Soul Blade – retro wspominki

Doskonale pamiętam ten czas. Pozbywszy się mojej kochanej Amigi 600 (płaczę do dziś) zastanawiałem się w jaką maszynkę do grania zainwestować zebrane fundusze. Wybór padł na Sony Playstation, które urzekało niesamowitymi tytułami i było trochę przystępniejsze cenowo niż Sega Saturn. Co jednak najbardziej przekonywało, to niesamowite recenzje jednej gry ukazujące się w ówczesnej prasie. PSX niebawem wylądował pod moim telewizorem, a w nim wylądowało Soul Blade. I zaczęła się niesamowita jazda.

Tekken z bronią

Gra była reklamowana jako Tekken z bronią białą i w zasadzie reklama niewiele kłamała. Do dyspozycji otrzymywaliśmy 10 wojowników, którzy różnili się między sobą nie tylko dzierżonym orężem, ale też i stylem walki, który ten oręż niejako wymuszał. Zupełnie inaczej walczyło się Siegfriedem czy Rockiem uzbrojonymi w ciężkie i powolne, ale robiące duże kuku mieczem i toporem, a zupełnie inaczej szybką Taki, pokracznym Voldo czy niesamowicie wybalansowanym Li Longiem. Zastosowano również bardzo fajny manewr, który niejako zmuszał gracza do bardziej agresywnej i otwartej walki. Otóż oręż każdej z postaci posiadał swój pasek wytrzymałości i ulegał zniszczeniu w ramach przyjmowanych ciosów na bloku. Zbyt długie blokowanie skutkowało rozbrojeniem postaci i olbrzymim obniżeniem jej szans w starciu z uzbrojonym wrogiem.

Bardzo fajne w Soul Blade (w Japonii wydanym jako Soul Edge) było to, że rąbanka nie była osadzona w jakichś kompletnie bezsensownych realiach lub z dodaną naprędce nietrzymająca się kupy fabułą typu ktoś organizuje turniej i najlepsi zbierają się, żeby dostać lub dać wciry. Każda postać była fantastycznie opisana w instrukcji, miała lepsze i gorsze motywacje by podróżować po świecie i toczyć walki z przeciwnikami pożądającymi tego samego. Magicznego miecza, aktualnie dzierżonego przez postrach wszystkich mórz i oceanów – pirata Cervantesa de Leona (który jest ostatnim bossem, ale również jest dostępny w puli wojowników). Miecz ten daje olbrzymia potęgę i moc, ale ponoć jest też przeklęty, dlatego niektóre postaci szukają tej broni aby zachować ją dla siebie, inne by ją zniszczyć.

Soul blade

Dynamika Soul Blade

Walki były dynamiczne i przepięknie animowane. Różnorodność postaci oraz ciosów zachęcała do zapoznania się ze wszystkimi, a samo Soul Blade kryło w sobie kilka niespodzianek. Otóż każda z postaci miała dostępne aż dwa zakończenia, które aby poznać, należało wcisnąć odpowiednie kombinacje lub wykonać inne czynności. Np. samuraj Mitsurugi musiał unikać ostrzału ze strzelby, a Cervantes, w zależności od wybranej opcji popełniał samobójstwo, bądź opętany przez demony zamieszkujące w mieczu wybierał się na podbój świata. Kolejną niespodzianką była niewątpliwie dodatkowa ścieżka dźwiękowa, którą można było sobie wybrać przed rozpoczęciem rozgrywki. Dodatkowy zestaw muzyczny doskonale uzupełniał fenomenalną (podkreślam – fenomenalną) ścieżkę dźwiękową, która była dostępna od początku. Twórcy i tutaj nie bali się eksperymentować, bo można tu usłyszeć naprawdę ciekawe połączenia dźwięków klasycznych instrumentów z elektrycznymi gitarami czy elektroniką.

Piękno na każdym kroku

Tematem na osobny akapit są plansze, na których toczone były pojedynki, ponieważ doskonale pamiętam jakie wrażenie robiły wtedy areny walk. Pojedynki toczyły się na wzniesieniach, na których uginała się trawa smagana podmuchami wiatru, bambusowy las, a nawet tratwa, która spływała rwącą rzeką. Soul Blade powodowało opad szczęki na każdym kroku, a w zasadzie już od samego początku. Intro do gry powalało, było świetnie wykonanym teledyskiem i w zasadzie nawet teraz ogląda się to bardzo przyjemnie.

Soul Blade został skatowany przeze mnie do granic przesady, wszyscy bohaterowie ograni wszerz i wzdłuż, a człowiek potrafił zatracić się w niej zupełnie. Pamiętam doskonale schadzki w moim mikrym pokoju, kiedy to z licealnymi kumplami czwórkę przesiadywaliśmy i tłukliśmy w tę grę (na jednym, przechodnim padzie). Takich emocji już się nie da odtworzyć i na zawsze pozostaną przyklejone do jednego tytułu.

Soul blade
Soul blade

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.