Nioh 3 – recenzja PS5

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Żaden ze mnie siogun

Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem soulslike’ów. Zdecydowanie bliżej mi do slasherów, w których liczy się czas reakcji, walka z większą grupą przeciwników, agresja i ciągłe utrzymywanie ofensywy. Nie cierpliwe chowanie się za blokiem, idealne uniki i wkuwanie na pamięć patternów ruchu każdego przeciwnika. I właśnie dlatego moja relacja z Nioh 3 od początku była skomplikowana: Z jednej strony czułem podskórnie, że system walki ma świetny feeling (choć nie do końca mogłem go docenić). Z drugiej bardzo szybko stało się jasne, że to gra, która nie zamierza wybaczać błędów i zajmie mi sporo czasu, zanim ją opanuję w stopniu dającym satysfakcję z machania orężem. Dla części odbiorców będzie to zaleta. Dla innych — skuteczny sposób, by odbić się od tytułu już na starcie (którego z recenzenckiego obowiązku nie wykorzystałem).

Drużyna Ninja

Na początek kilka suchych faktów. Nioh to gra studia Team Ninja, odpowiedzialnego także za serie Ninja Gaiden, Dead or Alive oraz nowsze projekty pokroju Wo Long: Fallen Dynasty czy Rise of the Ronin. Gra zadebiutowała 6 lutego 2026 roku na PS5 i PC. Pod względem pozycji w serii to w przeciwieństwie do drugiej części nie prequel, a sequel jedynki.

Nioh 3

O co cała zawierucha?

Fabuła tym razem koncentruje się na Tokugawie Takechiyo, wnuku Tokugawy Ieyasu. Akcja rozpoczyna się w 1622 roku, gdy jego młodszy brat zwraca się ku mrocznej sile i prowadzi hordę yokai do ataku. Takechiyo zostaje wplątany w historię z podróżami w czasie i próbą odwrócenia losu Japonii. To wciąż Nioh, więc mamy tu charakterystyczną mieszankę historii, feudalnej Japonii, japońskiego folkloru ze świata yokai.

Dla osób, które zastanawiają się, czy trzeba znać poprzednie części. Pierwszy Nioh opowiadał historię z góry określonego bohatera, Williama Adamsa, natomiast Nioh 2 przeszło już na protagonistę tworzonego przez gracza. Nioh 3 łączy oba podejścia — bohater ma konkretne miejsce w fabule i imię, ale jego wygląd oraz część tożsamości wizualnej pozostają w rękach gracza. Co ważne, oficjalne materiały promocyjne były kierowane również do nowych odbiorców. Część recenzentów uznała trójkę za najbardziej przystępny punkt wejścia do serii, choć absolutnie nie znaczy to, że będzie to łatwe. Dla mnie to pierwszy kontakt z serią i od razu zaznaczam, że choć granie z japońskim dubbingiem to w takiej grze wręcz opcja obowiązkowa, nie pomaga to w ogarnianiu fabularnych niuansów. Szczególnie w czasie kwestii wypowiadanych w czasie gameplayu, bo wymaga podzielności uwagi i skupienia się zarówno na sterowaniu postacią, jak i na napisach (chyba, że ktoś zna język z Kraju Kwitnącej Wiśni).

O mechanice słów kilka

Jedna rzecz zasługuje na bardzo wyraźną pochwałę: rozbudowany edytor postaci. Kreator jest szczegółowy, pozwala naprawdę długo posiedzieć nad wyglądem bohatera, a na tym zabawa się nie kończy. Później można dalej zmieniać aparycję postaci, modyfikować wygląd ekwipunku, a nawet ustawić osobny wygląd dla stylu samurajskiego i osobny dla stylu ninja. To detal, ale bardzo przyjemny, zwłaszcza dla graczy, którzy lubią, gdy ich postać jest ich.

Największą nowością w samej rozgrywce są dwa style walki: Samurai i Ninja. To dwa pełnoprawne tryby starcia, między którymi można przełączać się w locie, zmieniając nie tylko statystyki i uzbrojenie, ale wręcz cały rytm pojedynku, tworząc zabójcze kombinacje. Styl samurajski jest ponoć bliższy klasycznemu Nioh. Bardziej techniczny, oparty na stancach i zarządzaniu Ki. Styl ninja jest lżejszy, szybszy, bardziej mobilny i nastawiony na zwrotność oraz wyższe tempo. Z tego co wyczytałem na forach, fani znający pierwowzory uznają przełączanie stylów za najciekawsze odświeżenie formuły.

Nioh 3

Feel like a ninja

I tu dochodzimy do sedna gry: feeling walki jest naprawdę dobry. Ciosy swoje ważą, animacje są bardzo dopracowane, a moment, w którym system zaczyna klikać, daje sporo satysfakcji. Tyle że to wciąż satysfakcja okupiona cierpliwością. Team Ninja otwarcie mówiło, że nie rozważało łatwiejszych poziomów trudności dla serii. Bo pokonywanie przeszkód poprzez naukę i doskonalenie jest jednym z fundamentów Nioh. I to czuć na każdym kroku. To gra specjalnej troski, wymaga planowania i cierpliwości. Choć wielu uznaje ją za najbardziej przystępną odsłonę serii, wciąż jest mocno wymagająca.

I właśnie dlatego mam wobec Nioh 3 bardzo konkretny zastrzeżenie: gracze o niższym skillu albo mniejszym doświadczeniu w podobnych grach mogą bardzo szybko się od niej odbić. Ta produkcja daje dziś więcej swobody niż wcześniejsze odsłony. Większe mapy, więcej okazji do eksploracji, możliwość pójścia gdzie indziej, gdy utknie się na ścianie. Jednak to nie zmienia faktu, że nadal jest to gra którą zaprojektowano wokół wysokiego progu wejścia. Oficjalne materiały i recenzje zgodnie wskazują, że jest przystępniej niż kiedyś, lecz absolutnie nie jest miękko.

Nioh 3

Piękno Japonii

Podoba mi się za to bardzo warstwa artystyczna. Design postaci, przeciwników i lokacji jest naprawdę udany. Klimat feudalnej Japonii, japońskiego folkloru i tematyka yokai wylewa się z ekranu. Pod tym względem Team Ninja nadal ma rękę. Problem w tym, że sama oprawa techniczna nie zawsze dotrzymuje kroku artyzmowi. Graficznie Nioh 3 nie zachwyca mnie szczególnie mocno. To jedna z tych gier, które wręcz proszą się o granie w trybie 60 fps, bo dopiero wtedy walka ma odpowiednią płynność i czytelność. Na podstawowym PS5, w takim trybie, w moim odbiorze widać rozmyte tekstury i mocniej przycięte efekty. Tyle, żebyśmy się zrozumieli – to nie jest poziom, który przynosi deweloperom wstyd — ale też nie taki, który robi efekt „wow”. Tutaj gra nadrabia przede wszystkim bogatym designem i świetnym gameplayem. Wodotryski graficzne zostawiając studiom, które wolą poświęcić więcej uwagi optymalizacji technicznej, oraz zasobów na pracę artystów, dopieszczających każdy detal.

Mieszane odczucia można mieć do skali projektu. Nioh 3 odchodzi od sztywnej, bardziej misjowej struktury poprzednich części na rzecz większych, eksplorowalnych map. Dla jednych jest to to miłe rozwinięcie formuły. Dla innych momentami zbyt duży zalew aktywności, kolekcjonowania i łupu, odciągających uwagę od sedna serii. Niestety zapychacze są tutaj widoczne, i czasem zorientujesz się, że więcej czasu spędzasz w menusach przeglądając zdobyty loot czy przeszukując zakątki map i zwłoki pokonanych przeciwników, niż na aktywnym gameplayu.

Kraj Spoconych Rąk

Mój werdykt jest więc dość prosty. Polecam Nioh 3 fanom dwóch pierwszych części i miłośnikom wymagających gier, którym autentyczną frajdę sprawia wielokrotne podchodzenie do tych samych starć. Uczenie się wrogów i powolne przełamywanie kolejnych barier stawianych przez twórców. To bardzo dopracowany, bardzo gęsty i soczysty action RPG z Soulsowym zacięciem, który ma świetny system walki, rozbudowaną customizację postaci i wyraźny klimat. Ale to nie jest gra dla każdego. Jeśli chcecie zagrać dla samego klimatu Japonii to są inne gry, które nie wymagają tendencji masochistycznych u odbiorców.

za egzemplarz recenzencki dziękujemy agencji Better

Nioh 3

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *