Hot Wheels Logo

Hot Wheels Unleashed – Recenzja Xbox One/XSX

Hot Wheels – czyli zabawki dla dzieci lubiących prędkość

Hot Wheels, obok Matchboxa chyba najbardziej kultowa marka produkująca “resoraki”. O ile Matchbox pozostawał wierny prawdziwym samochodom, tak styliści Hot Wheels puszczali swobodnie wodze fantazji, projektując najbardziej finezyjne modele, jakie można sobie wyobrazić: Jeżdżąca armata cyrkowa? Bardzo proszę! Dinozaur na kółkach? A czemu by nie! Oczywiście “normalne” modele też się zdarzają, choć każdy z nich ma ten delikatny, ognisty i szaleńczy sznyt. 
Modele Hot Wheels rozpalały dziecięce umysły również za pomocą specjalnych zestawów “kaskaderskich”: Katapulty czy pętle 180* po których można było puścić resoraka to standardowe portfolio amerykańskiego producenta.
Samochodziki Hot Wheels są również bohaterami najnowszej gry studia Milestone: 


Hot Wheels Unleashed, jak nietrudno się domyśleć, jest grą wyścigową, niezwykle dynamiczną, nastawioną na zręczne palce i błyskawiczny refleks. Zapomnijcie o jakimkolwiek realizmie i włączcie tryb czystej zabawy. No ale w końcu ktoś oczekuje symulacji w grze o wyścigach resoraków?

Co tam w menu?

W menu nie ma bardzo wielu punktów: Kampania, szybki wyścig, multiplayer, ustawienia, edytor aut i tras. Na szczęście ilość opcji nie stanowi o jakości zabawy!

Główny tryb gry to “City Rumble”. Tutejsza kampania: Na widzianej z góry makiecie miasta podążamy od wyzwania do wyzwania: Zazwyczaj będzie to klasyczny wyścig 12 autek, ale i czasówka: w której jedziemy solo i musimy zmieścić się w określonym czasie. Na mapie możemy znaleźć również punkty jak sekretne zdarzenia, które odblokowujemy wykonując różnorakie zadania, jak np wygranie wyścigu konkretnym samochodem. Podążając po mieście trafimy także niespodzianki, czyli paczkę z losowym samochodem. Ostatnie miejsca planszy to wyścigi z bossem: Stanowiące dużo większe wyzwanie niż “zwykłe” wyścigi, na dłuższych i bardziej wymagających mapach. Z Bossem musimy wygrać, podczas gdy w normalnym wyścigu wystarczy zająć miejsce na podium. 

Kolekcja miniaturek!

Ilości dostępnych samochodów nie powstydziłaby się żadna gra wyścigowa. W podstawowej wersji jest to około 60 różnych modelików, jednakże już wiemy o paczkach dodatkowych wyścigówek.
Te są zgodne z duchem oryginalnych zabawek: Ścigać będziemy się zarówno miniaturkami prawdziwych aut: Takich jak Fiat 500, Dodge RAM czy Honda S2000, ale i różnymi fantazjami projektantów Hot Wheels. Wszystkie autka wyglądają identycznie jak ich rzeczywiste odpowiedniki, które można znaleźć na sklepowych półkach. Oczywiście malowanie oraz kalkomanię możemy zrobić wedle własnego widzimisię. Modele oprócz wyglądu różnią się parametrami takimi jak prędkość, przyspieszenie, hamowanie czy łatwość prowadzenia. Parametry te można w pewnym ograniczonym stopniu modyfikować, kupując odgórnie dobrane ulepszenia statystyk.

Z czym na tor?


Po rozpoczęciu gry dostajemy 3 paczki-niespodzianki, zawierające losowe pojazdy. Kolejne autka musimy zdobyć w wyścigach bądź kupić. To możemy zrobić na dwa sposoby.
“Jawnie” jako ofertę dnia, w której mamy do wyboru pięć autek, lub jako paczkę-niespodziankę podobną do tych, w jakich znaleźliśmy pierwsze pojazdy.
W tym przypadku cena niespodzianki jest stała, a w środku może się kryć zarówno super rzadkie auto, jak i totalnie pospolite o marnych osiągach. Wspominałem o cenie? No tak – za każdy wyścig otrzymujemy również monety, za które autka kupujemy, bądź kółka zębate, służące do ulepszania już posiadanych. Monety i zębatki zdobywamy również poprzez sprzedaż bądź rozbiórkę posiadanych resoraków. I tutaj musimy uważać na to co wciskamy: Zdarzyło mi się niechcący sprzedać model, który bardzo lubiłem.

Hot Wheels? Jadą!

Bolid wybrany? Więc można startować!

Trasy wyścigów umiejscowione są w mieszkaniu, gdzie ścigamy się między krzesłami i kanapą, w podziemnym garażu, budowie wieżowca albo terenie skateparku. Wszystkie są bajecznie kolorowe, zazwyczaj nie są długie, ale za to zakręcone jak cała filozofia Hot Wheels. Pełno nań pętli, zakrętów i różnej maści przeszkadzajek typu pajęcza sieć unieruchamiająca autko czy jad skorpiona, dzięki któremu możemy pożegnać się z dopalaczem. Oczywiście są też pomocne w wyścigu elementy toru, jak automatyczny boost czy “ładowarka indukcyjna” do tegoż. Najlepiej by również było, gdyby cały wyścig przejechać niczym bohater “Tokio Drift” bokiem, gdyż w ten sposób możemy napełnić butle z doładowaniem naszego autka.

Push the tempo!

W związku z bardzo szybkim tempem rozgrywki bardzo łatwo o błędy. Im późniejszy wyścig tym rzeczy utrudniających wyścig więcej, przeciwnicy bardziej agresywni, a band chroniących przed wypadnięciem z trasy coraz mniej. Nie skłamię mówiąc, że wręcz należy się tras przejazdu uczyć na pamięć. Gdybym miał porównać Hot Wheels Unleashed do gier FPP, powiedziałbym, że to Ghostrunner ścigałek! Równie szybki i nie wybaczający błędów, skutkujących koniecznością restartu levelu.

A gdy już ogramy każdego bossa i wymaksujemy każdy wyścig, nie oznacza to bynajmniej końca rozgrywki. Otworem stoi przed nami rozbudowany edytor własnych torów. Rozbudowany, ale prosty w obsłudze:
Wybieramy otoczenie, potem składamy z dostępnych klocków najbardziej zakręcony tor jaki tylko jesteśmy w stanie wymyśleć. Następnie udostępniamy go społeczności i ruszamy do akcji z jedenastoma innymi wariatami w trybie multiplayer
Ruszając temat multiplayera nie sposób nie wspomnieć o jakże rzadkim dziś trybie split screen, w którym można szturchać łokciem oponenta, który na torze jest lepszy od nas.
Urządzić po swojemu możemy również piwnicę, w której układamy wymyślane przez nas tory. Elementy wyposażenia wnętrza oczywiście płatne lokalną walutą, bądź możliwe do wygrania w czasie kampanii.

Hot Wheels Unleashed to wizualnie ideał!

Graficznie mogę powiedzieć tylko, że jest przepięknie! Gra atakuje zewsząd pastelowymi kolorami, bogactwem otoczenia a przede wszystkim wykonaniem autek, które pozostają wierne swoim odpowiednikom w rzeczywistości. Choć to tylko resoraki, z całą swoją niedoskonałością miniaturowego wykonania.
Tory po których się ścigamy są wykonane tak, że często pauzowałem grę, żeby tylko móc włączyć tryb fotograficzny i przedstawić ten świat i dynamikę wyścigu na nieruchomym zdjęciu.

Dźwiękowo nie mam się do czego doczepić: W sumie nie wiem jak brzmiałyby ożywione resoraki, ale całkiem możliwe, że właśnie tak. Piszczenie opon też brzmi na tyle wiarygodnie, na ile mogą je wydawać plastikowe koła na plastikowej rampie. Na muzykę nie zwracałem uwagi, ot gra w tle i nie przeszkadza, ale rytmicznie pasuje do rozgrywki i podbija tętno. Krótko mówiąc: Oprawa jest rewelacyjna i nie mam absolutnie najmniejszych punktów zaczepienia do przyczepienia.

Mała łyżeczka dziegciu w beczce miodu

Pewne wady produkcji Milestone owszem jestem w stanie wytknąć. Ot choćby poziom trudności: Już na normalnym levelu jest bardzo ciężko, a walki koło w koło toczą się do samej mety. Tylko czy to można uznać za wadę?

Jedyny większy bug jaki jestem w stanie wytknąć grze przez kilkanaście spędzonych z nią godzin, to błąd na jaki natrafiłem na jednej z map, na której podczas zmiany grawitacji samochodzik powinien płynnie obrócić się o 180* i jechać dalej po podłodze, która chwilę wcześniej była sufitem.
W ten właśnie sposób właśnie obracają się przeciwnicy, a nasz samochodzik ląduje na dachu, bądź koziołkuje przez krótki czas, ale w zupełności wystarczający do utraty pozycji.

Ojciec, grać? Synu! Koniecznie!

Jako wspominający bardzo ciepło Micro Machines z Pegasusa, spodziewałem się, że Hot Wheels Unleashed będzie dobrą grą, na którą czekałem od chwili zapowiedzi.

Dostałem tytuł, w którym zakochałem się od pierwszego wyścigu i mimo kilku niedociągnięć gra wciągnęła mnie tak mocno jak dawno żadna wyścigówka.
Ostatni raz tak dobrze się bawiłem z wyścigami za czasów Need for Speed Underground 2 i chyba nawet Forza Horizon 5 nie odbierze resorakom pierwszego miejsca wyścigówki roku w moim prywatnym rankingu!

Plusy

  • Przepiękna grafika
  • Niesamowicie szybka i dynamiczna rozgrywka
  • Dużo modeli aut do wyboru
  • Bardzo grywalna
  • Split Screen
  • Syndrom „Jeszcze jednego wyścigu!”

Minusy

  • Bug z obracaniem autka na jednym z torów
  • Bardzo wyśrubowany poziom trudności
  • Kampania to jeden wielki crafting
  • Reset malowania aut po uruchomieniu gry
  • Brak ostrzeżeń przed przypadkową sprzedażą aut z kolekcji

Hot Wheels Unleashed w akcji!

1 thought on “Hot Wheels Unleashed – Recenzja Xbox One/XSX”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.