Terrea - komiks Timof

Terrea – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

„Terrea” Ricardo Cabrala jest niewątpliwie intrygującą pozycją i swoją magię roztacza już od samej okładki. Już tu widać, czego można się spodziewać. Te postaci będące w niemal mistycznym uniesieniu wytwarzają pewne ezoteryczne wrażenie, które emanuje przez całą lekturę. „Terrea” nie jest pozycją łatwą w lekturze. Oniryczność ocierająca się o surrealizm tworzy baśń dla osób świadomych, posiadajacych otwarte trzecie oko i może przynieść wiele radości i ciekawych doznań. Obawiam się jednak, że poszukiwacze taniej rozrywki mogą się odbić od nieco ciężkostrawnej, wypchanej symbolami i przysłoniętą sennym woalem opowieści.

Terrea-strona Timof

Otwórzcie swoje trzecie oko

Ciężkostrawność bierze się z kilku elementów. Historia jest dość posiekana i na pierwszy rzut oka, trochę trudno się w niej połapać, ze względu na dość niezapowiedziane przeskoki. Mamy tu opowieść o wędrowcu, który pielgrzymuje aby doznać oświecenia. Podczas podróży do świątyni dowiaduje się o Terrei – pradawnym mieście spokoju, którego bramy otworzyła przed ludzkością bogini. Ta została zaatakowana przez cienie, które pragneły posiadać jej moc. W skutek podstępu, bogini zostałą zraniona, cienie jednak udało się uwięzić, a moc zwiazana z miastem została zamknięta za jego murami na wieki. Jednak cienie nie zostały pokonane, a jedynie uśpione, a ich uwolnienie powoduje, że miasto, bogini ponownie jest zagrożone kolejnymi próbami przeniknięcia do ich murów. A przynajmniej tak mówią legendy.

Fabuła, jak widać, choć nieco zawiła, to stoi na dość prostym szkielecie. Ale najważniejsze jest tu to, co na tym schemacie Ricardo Cabral powiesił. Zamiast bowiem obwieszonego łachmanami stracha na wróble otrzymujemy tutaj enigmatyczny, niepokojący, pełen ociekających mistycyzmem obrazków apokryf pochodzący z nieznanego świata.

Terrea-strona Timof

Zabawa formą

Cabral bawi się formą, co widoczne jest nie tylko w samej strukturze opowieści ale i samym wykorzystaniem kolorów. Można przyjąć z lekkim zaskoczeniem fakt, że komiks, który przez kilka rozdziałów prezentował białoczarne odcienie nagle nabiera pełni kolorów. Sugeruje to zmianę. Czy bohaterowie wraz z czytelnikiem przekroczyli granicę światów, przeszli na drugą stronę, a może wrócili do bliższej czytelnikowi rzeczywistości? Czy membrana dzieląca realia została przecięta przy rozpoczęciu i zakończeniu rozdziału? Pewna wątpliwość zostaje zasiana.

Warto też nadmienić, że „Terrea” rodziła się w częściach, które nie były od samego początku przemyślane jako całość. Cabral przyznaje w posłowiu, że początkowo tworzył bez scenariusza czy przemyślanych dialogów, a te pojawiły się dopiero później, gdy układanka zaczynała mu zaskakiwać i tworzyć pewną całość. To jednak oczywiście odbiło się na konstrukcji opowieści, co oczywiście wpływa na przyswajalność dzieła. Czy jednak warto spędzić trochę czasu z „Terreą„? Absolutnie tak. Lektura bowiem włącza nieco inny tryb, w którym większą rolę zaczynają grać zupełnie inne wrażenia.

Lektura „Terrei” to rejs po dość niespokojnym morzu doznań. Ezoteryka i oniryczność ocierająca się o surrealizm buduje doświadczenie na innym poziomie. Obcujemy tu z tajemnicą i opowieścią pełną symboli, niedopowiedzień i wolnych obszarów pozwalajacych na interpretacje. To bardzo pokręcona baśń, jakby opowiadana przez szamana, który jedną nogą daje krok w krainę zasłoniętą przed nami wszystkimi. Jest tu pewna wyjątkowość, enigmatyczna pod wieloma względami, ale również pełna niedogodności i niebezpieczeństw. Także wyobrażam sobie, że nie musi to być podróż, która wszystkim będzie pasować. Jednakowoż, uważam, że rejs ten jest absolutnie warty odbycia.

Terrea-strona Timof

Ezoteryczna Terrea

A to dlatego, że „Terrea” to niesamowita mikstura. Ezoteryka i surrealizm wylewają się ze stron i zalewają wszystko dookoła. Jestem przekonany, że autor „Terrei” musiał zaczytywać się Moebiusem, który przeniknął do DNA tych prac. Kadrowanie, rzuty, krecha – nie mogłem odpędzić się tej myśli, że przyglądam się pracom stylizowanym na dorobek słynnego Francuza i to z okresu jago najbardziej halucynogennych dokonań. Myślę, że momentami mamy tu do czynienia z dziełem wręcz emanującym narkotyczną aurą i przez to mają w sobie też trochę pierwiastka, który widać choćby w tytułach Rafała Spórny. Te kształty i utopione w nich postaci mają w sobie coś fascynującego, a zarazem niepokojącego. Obcego i znajomego. Bliskiego, a zarazem odległego. Może się powtórzę, ale „Terrea” nie jest komiksem łatwym, ale z łatwością wgryzajacym się do umysłu. Nie wiem, czy wszyscy poczują te wibracje, ale na pewno będą ich świadomi.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *