„Donżon” to monumentalne dzieło stworzone przez Lewisa Trondheima i Joana Sfara (przy współpracy z różnymi rysownikami), którego droga rozpoczęła się jeszcze w latach 90-tych i trwa w sumie do dziś. W Polsce ukazuje się w wydaniach zbiorczych nakładem wydawnictwa Timof i osiągnęło już 9 tom (a zapowiedziano już i tom 10). Dziewiątka okazała się szczęśliwa dla mnie, gdyż ten tom właśnie wpadł w moje rączki. Zaczynam zatem zabawę w świecie pastiszu na fantasy już w trakcie jej trwania, ale jak się okazuje, nie stanowi to żadnego problemu. „Donżon” doskonale radzie sobie nawet nawet gdy wskoczymy w wir opowieści, który jest już rozpędzony.
„Dożnon” jest zbiorem opowieści, które są mniej lub bardziej ze sobą połączone i rozsiane po dość długim odcinku czasowym. Jest to opowieść o tytułowej wieży, jej dziejach oraz historiach z nią mniej lub bardziej związanymi. Choć połapać się w chronologii dość ciężko, albowiem układ wydarzeń jest nie tylko delikatnie zaburzony, to dodatkowo, dość obszerny. Ale – podział na odcinki, które stanowią półotwarte historie pozwala na to, by nawet nie będąc na bieżąco z tą jakże masywną opowieścią, można było świetnie się przy lekturze „Donżonu” bawić.

Cztery historie z Donżonu
W tomie 9 znajdziemy cztery historie. Dwie opowieści będą osadzone w zamierzchłych czasach jeszcze przed budową wieży i skupiać się będą na dwóch psach bojowych, które po utracie w bitwie swoich panów starają się odnaleźć w wojennej i bezwzględnej rzeczywistości, która dla weteranów nie jest wcale taka prosta. Szczególnie, jeśli zdamy sobie sprawę, że psy zostały wychowane przez walczące ze sobą strony, które mają ze sobą tyle wspólnego, co opozycja i rząd w polskim parlamencie.. Wychowanie przez Orki i Elfy wychodzi z jednego i drugiego czworonoga i to starcie kultur prowadzi do zabawnych i nieprzewidzianych sytuacji, które doprowadzą do wielu zabawnych sytuacji oraz zgonów w olbrzymich kałużach krwi. Kolejna opowieść przenosi nas do czasów współczesnych i pokazuje właściciela Donżonu, który zmaga się nie tylko z najeżdżającymi go drużynami bohaterów, którzy pragną zdobyć jego legendarne bogactwa. Całkiem sporym problemem stają się braki kadrowe oraz krnąbrny i kapryśmy personel. Czwarta historyjka to opowieść o szkole magii, której uczniowie za wszelką cenę chcą zerwać z tradycyjnymi metodami nauczania, co doprowadzi do poważnego incydentu magicznego.

Inteligentny Humor
„Donżon”charakteryzuje się doskonałymi, wybornymi i fantastycznie zabawne dialogami. Postaci są tak zabawnie naiwne, że można by momentami pomyśleć, że trzymamy w ręku tytuł dla dzieci, którym absolutnie „Donżon” nie jest. Zresztą, humor, pastisz i surrealna niemal czasami zabawa konwencją to znak rozpoznawczy serii. Kojarzyło mi się to momentami z dziełami mistrza Baranowskiego, i ta myśl nie pojawiała się rzadko. W dziełach mistrza była podobna zabawa zarówno słowem jak i rysunkiem. W „Donżonie” dochodzą jeszcze motywy fantasy, które stanowią kanwę na dalsze darcie łacha z czystych gatunkowo tytułów. Łatwo tu znaleźć odniesienia do dzieł J.R.R Tolkiena, Ursuli Le Guin, J.K Rowling i innych znanych i klasycznych autorów.
Humor to element wpychający się na pierwszy plan, ale co stanowi siłę tych opowieści, to jednak cięta satyra i komentarz na poważniejsze tematy. „Donżon” nie oferuje jednak pustego i głupawego dowcipu. Za żartami kryje się znacznie więcej. Jest tu krytyka rasizmu, nierówności społecznych, durnego urzędniczenia, tępego wykonywania rozkazów i bezkrytycznego trzymania się tradycji czy idiotycznego z nią walczenia.
„Donżon” to prawdziwa perełka. Absolutnie warto wskoczyć do tej rzeki i popłynąć z jej nurtem, nawet jeśli rozpoczyna się zabawę przy tomie 9. Wydania są podzielone na historie, które są osadzone w szerszym wszechświecie, ale nawet nieznajomość połączeń i zależności nie przeszkodzi w dobrej zabawie. Czas spędzony z „Donżonem” to chłonięcie tej niesamowitej atmosfery, radość z inteligentnej zabawy z konwencją, a przy tym jednocześnie jest to tak niesamowicie i cudownie lekkostrawna lektura. Warto, warto, po trzykroć warto, a potem kolejny raz warto sięgnąć po kolejne tomy. Lewis Trondheim i Joan Sfar stworzyli prawdziwe cacuszko. Tom 9 zaś to cała masa dobroci upchnięta na 200 stronach. Za pomocą pastiszu na sagi fantasy autorom udaje się zawrzeć tu ciętą satyrę i krytykę na współczesna rzeczywistość. Dla miłośników inteligentnych i zabawnych historyjek to pozycja obowiązkowa.
Werdykt
„Donżon” kupił mnie całkowicie. Porwał, zabrał, pochłonął, opętał. Jest to absolutnie cudowny i wspaniały tytuł, którego walorów trudno nie docenić. Przebogata w motywy i nawiązania historia, wyborny humor, a także mądry przekaz robią niesamowitą robotę. Próba może skończyć się uzależnieniem.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

