Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Pamiętam doskonale taką scenę. Klasa może szósta lub siódma klasy podstawowej, korytarz, stoimy w trójkę z kolegami, wszyscy posiadacze Amig. I trwa dyskusja: „- Zrobiłem Fatality Liu Kangiem, może zmienić się w smoka i odgryźć gościowi tors.” „- O kurde jak to zrobiłeś?” „- Mam tutaj zapisane w zeszycie, tył tył tył dół fire. A może to było od kogoś innego?” „- A wiecie, że w salonie przy rynku wstawili automat z Mortalem 3?” W klasie oczywiście nikt nas nie rozumiał i traktowano nas jak kosmitów. Wymiany instrukcji ciosów i fatali urosły do rangi klasowego żartu, którym nas obrzucano, ale nic to. Dla nas Mortal Kombat znaczył niesamowicie dużo.. Oj nie rozumieli koledzy naszej zajawki na Mortala, nie rozumieli. A ten od czasów Amigi, automatów i naszego prowadzenia zapisków z ciosami urósł do potężnej marki, w której znalazło się już 12 tytułów, 4 filmy kinowe, kilka seriali telewizyjnych, komiksów i filmów animowane oraz niezliczona ilość gadżetów. Całość tej historii próbuje spiąć w jedną kapsułę album Mortal Kombat Flawless Victory. Pozycja ta jest ilustrowaną historią kultowej serii bijatyk opatrzonych smoczym herbem wydanym w Polsce przez wydawnictwo Gamebook.

Wcale nie taka krótka historia Mortal Kombat
Jak już wspominałem, seria bijatyk spuchła do dość obfitych ilości i próba wspomnienia o wszystkim zajmie swoje. Album obejmuje 300 stron wypełnionych mortalową dobrocią. Znajdziemy tutaj głównie drobiazgowe informacje o postaciach. Te obejmują nie tylko perspektywę uniwersum, ale również ciekawostki deweloperskie (choć te głównie z w postaci ilustracji i zdjęć oraz krótkich notek).
Album przechodzi krok po kroku przez wszystkie części, rozpoczynając od wydanego w 1992 roku, klasycznego już Mortal Kombat, a wieńcząc swą opolwieść na Mortal Kombat 1 z 2023. Choć podróż odbywa się przez pryzmat reprezentacji wojowników to jest to historia niezmiernie zajmujcą, pełna i pozostawia uczucie pełnej sytości i zadowolenia. Można prześledzić jak zmieniał się dany wojownik i jak ewoluowała jego historia przez wszystkie etapy, przez które przechodziło uniwersum Mortal Kombat.
Album podzielono na trzy elementy – Historia przemocy, Dziedzictwo turnieju oraz Inne wymiary. Pierwszy rodział to krótkie wprowadzenie w temat Mortal Kombat, kilka ciekawostek oraz faktów interesujących z perspektywy gracza i szybciutko przechodzimy do mięska. Dziedzictwo turnieju to podróż przez dossier wojowników przepuszczone przez wszystkie odsłony turniejów, czyli w sumie części gier. Pominięto jedynie Special Forces, ale ta część akurat nie miała z turniejem nic wspólnego, bo skupiała się na przedturniejowych przygodach Jaxa. Choć w świetle tego Mortal Kombat Mythologies: Sub Zero jak najbardziej wpisuje się w powyższy opis, to jednak Mitologie wprowadzały do panteonu wojowników dość istotne postaci, również dla całego uniwersum, a i wydarzenia pruszane w tej części miały duży wpływ na cały mortalowy świat, więc wspomnienie o tej części uważam za słuszne ze wszech miar. Inne wymiary to zestaw informacji o gadżetach i wydawnictwach okołogrowych. I jest to prawdziwie krwista wisienka na jakże mocno oblepionym posoką torcie. Mamy tu bogato ilustrowaną gamę dodatków rozszerzajacych uniwersum Mortal Kombat. Filmy, komiksy, figurki gadżety, kolekcjonerki, ulotki, reklamy, a nawet znajdziemy to wpis poświęcony live tour – aktorskiemu przedstawieniu, które objeżdżało Stany dając show dla rozgorączkowanej gawiedzi i w którym brali udział aktorzy biorący udzial w oryginalnych sesjach mocap (jak Kerri Hoskins). Choć przyznaję, że po tym rozdziale pozostaje jakiś niedosyt. Jest krótki i oczekiwałem większej obfitości. Jednak zdaję sobie sprawę, że moje uczucie niedosytu może być spowodowane niedawnym naładowaniem sie wiedzą i dobrociami wypełniającymi Mortal Kombat Legacy Kollection gdzie jest tam cały kosmos takich materiałów.
Żałuję również trochę, że w albumie nie znalazło się miejsce dla wszystkich zawodników. Takie kompletne akta miałyby dodatkową wartość. No, ale cóż, ktoś mądry kiedyś powiedział, że nie można mieć wszystkiego, a to, co można znaleźć w Mortal Kombat Flawless Victory i tak jest jest bardzo sycące.

