Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Sangoma w Republice Południowej Afryki to lokalny szaman, lekarz pierwszego kontaktu o zerowym dyplomie, ale olbrzymim społecznym respekcie. Praktykujących ludową medycynę pomieszaną z magią (to ważne, Sangomowie oferują bowiem leczenie nie tylko ciała, ale i ducha) jest tam kilkaset tysięcy, co w porównaniu do kilkudziesięciu tysięcy lekarzy z dyplomem stanowi olbrzymią przepaść (dane brałem z Wiki i są dość stare, więc patrzę na nie z mocnym przymrużeniem oka, o co i Was proszę). Nie ulega jednak kwestii, że Sangomowie są obecni w społeczeństwie RPA i są nieodłączną częścią krajobrazu społecznego. Sangoma to również tytuł komiksowego kryminału wydanego przez Non Stop Comic. Jego podtytuł – Przeklęci z Kapsztadu sugeruje nieco inne spojrzenie na osoby piastujące tę rolę. Choć myślę, że trzeba ten podtytuł ugryźć w o wiele szerszym kontekście, a Sangomów potraktować tu jako postaci symbolizujące tradycję, która z jednej strony może by fundamentem i oparciem, a z drugiej kotwicą przywiązaną do szyi, wykorzystywaną przez oszołomów wszelkiej maści.

Błogosławieni i przeklęci z Kapsztadu
Na jednej z farm w pobliżu Kapsztadu dochodzi do porwania noworodka, a krótko po tym na pobliskiej plantacji znalezione zostają zwłoki pracownika. Te dwie, potencjalnie niepowiązane ze sobą sprawy wkrótce okażą się być elementem większej układanki. Koktajlu, w którym rozpuszczone są nienawiść i tęsknota za apartheidem, ale i rozliczeniami, ludowe przesądy, manipulacje, polityka a nawet rodzinne dramaty. Policjant przydzielony do sprawy meandruje pomiędzy tymi złogami i naleciałościami wieloletnich emocji społecznych, które pomimo zakończenia apartheidu nie odeszły w niepamięć. Te gotują się ale są też niestety pielęgnowane. W całym tym bulgoczącym tyglu pokrywka podskakuje co i rusz, i lokalny gliniarz robi co może, łącznie z przekraczaniem przepisów, aby dotrzeć do sedna sprawy. I jestem pełen podziwu dla postaci, że w tym wszystkim jeszcze nie odbiła mu szajba.
Muszę przyznać, że powyższa mikstura weszła mi niesamowicie dobrze. Sangoma – przeklęci z Kapsztadu to rewelacyjny kryminał, trzymający w napięciu, o wstrząsających momentami elementach, ale nie kryjący się ze swoimi korzeniami. Jest tak francuski, że aż pachnie winem i serem. Podczas lektury w mojej głowie pojawiał się jakiś nieśmiały głosik, który cichym szeptem przypominał o „Karmazynowych Rzekach”. Jeśli pamiętacie film z Vincentem Casselem i Jeanem Reno i na dodatek podobał się wam, to poczujecie się jak w domu. Sangoma oferuje dokładnie to samo. Bezkompromisowość i brutalność, mrok wyłażące z każdego zakamarka i taką naturalistyczną brutalność. Lektura zapewnia świetne wrażenia. Zaraz oberwę jakimś kamienie, ale bardziej to dosadne i klimatyczne niż Tango Matza i Xaviera. Bardziej dynamiczne i wciągające. W Sangomie utonąłem i wchłonąłem w zasadzie na jedno posiedzenie.

Sangoma – afrykański kryminał i francuskim aromacie
Sangoma – przeklęci z Kapsztadu, poza wieloma zaletami i świetnym wypełnieniem gatunkowej półeczki z kryminałami, ma ten dodatkowy atut, że rewelacyjnie opowiada też o trudnej historii, a także ma walory wręcz etnograficzne. Z kart komiksu możemy dowiedzieć się wiele o rozwarstwieniu społecznym, wpływie apartheidu oraz próbom jego rozliczenia, a także o sile ludowych wierzeń, która nie tylko buduje tożsamość, ale i potrafi pchać do bestialskich czynów i stanowić fasadę, za którą łatwo ukryć mroczne interesy. Oczywiście, nie należy traktować tej pozycji jako encyklopedii wiedzy o RPA i historii Afryki, ale na pewno stanowi ciekawy punkt wyjścia do dalszych poszukiwań wiedzy.
Swoją drogą, to po lekturze naszła mnie taka refleksja, że ludzie, niezależnie od miejsca, w którym żyją są skonstruowani podobnie. Gdy jedni krzywdzą drugich, Ci drudzy szukają zadośćuczynienia, często równoznacznego z zemstą. Spirala się nakręca i nawet jeśli pierwsi krzywdzić drugich już nie chcą, to będąc pod presją społeczną jest im ciężko przestać. I musi stać się coś niewyobrażalnego, wielkiego, doniosłego, aby coś się zmieniło. Historia się powtarza wszędzie i zawsze, pomimo tego, że jest bardzo dobrze znana i przerobiona na wszystkie możliwe sposoby. Szkoda, że nie potrafimy wyciągać nauki z błedów naszych przodków. Smutna konstatacja, acz warta odnotowania, bo powstała po lekturze banalnego niby kryminału w obrazkach.
Niby historyjka z rysunkami, a proszę – można się i dobrze bawić, i czegoś dowiedzieć, i nad czymś poreflektować. Sangoma – przeklęci z Kapsztadu to rewelacyjna pozycja, która wskakuje wysoko w moją tegoroczną topkę. Serdecznie polecam, naprawdę warto.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics

