Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Osvaldo Medina to uznany rysownik z Portugalii, znany w Polsce choćby dzięki „Wzorowi na Szczęście” czy niemego „Kong the King„. Tym razem artysta wraca z autorskim projektem. „Potrzask„, wydany nakładem wydawnictwa Timof, jest bowiem komiksem, w którym Medina pełni rolę zarówno rysownika, jak i scenarzysty.
Samotny Potrzask wysokogórski
Potrzask to kryminał osadzony w historycznych i dość klaustrofobicznych okolicznościach. Oto bowiem trafiamy do maleńkiej wioski, zagubionej gdzieś wysoko pomiędzy skutymi lodowatymi wichrami górami, a odległymi osadami. Wielka Wojna skończyła się parę ładnych lat temu, ludzie zatapiają się w swojej małej, nic nie znaczącej egzystencji, z dala od wszystkiego. Knajpa, kościół, chlewik, obórka, staruszka oskarżana o magię. Nikomu nie wadzą i nie chcą, by ktoś wadził im. W zimowe wieczory zupełnie nic się nie dzieje. Cała atmosfera pryska w mgnieniu oka, kiedy jeden z myśliwych odnajduje w głuszy martwą dziewczynę. Rany nie wskazują na to, by za jej śmiercią stały dzikie zwierzęta. A kiedy zaczynają ginąć mieszkańcy wioski, to wiadomo już, że jakieś zło przybyło do osady i zaczęło krzywdzić.
Mieszane uczucia
Potrzask to, niestety, kryminał raczej średni o intrydze jakkolwiek ciekawej, acz mam wrażenie, że sposób poprowadzenia fabuły jest dość szablonowy. Schemat uwidacznia się dość szybko i torem swym podąża aż do ostatniej strony. I choć samo w sobie to nie jest zarzutem, bo i szablony i schematy potrafią przynieść ze sobą dużo radości, to dość łatwo przewidzieć jak potoczą się losy nękanej morderstwami górskiej wioski.
Co zwykle jest w mojej ocenie siłą opowieści, to w Potrzasku nie do końca gra istotną, bądź jakąkolwiek rolę. Chodzi mi o prostocie, która powoduje, że ciekawe wątki wyłącznie ślizgają się po sobie, kiedy wręcz proszą się o porządne starcia. Obietnica starcia zabobonów i ludowych wierzeń z dużą religią a nawet potęgą rozumu jest potraktowana dość po macoszemu. Niektóre postaci wchodzą w klisze w aż nadto teatralny sposób, a kilka elementów głośno skanduje, by przejść nad nimi do porządku dziennego, bez głębszego zastanowienia. Czasami to powoduje zbyt duże oczywistości w realiach ośnieżonych szczytów. Jedyną bronią której używa autor abyśmy nie domyślili się jak rozwinie się intryga i w kto odegra jakąkolwiek rolę jest niewiedza. Autor zakrywa wszystko całunem milczącej tajemnicy i nie ujawnia zbyt wielu szczegółów, nie zaprasza do wspólnego rozwiązywania sprawy. Czytelnik staje się tylko turystą i to takim, który ogląda wydarzenia z dość dalekiej perspektywy. Miałem wrażenie, że czytam relację z wydarzeń i kiedy zacznę wreszcie rozkminiać zbrodnię, zagadka zostaje nagle rozwiązana.

Piękne widoczki, nie zapraszamy
Paradoksalnie, „Potrzask” czytało mi się dobrze. Mogłem porozkoszować się świetnymi widoczkami i fajnymi projektami postaci. Zresztą, po Osvaldo Medinie nie można się było spodziewać niczego innego. To artysta, który potrafi snuć opowieść za pomocą obrazem jak mało kto. I faktycznie, warstwa wizualna wydaje się górować nad fabułą. Te zmęczone twarze, pełne wyoranych górskim wiatrem bruzd i zmęczonych spojrzeń mówią więcej niż tysiące słów. Ale nie tylko fizjonomie rzucają tu się w oczy. Medina bawi się kolorem w sekcjach retrospekcyjnych, sugerując i podkręcając emocje. Góry i zamiecie skrywają wiele niebezpieczeństw, ale oferują sporo ciekawych widoków. Stanowią barierę, nieprzekraczalną granicę, za którą świat rządzi się już innymi prawami. „Potrzask” osiąga swietne rezultaty jeśli chodzi o budowanie atmosfery, ale mam wrażenie, że za tym stoi głównie talent rysowniczy Mediny. Z drugiej strony nie sposób tego nie docenić.
To nie jest jednak tak, że „Potrzask” jest pozycją całkowicie słabą, bo wieloma rzeczami cieszy. Świetnym posunięciem było osadzenie historii w okresie międzywojennym. Odizolowana, mała społeczność mogła nie doświadczyć wcale zgrozy Wielkiej Wojny, ale to nie znaczy, że te nie nadejdzie ona do niej z opóźnieniem. Jednak to nie jest tak, że mieszkańcy są wolni od ciemności. Są gotowa wyprodukować na tyle pokaźne ilości grzechów, by zacząć gotować się we własnych problemach. Stworzenie poczucia usidlenia czy uwiązania w bajorze złych uczynków, złej woli przykrytej fasadą obowiązków, zaściankowości, zgnuśniałego marazmu i pierwotnych lęków wyszło Medinie całkiem fajnie. Mieszkańcy wioseczki to doprawdy udana menażeria. Mają swoje tajemnice. Te sekrety czają się i czekają na to, by opaść na osadę z niesamowitą siłą.

Demony przeszłości
Decyzja o umiejscowieniu czasowym wydarzeń „Potrzasku” pozwolił również autorowi na zagranie karty z napisem „demony przeszłości”, które to nie sięgają wcale wyłącznie do okresu Wielkiej Wojny. Siedzą w bohaterach od znacznie dłużej. Niczym grzech pierworodny, towarzyszą i budują ich jestestwo. Niektórzy próbują przed nimi uciekać, inni zapomnieć, a jeszcze inni przyjmują ich obecność zatracając się w ich okropnym majestacie. Jednak z drugiej strony do zła, ale we wszystkich tli się światełko dobroci. Wszyscy są szarzy jak papier, bo nigdy nie są do końca zdeprawowani czy źli. Każdy ma swoje wytłumaczenie i motywację. Każdy z nich umieszcza się w szambie, w jakim się znalazł i do jakiego przyłożył rękę. Tylko dlaczego nie podejmuje próby wyjścia z tego kotła z potwornościami?
Koniec końców jednak, Potrzask to kryminał o poszukiwaniu i powstrzymaniu mordercy, choć z ciekawą atmosferą i niechętnym do dzielenia się szczegółami o intrydze autorem. Może to taka zagrywka, która miała dodatkowo podbić to uczucie niegościnności mieszkańców i ich osady? To opowieść o zabójcy i poznaniu jego motywów, potem konfrontacji i próbie jego powstrzymania. Ile jednak to będzie kosztować i co jeszcze przy okazji się rozgrzebie? Pod warstwą brudu i nieczystości, znajdziemy jedynie więcej tego samego, a przebłysk najbardziej ludzkiego spojrzenia na świat przyjdzie oczywiście z najmniej oczekiwanej strony. Myślę, że trzeba spróbować samemu zmierzyć się z „Potrzaskiem„, bo kto wie, może w górskiej zamieci kryje się coś więcej?
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