Mortal Kombat i jego oblicza
Powiem Wam szczerze, że wypatrywałem tego albumu, bo Mortal Kombat jest marką, która towarzyszyła mi od samego początku mojej przygody z gamingiem i mam specjalne miejsce w moim serduszku. Liczyłem na jarankowe podgrzanie wspomnień i dostałem to w absolutnie fantastycznym wydaniu. Gruby papier, porządne szycie i świetny druk to wizytówka wydawnictwa Gamebook. Dostałem kompendium wiedzy o wojownikach biorących udział w smoczym turnieju, a także całkiem ciekawy zestaw ekstrasów.
Mortal Kombat Flawless Victory to spełnienie mokrego snu każdego dzieciaka, który przesiadywał w budach z automatami modląc sie, żeby starsi dopuścili go do maszyny z Mortalem. Który z wypiekami na twarzy biegał do kiosku i kupował Top Secret i Secret Service, szukając ciosów, finisherów i ciekawostek o postaciach. Album wydany przez Gamebook zapewnia wszystkie te wrażenia, ale w wariancie deluxe. Jest to rewelacyjnie wydana pozycja pod kątek jakości papieru i druku), ale także w komplementarnym podejściu do tematu. Otrzymujemy tu bowiem ogromny pakiet – od rysu historycznego postaci i ich ewolucji na przestrzeni wydarzeń z dwunastu odsłon smoczej serii, wraz z możliwością spojrzenia jak się zmieniały ich motywacje. Dodatkowo dostajemy szkice koncepcyjne, grafiki wysokiej jakości, notatki developerskie, zdjęcia towarzyszące produkcji gry, co pozwala na zbliżenie do kulis powstawania szaleństwa na Mortal Kombat.




Zwoje i pergaminy
Tak czytam i przeglądam sobie ponownie Flawless Victory i nie mogę sie pozbyć wrażenia, że mam do czynienia z czymś, co kiedyś próbowano osiągnąć za pomocą wydawnictw pokroju Kompendium Wiedzy Secret Service. Tam były poświęcone dość długie ustępy na temat wojowników, lore’u i dodatków do Mortal Kombat. I były to elementy potrzebne i pożądane. Flawless Victory to takie właśnie kompendium ale na mocnych dopalaczach, teleportujących je na kosmiczne wyżyny.
To piękne wydanie wygrywające nostalgiczne nuty, które przypominają czasy również naszej świetności, ale jednocześnie przypominające, że czasy triumfu Mortal Kombat wcale nie minęły. Ta seria wciaż trwa i twórcy wciąż przodują w produkowaniu mordobić o przesadzonej do granic absurdu brutalności. I właśnie za to pokochaliśmy je tak mocno. Mortal Kombat Flawless Victory jest świetną pozycją, nad zakupem której fani nawalanek spod sztandaru smoczego logo nie powinni zastanawiać się nawet sekundy. Album pokazuje potęgę wyobraźni i zajawki. top niesamowite, jak od pięcioosobowego zespołu studio rozrosło się do olbrzymiej instytucji i jak od strojów zakupionych z części z marketu budowlango Mortal Kombat rozrósł się do gigantycznego uniwersum i wielomilionowego biznesu. To absolutny rarytas, który będzie cieszyć oczy na każdej półce z pozycjami o gamingu.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Gamebook.

