Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Baśnie towarzyszą nam od najmłodszych lat. Rodzice czytają przecież pociechom różne opowieści, w tym najbardziej chyba znane baśnie Andersena czy Braci Grimm. Część z nich pochodzi z jeszcze dawniejszych czasów, a zostały zniekształcone przez autorów, część powstała w wyobraźni pisarzy. Tylko skąd o tym wiemy? Kto jeszcze pisał baśnie, jaka jest ich geneza, systematyka, semantyka? Ciekawe zagadnienia, które tak czy siak nie pojawiają się na pierwszym planie, a tymczasem są obiektem całkiem naukowych badań. Dlaczego baśnie tak interesują badaczy? Sprawa jest prosta – historie te wrzynają się w nasze jestestwo, niosąc wiele uniwersalnych wartości. Uczą jak patrzyć na świat, budują podświadome zachowania i konstruują osobowość. Wychodzi na to, że to nie są jedynie opowiastki o magicznych zwierzątkach, królewnach, wilkach i złych macochach. Na warsztat ten temat wzięła Lou Lubie, której „Na końcu wszyscy umierają” wydane przez Timof, jest dość odważnie nazywane komiksem, ale z drugiej strony tylko nasze ukochane medium jest tak cudownie różnorodne, że potrafi przyjąć coś tak wyjątkowego, niesamowitego i wychodzącego poza wszelkie ramy.
Zwykle jest tak, że dzieło posiada mnóstwo walorów rozrywkowych i tylko trochę elementów edukacyjnych, lub na odwrót. Tymczasem „Na końcu wszyscy umierają” posiada unikatową wręcz kompozycję serwując wszystkie składniki na wyjątkowo i jednakowo wysokim poziomie.

Czy wiadomo, że na końcu wszyscy umierają?
Szczerze mówiąc to zastanawiam się, czy „Na końcu wszyscy umierają” Lou Lubie można wciąż nazwać komiksem. To bardziej rozprawka naukowa z masą faktów, dat, nazwisk okraszona bogatymi i przezabawnymi komentarzami oraz rysunkami autorki. Ta forma to doskonała próba przedstawienia tematyki, która może być naukową paplaniną, ale przecież potrafi też zaskoczyć. Do tej pory pamiętam zdziwienie, gdy mając lat -naście dowiedziałem się, że „Baśnie z tysiąca i jednej nocy” to nie tylko bajeczki o Aladynie i latających dywanach, ale w oryginalnej wersji, czasem krwawe, czasem pikantne opowieści snute przez księżniczkę Szeherezadę. To samo spojrzenie okazało przecież jest z pozycjami braci Grimm. Dzieła Walta Disneya mocno zamazały wizerunek baśniowych bohaterów, wieszając im na szyjach popkulturowe emblematy.
Lubie systematyzuje tę wiedzę, podaje przykłady baśni, które analizuje i omawia, osadza je w realiach (zarówno tych, w których teksty powstawały, jak i aktualnych), komentuje i tłumaczy, a nawet podaje informacje o historii prac nad analizą baśni i tworzoną do tego systematyką. I robi to z mocnym kopem.
Nie mogę nie docenić pracy, jaką wykonała aktorka dogrzebując się do wszystkich informacji i składając je do kupy, ale nie tylko walory naukowe należy tu podkreslić. Całość jest podana zgrabnie, przystępnie i lekko, w charakterystyczny dla autorki sposób. „Na końcu wszyscy umierają” wspina się na wyżyny starej zasady Papcia Chmiela – bawiąc uczy, ucząc bawi. Rysunki są zabawne, śmieszne i doskonale komentują tekst. Komiks układa się w znakomitą opowieść o baśniach i ogromu wiedzy, który je otacza – skąd się wzięły, skąd czerpiemy o nich wiedzę, jak powstały, jak ewoluowały, kto się do tego przyczynił, jak wciąż powstają i dokąd mogą zmierzać.

Wszyscy książęta są tacy sami
Autorka nie ucieka od trudniejszych tematów – np. analizuje czy baśnie są seksistowskie, rasistowskie i dlaczego mogą być tak odbierane w dzisiejszych czasach. Nie brakuje też analizy psychologicznej i tłumaczenie pewnych faktów. Autorka rozpracowuje też archetypy postaci i próbuje odkryć co za nimi się kryje. Szuka zrozumienia dla takich, a nie innych konstrukcji analizując bohaterów nie tylko od strony psychologicznej ale i od strony symbolicznej, a także umiejscawia je w kontekście czasu i miejsca spisania danej baśni, co ma nie lada znaczenie. Autorzy protestanccy tworzą bohaterów zgoła odmiennych niż katolicy, a baśnie afrykańskie, czy rosyjskie podkreślają inne szczegóły i detale.
„Na końcu wszyscy umierają” jawi się jako dzieło kompletne. Mądre i inteligentne, ale również zabawne. Komiks Lubie posiada kształt i formę, w której można utonąć i się zakochać. Autorka stworzyła doskonałą pozycję zarówno dla osób szukających zabawy, jak i wiedzy i takim czytelnikom z czystym sumieniem tę książkę polecam. A tak naprawdę, to polecam ją absolutnie wszystkim, bo rzadko trafia się taka sycąca piguła zawierająca w sobie tak potężną dawkę rozrywki i wiedzy. Komiks Lou Lubie to cudowny, radosny i miło łechcący czytelnika tytuł.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy
Warto zerknąć:
