Muszę przyznać, że o dramacie portugalskim mam pojęcie niewielkie, żeby nie rzec – żadne. W związku z tym nazwisko Gila Vicente brzmi mi obco i nie wywołuje nawet najdelikatniejszego dźwięku dzwonka w jakimkolwiek kościele. Tymczasem, chłop w XVI wieku pisał już dzieła, które cieszyły się wielką popularnością, wystawiane były nawet przed samym królem i weszły do klasyki literatury portugalskiej. Jednym z takich dzieł jest Farsa o Inês Pereirze – opowieść o dziewczęciu tyleż urokliwym, co leniwym i wyrachowanym. Jest to historia zgoła inna i odmienna i dlatego zdecydowanie warta poznania.
Naiwna Inês, naiwni amanci
Inês Pereira to młoda, śliczna dziewczyna szykująca się do zamążpójścia. Sęk w tym, że ma swoje wymagania. Od męża oczekuje talentów, bogactwa i umiejętności w uwodzeniu. Nic dziwnego, że zakochany w niej prosty i naiwny chłop nie leży zakresie tego, co spełnia jej standardy. Gdy jednak Inês zostaje wyswatana z giermkiem mającym perspektywy na rycerski pas, czuje że złapała Pana Boga za nogi. Jakże szybko jednak rzeczywistość przestaje przystawać do jej wymarzonych rezultatów. Na ten moment przystanę, ale dodam, że naiwniak bynajmniej nie schodzi z planszy, a i starsze miłości pojawia się w grze.
Jest to opowieść znacznie odbiegająca od klasycznego układu znanego ze znakomitej większości dzieł, ktorym raczono nas w szkołach. Walor krytyki społecznej jest dość dobrze widoczny, acz moralizatorstwo, choć jest obecne, to nie wypływa na pierwszy plan. Nie widać tu bowiem krytyki głównej bohaterki, której zalety to lenistwo i wykorzystywanie wdzięków kosztem amantów. Inês Pereira ma lub stwarza sobie okazje na zdobycie tego, co chce. Z tych okoliczności potem z zimną krwią korzysta – tyle dobrego jej. Krytyka raczej spada tu na głupotę tych, którzy dają się wykorzystywać. Głupca, który zauroczony urodą Inês postanawia żyć w celibacie do czasu, aż ta zgodzi się wyjść za niego, a potem przyprawić mu rogi.

Dziewczyny lubią dupków
Stara prawda, że dziewczyny wolą dupków, a potem żałują jest tu również pięknie ukazana. Choć sama Inês okazuje się być największym dupkiem, to nie ona jest tu przedstawiona jako ktoś zły. A nawet jeśli, to przynajmniej pokazuje, jak za pomocą uroku i wdzięku zdobyć przychylność czytelnika, pomimo swojego jak by nie mówić, nieciekawego charakteru i zachowania.
Tak przynajmniej interpretuję sobie to ja, czytelnik wszak nieobyty z dramatem Iberyjskim. Na szczęście dla kogoś, kto nie lubi bawić się w takie interpretacje, wydawca przygotował całkiem wyczerpujące informacje o dziele Vicente – jest tu rys historyczny, społeczny, polityczny, który pokazuje całkiem ciekawy obraz XVI Portugalii. Dzięki temu wiem już, że mamy tu również całkiem pokaźną płaszczyznę symboliczną, która obrazuje kraj jako rosnącą siłę zdobywaną dzięki wyprawom morskim i podboju świata. Kraj, którego społeczeństwo doświadcza olbrzymich przemian z rolniczego obszaru w kolonialną potęgę. Konflikt pomiędzy starymi, niechętnymi do zmian warstwami społeczeństwa, z młodymi, odrzucającymi konserwatyzm i ruszającymi w nowe obszary jest widoczny, nieunikniony, a także aktualny nawet współcześnie.

Werdykt
Na kartach komiksu znajdziemy coś zupełnie niespodziewanego i innego. Okazję zapoznania się z literackim klasykiem z innego kraju. Ten przedstawiony jest w całkowicie przyjemny i strawny sposób, przez co Farsa o Inês Pereirze powinna trafić do wielu osób. Nie myślę tu wyłącznie o samym tekście, ale też o miłej dla oka kresce, w zabawny sposób podkreślającej cechy wszystkich postaci. Przyjemnym zabiegiem jest również delikatne (choć może zbyt delikatne) uwspółcześnianiu tekstu. Wzmacnia to walory humorystyczne i pozwala współczesnemu czytelnikowi na lżejsze wślizgnięcie się w całość. Myślę, że w szkole, gdy przerabialiśmy Szekspira nie byłem jedynym, któremu się te historie bardzo podobały. Dlaczego zatem nie sięgnąć po coś z tego samego gatunku, a jednak zupełnie innego? Myślę, że zdecydowanie warto. Farsa o Inês Pereirze jest to zasadniczo prosta opowiastka z dość niespotykanym i mało oczywistym morałem. Dodatkowo zyskujemy możliwość poznania trochę kultury, którą znamy w zasadzie tylko z piłkarskich boisk i historii (no dobra, ja tak znam). Wjeżdża nam Portugalia na półki i bardzo dobrze. Czasem warto zejść na ziemię i zobaczyć ją czyimiś oczami.
Wydawca, czyli Timof i Cisi wspólnicy, którzy dostarczyli nam egzemplarz recenzencki (dziękujemy!) ruszyli z całą serią pt. Klasycy Portugalscy w komiksie. I dobrze. Po spędzeniu czasu z Inês Pereirą, można nabrać apetytu na więcej.

