Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Showgunners. Strategia taktyczna stołecznego studia Artificer, po ponad trzech latach od pecetowej premiery wjechała z buta na konsole Sony i Microsoftu.
Gra sprawiła mi ogrom frajdy na szesnastocalowym ekranie. Dziwnym zatem nie jest, że z chęcią sprawdziłem ten tytuł na calach pięćdziesięciu pięciu.
Showgunners – Hello! Old Friend!
Względem wersji PC, historia, podobnie jak mechanika zmianom nie uległa. Wcielamy się w postać Scarlett: Uczestniczki telewizyjnego show dla miłośników krwawych jatek. Gdyż trafiają do niego skazańcy, którzy zamiast czekać na wyrok śmierci w ciasnej celi, bronią przekształconego w krwawą arenę osiedla. Bronią go przed śmiałkami chcącymi wygrać niemałą nagrodę pieniężną, gdy dotrą i pokonają finałowego przeciwnika. Choć Scarlett twierdzi, że nie bierze udziału w tym chorym show dla pieniędzy. Oczywiście na drugiej stronie szali jest śmierć. Po której nikt nie będzie płakał, a spiker rozemocjonowanym głosem oznajmi tylko widzom, że no cóż, jednego mniej do głównej nagrody.

Codzienna loteria ciał
Każdy odcinek turnieju to kolejny fragment osiedla. Jest część marketowa, opuszczony blok, skwer przy peronie kolejowym czy sam peron – uwaga! Pociągi oczywiście jeżdżą. Wszędzie roi się od przeciwników, chcących tylko i wyłącznie śmierci graczy. Z odcinka na odcinek producent dokłada nowe, bardziej wymagające mięso armatnie. A gdy graczowi idzie za dobrze gotów mu utrudnić życie zrzucając wybuchowe beczki pod nogi czy wypuszczając trujący dym do hali.
Postrzępiony sojusz
Choć zazwyczaj bitki dzieją się w wydzielonych killroomach, czy to obowiązkowych czy opcjonalnych, w trybie swobodnej eksploracji można wpaść na zasadzkę, która nie będzie tak wymagająca. Zaś dostępu to apteczek czy kuferków z wyposażeniem bronią liczne pułapki wymagające zręczności bądź nieco kombinowania i współpracy gracza z kierowanym przez AI towarzysza niedoli. Czyli innego uczestnika turnieju. Tych na początku są pojedyncze sztuki i nie można wybrać, który idzie na akcje ze Scarlett. Później, gdy ekipa się już rozrośnie można dobrać najbardziej odpowiadający swoim wymaganiom legion samobójców. Każda z postaci posiada inną motywację udziału w show, a także, co istotne dla rozgrywki, wachlarz umiejętności. Także: Sojusze, choć kruche niczym w Squid Game są niezbędne by przejść do kolejnego odcinka.
Postaci nabierają w czasie trwania gry doświadczenia, wraz z jego wzrostem można, a wręcz i należy wykupywać dodatkowe umiejętności. Oryginalnym pomysłem jest… rozdawanie autografów żądnym krwi widzom gromadzącym się wokół areny. W zależności od rodzaju wpisów (pewny siebie, miły, wredny) z każdym poziomem sławy gracz otrzyma nagrody od sponsorów jak np. tańsza broń, więcej zdrowia czy szybsze zdobywanie doświadczenia.

Sterowanie, grafika, dźwięk
Obsługa padem nie odbiega znacząco od tego, do czego przyzwyczaiły nas X-Comy. Poza walką obowiązuje czas rzeczywisty a protagonistką sterujemy lewym analogiem niczym w grach TPP, w czasie walki ten sam analog służy do wybrania miejsca, w które ma się ona przemieścić. Czynności w turze można wykonać maksymalnie dwie: ruch i akcję. Dalsze przemieszczenie po planszy to oczywiście zużycie obu punktów akcji. Strzał z broni kończy turę od razu, nawet gdy była to pierwsza czynność w czasie jej trwania.
Plansze są w pełnym trójwymiarze, mapę można swobodnie obracać i zoomować. Sporadycznie zdarzy się, że nijak nie da się ustawić kamery, by mieć czysty podgląd na pole walki, bo ściany bądź wyposażenie killroomu będzie je zasłaniać.
Graficznie jest dobrze, zarówno mroczno jak i jaskrawo, pstrokato jak przystało na kolejny nudny dzień w domu wariatów. Zaś udźwiękowienie jest bardzo dobrze! Szybka muzyka dopinguje do walki a spiker komentuje krwawe zmagania z emocjami niczym Tomasz Zimoch pamiętny mecz w eliminacjach do piłkarskiej Ligi Mistrzów.

Obejrzyjmy to jeszcze raz
Największą wadą Showgunners jest krótki czas na ukończenie i niestety liniowość. Cała gra to 8 odcinków programu w sztywno określonej kolejności, a plansze są zawsze te same. Więc przebieg gry za każdym razem będzie podobny, nawet gdy będzie się próbować różnych kombinacji i roszad w ekipie. Plus pamiętajmy, że pierwsze levele nie dają wyboru członków zespołu. Owszem, można zmienić poziom trudności na wyższy, ale to wciąż będzie ta sama gra, te same poziomy i wrogowie – tyle, że lepiej celują i trudniej ich ubić.
Myszą czy gamepadem?
Podsumowując. Jeśli miałeś okazję zagrać w Showgunners na PC i nie czujesz potrzeby by do niej wracać, to wersja konsolowa nie wnosi nic nowego do rozgrywki. Natomiast jeśli nie miałeś z produkcją Warszawiaków do czynienia, a lubisz taktyczne wyzwania w turach, zdecydowanie mogę tę grę polecić. To krótkie, ale intensywne doznanie. Bardzo fajnie i ciekawie zaprojektowane. Choć fabuła sama w sobie nie jest specjalnie odkrywcza, to sama absurdalna idea krwawego telewizyjnego show jest… niepokojąco realistyczna w obliczu coraz wymyślniejszych reality show.
za egzemplarz recenzencki dziękujemy Better Agency


