Pośmiertne objawienia

Pośmiertne objawienia: recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Andreasa, rysownika komiksów słynącego z perfekcyjnych rysunków budowli i mniej doskonałego rysowania twarzy bohaterów, nie trzeba chyba szanownym nerdom przedstawiać. Zadebiutował w Polsce w Komiksie Fantastyce w końcówce lat 80. XX wieku dwoma znakomitymi albumami o Rorku. Seria to doczekała się potem w końcu pełnego wydania wszystkich siedmiu części i dwóch integrali na dodatek . Potem poprawił jeszcze serią o Capricornie, Cromwellu Stonie i wreszcie o Arq (Arku?). Był jeszcze Insekt i Cyrrus Millo, tak więc polscy fani mrocznych i kunsztownych rysunków powodów do narzekania nie mają. W dodatku wydawnictwo Kurc dało im w tym roku jeszcze przysłowiową wisienkę na torcie wydając Pośmiertne Objawienia

Opowiadania z rysunkami

Autorem scenariusza jest François Rivière, francuski pisarz i scenarzysta, twórca między innymi komiksowych adaptacji książek Agaty Christie. Mam wrażenie, że podział ról podczas tworzenia wyglądał w ten sposób, że on napisał tekst opowiadania w formie monologu głównego bohatera, a Andreas to potem “ubierał” w kadry, interpretował i przetwarzał wizualnie. Efekt jest taki, że chociaż obraz często nie ilustruje tekstu, to jednak wspólnie tworzą znaczenie.

Pośmiertne objawienia w pełni zasługują na to, żeby zostać określone terminem “powieść graficzna”. Zapomnijcie o dymkach i dialogach. Opowieść jest snuta  pomiędzy kadrami. Rysunki są czasem wtłoczone w tekst, okalają go, budują mozaikę znaczeń. 

Andreas słynie z gry perspektywą i symetrią oraz konstrukcji kadrów przypominających labirynty, i tutaj ma okazję w pełni rozwinąć swoje umiejętności. 

Do tego dochodzi jego standardowa technika graficzna, czyli milion kreseczek tworzących realistyczny obraz. Tutaj również została podniesiona do potęgi n-tej. Nawet ludzkie postacie wyglądają jak fotografie, a charakterystyczne dla Andreasa haczykowate nosy występują rzadko.

Labirynt kadrów Pośmiertne objawienia

Dystyngowane, nostalgiczne opowieści

Dobrze, forma jest wspaniała. A jak rzecz się ma z treścią?

Według informacji z tyłu okładki nowele “pomiędzy biografią a wyobraźnią, portretują wyimaginowany wycinek z życia wielkich pisarzy (H.P. Lovecraft, Agatha Christie, Juliusz Verne). Ich życie i twórczość splatają się, oferując nam zdumiewające historie”.

Czy tak jest faktycznie? No nie za bardzo. Komiks składa się z pięciu historii. Trzy poświęcone są powyższym słynnym osobom, w jednej pojawia się mniej słynny Loti, a w kolejnej wszyscy zostali wymyśleni. Każda z historii jest osobnym bytem, a przynajmniej ja nie odnalazłem żadnego związku między nimi.

Mamy tutaj opowieść o przyjaźni H. P. Lovecrafta z Robertem Barlowem, poetą, pisarzem i antropologiem. Wbrew oczekiwaniom to na nim i jego tragicznej historii skoncentrowana jest narracja. Poznał Lovecrafta jako młody chłopak i zaprzyjaźnił się z nim, został nawet przez pisarza wyznaczony na opiekuna jego spuścizny literackiej. W burzliwych okolicznościach porzuca dobrze zapowiadającą się karierę literacką i zostaje antropologiem badającym meksykańskich Indian aż do swojego tragicznego końca. Opowieść, złożona z tajemniczych zbliżeń twarzy, scenek rodzajowych przeplatana jest rysunkiem spadającego małego kotka, jako powtarzającym się motywem. Nadaje to całości gorzkiego posmaku straty, zwłaszcza jeśli zna się historię życia obydwu twórców. Czy jest coś fikcyjnego w tej historii? Chyba tylko pomylenie przez scenarzystę antropologii kulturowej z archeologią. Cała historia jest oparta na faktach, wspomniana w biografii Lovecrafta, nawet kotek jest prawdziwy. 

