Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Historia Na Jedno Pub sięga kilkunastu lat wstecz, kiedy Karol Kalinowski do spółki z Michałem „Śledziem” Śledzińskim powołali do życia galerię barwnych postaci zasiedlających tytułową knajpę. Teraz dzięki Kulturze Gniewu dostajemy zbiorcze wydanie tych przezabawnych, choć momentami nieco mrocznych historyjek.
Na jedno Pub
Samych autorów nie trzeba jakoś przedstawiać czytelnikom, którzy mają przynajmniej elementarne pojęcie o tym, co dzieje się w polskim komiksie. Śledziu jest twórcą chociażby kultowego Osiedla Swoboda (trochę trudno uwierzyć, ale tym historiom stuknęło już ćwierć wieku!). KaeReL, oprócz doskonałej i nagradzanej Łaumy, może pochwalić się uroczo upiornym Kościskiem, wdzięcznie czerpiącym z mitologii słowiańskiej. Właśnie dostajemy okazję, żeby zapoznać się z ich wspólnym dziełem.

Na drugą nóżkę
Tytułowy Na Jedno Pub to miejsce absolutnie niezwykłe. To nie jest jakaś tam knajpa, jakich wiele, nic z tych rzeczy. To miejsce z klimatem, pełne ciepła i życzliwości, to rodzinna atmosferą podszytą dziwactwem i niefrasobliwością. Klienci lokalu, choć chyba z powodzeniem można ich nazwać jego mieszkańcami, tworzą jedyną w swoim rodzaju mieszankę osobliwych jednostek. A pod opiekuńczymi skrzydłami Irys, właścicielki pubu, czują się jak u siebie, bezpieczni i spokojni. I mogą na kilka chwil zapomnieć o tym, co w ich życiu skrzypi i niedomaga, a przecież każdy z tej wesołej i kolorowej gromadki ma w swoim CV jakieś mroczne i mało chwalebne wpisy. W Na Jedno Pub nie ma to znaczenia, bo tu, jak nigdzie indziej są wśród swoich.
Nie jest więc dziwne, że kiedy w najbliższym sąsiedztwie otwiera się konkurencyjny lokal i zaczyna odciągać od Na Jedno klientów, bohaterowie zwierają szyki i postanawiają działać. Ich kreatywność wybucha z pełną mocą i jest doprawdy oszałamiająca. Nie wiem wprawdzie, czy chciałbym mieć aż tak pomysłowych przyjaciół, ale na pewno nie sposób odmówić im oddania sprawie. Czego tu nie ma… Gangsterskie zagrywki, kosmiczne podarunki, trupy (ale bez przesady, to nie Tarantino… chociaż wiele nie brakuje) i nadprogramowa świnia puszczona luzem – to tylko wierzchołek tej kuriozalnej i niełatwej do ogarnięcia góry lodowej. Dzieje się dużo, szybko i z przytupem. Nie zawsze zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i instynktem samozachowawczym, a często wręcz bardzo im na przekór. Ale w końcu Kalinowski i Śledziński zdążyli już przyzwyczaić czytelników do swojego poczucia humoru.

Na każdą kolejną nóżkę
Panowie autorzy nie bawią się w półśrodki, ani w warstwie fabularnej, ani w warstwie wizualnej. Absurdalne poczynania bohaterów zilustrowane są rozbuchanymi kolorami, idealnie oddającymi nieokiełznany chaos życia z pubie. A tam, gdzie historia pędzi na łeb na szyję w makabryczne rejony, kreska i kolor nadążają, żeby oddać upiorne wydarzenia w pełnej krasie. Cała opowieść, choć powstała pierwotnie jako zbiór pasków, jest też bardzo spójna i konsekwentna, a na deser, trochę przy okazji, dostarcza też sporo smaczków, schowanych w kadrach lub dialogach. To wszystko czyni Na Jedno Pub albumem, do którego będę z radością wracał. Co więcej, nie miałbym nic przeciwko, gdyby Śledziński z Kalinowskim zmajstrowali kolejną porcję przygód szalonej gromadki. I jeszcze jedną. I następną.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.

