekspresyjna, dynamiczna kreska Claire Wendling dobrze oddaje ducha tej historii, wiele tu mroku, a duże, puste przestrzenie korespondują z zatłoczonymi wnętrzami i bogactwem detali. Szczególną uwagę zwraca jej sposób przedstawiania ruchu postaci i zwierząt oraz bogata, organiczna stylistyka świata przedstawionego.
Momentami mam jednak wrażenie, że Wendling na problem z dynamiką niektórych scen. W kadrze dzieje się tak wiele że ciężko stwierdzić do czego w zasadzie tam doszło. Kto kogo bije, kto z kim walczy. Część fretek wygląda dość podobnie do siebie przez co łatwo jest pomylić drugoplanowych bohaterów. To jednak tylko drobne uwagi, bo generalnie graficznie komiks również stoi na wysokim poziomie. Kadry są świetnie rozplanowane, pomagają w budowaniu tempa narracji i atmosfery magii, tajemnicy. Śnieżne pustkowia, prastare drzewo, podwodne przejścia, fantastyczne potwory wszystko – to znakomicie wprowadza w klimat opowieści.

Słowem podsumowania
Światła Amalou to rzecz, która powinna się znaleźć w bibliotece każdego miłośnika komiksu francuskiego. Ale nie tylko. To coś dla fanów starych książek przygodowych, bajek z dzieciństwa, odwiecznych mitów podanych na nowo oraz fretek. Niezwykła opowieść w dziwnym, baśniowym świecie.
Ja bawiłem się świetnie w trakcie lektury i chyba niedługo wrócę ponownie na wyspę na rzece Amalou, żeby przejść całą historię jeszcze raz. Naprawdę warto
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy pięknie wydawnictwu Kurc.

