kod komiks łukasz bałut

Kod – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Seria Widok na nieznane wydawnictwa Kurc skupia się na tytułach niebanalnych i stanowiących jednostrzałowe historie będące wycinkami całkowicie obcych rzeczywistości. Mamy tu niepokojące tytuły od Rafała Spórny – Alchenit i Oko Horusa, rewelacyjną Mechanikę Nieba, wyjątkowe Nathanaelle, Dayak, Nektar Kamienia, czy biało-czarny Ion Mud. Kolejną pozycją z serii jest polski komiks Łukasza Bałuta – Kod, który nie tylko zastosowaną monochromatyczną paletą barw nawiązuje do ostatniego, wymienionego przeze mnie tytułu. Czy Kod zapisze się w tej wyjątkowej i niesamowitej serii złotymi zgłoskami?

kod komiks łukasz bałut

Bez kodu w przyszłości ani rusz

Otwierając Kod przenosimy do miasta przyszłości. Moloch jawi się jako spełnienie marzeń zarówno urbanistycznych, jak i społecznych. Wszyscy są szczęśliwi, a ich potrzeby zaspakajane. Trik polega na tym, że na wszystko potrzebny jest kod. Aby uruchomić prysznic, zjeść śniadanie, dojechać do pracy i odwalić swoją orkę – musisz wbić swój kod. Ten system został stworzony i wdrożony przez Panią Prezydent, która zarządza wszystkim ze swojej księżycowej bazy i sztucznie przedłuża sobie życie, aby nadzorować całość swojego projektu. Świat sobie istnieje w tym stanie, a społeczeństwo trwa.

Oczywiście, idealny stan posiada swoje rysy i centralne zarzadzanie nie podoba się wszystkim. Coraz mocniej działają grupy zwane rebeliantami, które próbują zerwać monopol zarządczy i stosują do tego wszelkie możliwe sposoby. Nie cofają się przed zamachami i porwaniami. Eksplozje wstrząsają spokojnym miastem, a rozpylane środki powodują masowe halucynacje i odloty, których nie powstydziliby się bohaterowie Las Vegas Parano. Podczas jednego z tych zamachów ranny zostaje Jan, z którym nawiązuje współpracę grupa rebeliantów. Zadaniem Jana ma być wpisanie odpowiedniego Kodu, który ma spowodować powolne zatarcie się idealnego mechanizmu pani Prezydent, a w konsekwencji upadku systemu. Dodatkową motywacją Jana ma stanowić uwolnienie jego porwanej żony w nagrodę za udaną akcję. Jan nie dociera na miejsce, przyjmując w siebie olbrzymią dawkę ołowiu. Nad sprawą jego zabójstwa rozpoczyna pracę kapitan policji Cortez, a krok po kroku, cała sprawa robi się coraz bardziej zagmatwana.

kod komiks łukasz bałut

Kod o zniekształconych linijkach

Kod rozpoczyna się jak najlepszy thriller, po czym wchodzi w tory kryminalnego śledztwa, z wieloma przyjemnymi dla tego motywu meandrami. Kapitan Cortez wyłuskuje krok po kroku nowe informacje na temat sprawy, tylko po to, by dowiedzieć się, że ktoś szybko usuwa za sobą ślady. Ten element potrafi wciągnąć i pochłonąć i dopóki trwa jest naprawdę świetnie. Choć rozwiązanie zagadki i role, które grają postacie stają się jasne jeszcze przed ostatnią stroną, to siła początkowego wiatru pcha lekturę dość gładko i przyjemnie.

Czego mi zabrakło, to położenia trochę większej energii na detale historii. Kod Łukasza Bałuta ma mnóstwo elementów, w które warto byłoby się trochę zagłębić. Umknęły mi takie szczegóły jak na przykład co się dzieje, gdy ktoś nie wpisze kodu? Po co rebelianci używają środków halucynogennych?

Fajnie byłoby dowiedzieć się trochę więcej, spróbować ujrzeć uzasadnienie użycia niektórych elementów czy motywów. Odnosiłem wrażenie, że autor pozostawił tu wiele wiszących nad kominkiem strzelb, a nawet i armat, które albo nie wypaliły, albo nie zauważyłem wystrzału.

Dużo lepiej wyszła rola pani kapitan policji Cortez. Dzielna mundurowa przez moment wydawała się postacią o niewykorzystanym potencjale, ale, choć zabieg odstawienia ją na dalszy tor dość mocno zdradził jej przeznaczenie, to wyszła całkiem zgrabnie, choć nie idealnie, bo tu też chciałoby się nieco więcej. Dlaczego tak się zapijaczyła i zapuściła? Czy to tylko z nudów i marazmu, czy chodziło o coś więcej?

Niektóre elementy Kodu Bałuta są trochę niepotrzebnie rozwleczone, choć wiem, że są po to, by budować klimat. Wspomniany już Ion Mud otarł się o zjawisko przesycenia pejzażami i olbrzymimi kadrami, ale udało mu się nie przekroczyć cienkiej granicy przesytu, którą Kod delikatnie przechodzi. Na szczęście kreska Łukasza Bałuta jest na tyle przyjemna, że to zjawisko po prostu wpada w oczy, a nie nuży.

kod komiks łukasz bałut

Wykonanie mocno przypomina dokonania Moebiusa, czy Bilala, ale podczas lektury miałem wrażenie, że autor często zaglądał też właśnie do Ion Mud – innej pozycji z serii Widok na nieznane. Kadrowanie i sposób snucia opowieści jakoś budziło podobne skojarzenia co tytuł Amaury Bundgena.

Zamysł, historia, pomysł, i przede wszystkim klimat, który Łukasz Bałut przedstawia w Kodzie są pierwszorzędne. Zabrakło dopracowania kilku szczegółów, a zawartość ułożyłaby się w wysokopoziomową całość. A tak – jest po prostu przyzwoicie i porządnie. Kod trochę przypomina jazdę po podmiejskiej ulicy krótko po roztopach. Dojedziesz na miejsce cały i zdrowy, ale nierówności sprawiają, że podróż mogłaby być o wiele przyjemniejsza, gdyby je wyeliminować.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kurc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *