Shadow of the Beast III Amiga

Shadow of the Beast III – retro wspominki

Każdy Amigowiec miał swoje pudło z dyskietkami i po tym jak położyłem wreszcie łapy na swojej Amidze zacząłem przeszukiwać zawartość dołączonego do niej pudełka po butach wypełnionego wszelkim dobrodziejstwem. W środku znajdowała się gra Shadow of the Beast III, która nie była moim pierwszym wyborem (najpierw odpaliłem Lotus III Ultimate Challenge). Gdy jednak nastał czas zweryfikowania tej dobroci utonąłem w niej do granic przesady.

Shadow of the Beast III był i w sumie nadal jest tytułem wyjątkowym. Już od samego początku, czyli intro, produkcja Refletions raczyła oczy i uszy. Samolot, który pilotowaliśmy rozbija się w jakiejś dziczy zamieszkałej przez dzikie plemię ale też pełne wymyślnych pułapek i dziwnych mechanizmów. Realizacja samego filmu otwierającego zabawę była niesamowita i zapadająca w pamięć. Płomienie ogarniające silniki samolotu długo śniły mi się po nocach.

A później było jeszcze lepiej. Gra oferowała genialną oprawę graficzną. Przeciwnicy byli na tyle sugestywni, że nawet staruszkowie z niepokojem zerkali na to, w co gówniarz gra (widziałeś, tamten ludzik to nie miał głowy). Jeszcze lepiej prezentowały się same poziomy, których ornamentoryka wprawiała w osłupienie. Starożytne posągi, kuźnie pełne dziwnych maszyn i ustrojstw czy lasy pełne wspomnianych tubylców.

Muzyka zostaje w uszach na długo

Co jeszcze jednak bardziej wyróżniało produkcję wydaną przez Psygnosis i sprawiało, że zacząłem darzyć ten tytuł bezgraniczną niemal miłością, to muzyka. Ścieżka dźwiękowa to absolutne mistrzostwo świata. Muzyka była tajemnicza, nieco pierwotna, nieco heroiczna. Na pewno była wyjątkowa, zresztą nie mogło być inaczej – jej autorem był nie kto inny jak Tim „Cold Storage” Wright, autor późniejszego genialnego soundtracku do dwóch pierwszych części Wipeouta. Muzyka z Shadow of the Beast III nie zestarzała się bardzo i nadal potrafi wywołać ciarki, przyjemnie się słuchać i zapadać w pamięć.

Shadow of the Beast III łączy gatunki

Sama rozgrywka w Shadow of the Beast III odznaczała się pewnym eklektyzmem, ponieważ na pierwszy rzut oka to sztampowa platformówka, ze strzelaniem i unikaniem przeciwników. Do tego jednak należy dołożyć fakt, że niektóre miejsca na planszy były opcjonalne do zwiedzania i w niektóre zakamarki nie musieliśmy zaglądać, jeśli nie chcieliśmy wyzbierać całego złota poukrywanego tu i tam. Niektórzy przeciwnicy wyrzucali niezbędne do ukończenia poziomów przedmioty i pełnili funkcje swojego rodzaju bossów, choć również niestandardowych, bo potrafili być umiejscowieni np. w środku poziomu. Skoro już o przedmiotach mowa, to wiadomo, że gra oferuje również zagadki i tu naprawdę widać pomysłowość, jaką cechowali się twórcy.

Shadow of the Beast III Amiga

Zadania stawiane przed graczem było bowiem bardzo różnorodne, a ich rozwiązanie było satysfakcjonujące. Każdy z czterech poziomów gry oferował naprawdę różnorodne wyzwania. A to trzeba było podstawić kawał mięcha pod zapadnią z kolcami, aby wpuścić w pułapkę potwora i jednocześnie samemu w nią nie wpaść. Albo rozpuścić olbrzymią ołowianą kulę w piecu, aby gorącą surówką roztopić wielkie bryły lodu zawierające niezbędne przedmioty. Innym razem trzeba było przetransportować wielki kamienny blok układając pod nim kule. Nie mogę oczywiście zapomnieć o mojej ulubionej zagadce z rybami, w której trzeba było rozszyfrować łańcuch pokarmowy zamkniętych w trzech akwariach i doprowadzić do takich spotkań ryb, aby wzajemnie się powyżerały, pozostawiając jedynie zwierzę, które nie gustuje w ludzkim mięsie. Poziomy pokonujemy by zebrać części i składniki niezbędne do konstrukcji magicznej broni, za pomocą której jesteśmy w stanie pokonać głównego złola objawiającego się w postaci sugestywnej głowy i dłoni oderwanych od korpusu.

Niesamowicie udana kombinacja

Shadow of the Beast III to kombinacja niesamowitego wykonania graficznego, klimatycznej oprawy dźwiękowej, rewelacyjnego gameplayu. To wszystko utworzyło miszmasz, który niżej podpisany uważa za arcydzieło. Ani poprzednie części, ani późniejszy remake z Playstation 4 nie wywoływały takie drżenia serca jak trójka. Shadow of the Beast III jest wciąż wartym ogrania i przypominana sobie tytułem wydanym przez legendarne już Psygnosis. Logo z sową przetrzymuje próby czasu i starzeje się z godnością.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.