Lovecraft Pośmiertne objawienia

Druga opowieść bazuje na tajemniczym zniknięciu autorki kryminałów Agaty Christie w 1926 roku. Do dzisiaj nie wiadomo czy pisarka rozmyślnie ukryła się na kilka tygodni pod fałszywym nazwiskiem (kochanki swojego męża) czy faktycznie cierpiała wtedy na amnezję. Autorzy wydają się skłaniać raczej ku tej drugiej wersji, lecz nic nie jest tutaj przesądzone. Historia, opowiadana z punktu widzenia małego chłopca, jest dziwna, oniryczna. Tutaj lejtmotywem są wkomponowane w całość kadry z ogłoszenia o zaginięciu autorki. Znowu mamy poruszający motyw dziwnej przyjaźni, spotęgowany przez dziecięcą narrację.  I również ta historia nie jest “wyimaginowanym wycinkiem”, wydarzyła się naprawdę, tylko narrator jest fikcyjny.

 „Wizyta w Amiens” to jedyna faktycznie wymyślona opowieść i paradoksalnie chyba najsłabsze z pięciu opowiadań. Opisuje przygodę pisarza i poety Raymonda Roussela, który postanawia złożyć wizytę uwielbianemu pisarzowi Juliuszowi Vernowi. Pojawiają się tajemnicze istoty, poznajemy fantastyczne korzenie opowieści snutych przez Verna w jego książkach. Andreas to wszystko genialnie komponuje graficznie i upycha w zakamarkach domu pisarza. Jednocześnie fikcyjna fabuła jest banalna, oklepana, a całość pozbawiona tego emocjonalnego ciężaru jaki mają poprzednie dwie historie.

Dla osób znudzonych motywami z biografii wielkich twórców czeka „Woskowa Kobieta” z Muzeum Spitznera. To bardziej klasyczna opowieść grozy z fikcyjnym malarzem w roli narratora. Tutaj Andreas ma większe możliwości budowy klimatu niesamowitości przy użyciu kadrów, ukradkowych spojrzeń, potwornych kształtów. Fabuła jest dość typową opowieścią o konsekwencjach złego uczynku z przeszłości w stylu Poego, Blackwooda czy innego Starego Antykwariusza. Na szczęście świetna warstwa graficzna w pełni to rekompensuje.  

Zamykająca zbiór „Zbrodnia w meczecie” to kolejna opowieść niesamowita, tym razem tłem akcji staje się dom pisarza i podróżnika Pierre’a Lotiego. Główny bohater Alfred Nobbs postanawia odwiedzić miejsce, gdzie mieszkał uwielbiany przez niego twórca i awanturnik. Przeniesiony w dziwnych okolicznościach do tytułowego meczetu, staje się mimowolnym uczestnikiem dramatycznych zdarzeń z życia pisarza. Architektoniczne tło tej historii daje Andreasowi pole do popisu w jego ulubionej dziedzinie rysowania budynków i ich wnętrz. Plansze ułożone w układzie horyzontalnym prezentujące kolejne pomieszczenia to prawdziwy majsterszyk. Fabularnie całość przypomina opowiadanie z jakiś Weird Tales czy Amazing Stories. Nie wzbudziłaby współcześnie większego zainteresowania gdyby nie warstwa graficzna. 

Meczet Pośmiertne objawienia

Podsumowanie

Wbrew opisowi na okładce nie jest to spójny zbiór opowieści o sławnych ludziach, ale raczej wariacje na temat ludzi i ich historii. Mamy tutaj dwie opowieści bibliograficzne (najlepsze, moim zdaniem) kiepskie sci fi i dwie klasyczne opowieści niesamowite. No i kunszt Andreasa, wyciskający z tego pisarskiego materiału co tylko się da najlepszego.  

Tak więc na pewno wielka gratka dla fanów Andreasa, ale czy tylko dla nich? 

Wydaje mi się. że niekoniecznie. Nie można oddzielać tutaj tekstu od obrazu. Forma graficzna tchnęła nowe życie w stare opowieści i archaiczne klimaty sprzed stu lat. Pośmiertne Objawienia otwierają przed czytelnikiem okno na dziwne światy, pełne zakamarków, cienie, starych przedmiotów, nieistniejących budynków, ludzi, którzy odeszli. To podróż fascynująca i rekomenduję ją każdemu, kto lubi osobliwości i fantastykę. 

Naprawdę warto. 

Dziękujemy serdecznie Wydawnictwu Kurc za użyczenie komiksu.

Verne Pośmiertne objawienia

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *