Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Lektura pierwszego tomu Dewianta zapowiedziała mocną historię o klimacie kryminału spod szyldu Davida Finchera. Tom drugi podąża tą samą ścieżką, absolutnie nie zawodząc. Dostajemy mroczną opowieść o poszukiwaniu seryjnergo mordercy, ale też poza tym kryje się tu więcej rzeczy. Znajdziemy tu wątki o fascynacji złem, pękaniu psychiki w starciu z brutalną rzeczywistością i o dorastaniu w niezrozumieniu, które może stygmatyzować do końca życia.
Stało się zatem. Michael, który pragnął narysować komiks o Dewiancie, seryjnym mordercy dzieci z lat 70-tych sam został oskarżony o to, że w fascynacji morderstwami sprzed 50 lat popłynął zbyt daleko i, naśladując Dewianta, samemu zaczął mordować. Dowody znajdowane na miejscach zbrodni i w jego domu wskazują jednoznacznie na jego winę. Z tym nie może pogodzić się jego chłopak, który nie wierzy w winę Michaela. Próbujac rozwikłać sprawę, samemu ładuje się w nie lada kłopoty.

Dewiant wprowadza świąteczny nastrój
Autorzy poszli w nastrojowość i atmosferę zamiast przewidywalnie zmierzać w kierunku slashera. Napięcie budują poprzez wiele statycznych kadrów, w których bohaterowie dyskutują, próbujac dojść do prawdy. Intryga się zagęszcza, zmierzając do finału, jednak pozostawia kilka niedomkniętych furtek. Co jednak najważniejsze – jest to forma zabawy z czytelnikiem. Nie jest o bynajmniej problem związany z niechlujstwem scenarzysty, czy jakimś przeoczeniem. To bardziej pozostawienie czytelnika w pewnej niepewności i zdrowym niedosycie. To zachęcenie do przeanalizowania wskazówek i ponownej lektury Dewianta. A może i potencjalnej kontynuacji?
Dewiant tom 2 spełnia się doskonale w roli ciężkiego kryminału o poszukiwaniu seryjnego mordercy. Rozwiązanie dostarczone jest sprawnie, acz potrafi zaskoczyć. Dzięki temu lektura jest wciągająca, trzymająca w napięciu i satysfakcjonująca. Szanuję umiejętność, wytwarzania napięcia w zasadzie głównie dzięki rozmowom. Gwałtowności i brutalnych scen nie ma za wiele. Więcej jest ogladania efektów działania Dewianta, analizowania poszlak i poszukiwania rozwiązania.
Dodatkowym smaczkiem jest fantastycznie ukazana beznadzieja przesiadującego w więzieniu chłopaka i pękanie jego osobowości. Widać doskonale moment, w którym się poddaje i nie zamierza dalej walczyć. W komiksie pojawia się też motyw fascynacji miordercami i przestępcami oraz forma zauroczenia się mrocznymi stronami zwyrodniałych umysłów. Ta gloryfikacja zła ukazana jest jednak jako również pewnego rodzaju spaczenie, którego konsekwencje bywają tragiczne.

Dynamika w statyce i krwisty befsztyk
Wielbiciele krwawych dań jednak nie odejdą bez niczego. To nie jest tak, że rąbanka, o której wspominałem przy okazji pierwszego tomu odeszła w zapomnienie. Sa trupy, jest krew i popękane kości. Mam jednak wrażenie, że autorzy tymi motywami nie epatują i nie starają się wpychać tego na pierwszy plan. Mięsistość zawiera się tu bardziej w atmosferze i klimacie, a zwłoki czy pomazane posoką ściany nie grają w tej opowieści pierwszych skrzypiec.
Myślę, że pójście slasherowatą ścieżką zapewne również by się udało i z powodzeniem można by tu z Dewianta zrobić opowieść o machaniu siekierą i rozbijaniu w ekletyczny sposób rozmaitych łbów. Autorzy jednak wybrali trudniejsze wejście na szczyt, dzięki czemu czytelnik ma okazję na zupełnie inne widoki i całkowicie inny zestaw doznań.
Jak wspomniałem przy okazji recenzowania tomu pierwszego w komiksie istotny jest wątek gejowski, Dla wszystkich, którzy obawiają się, że Dewiant jest kolejną historią, która na siłę upycha gejów jako bohaterów pragnę ich uspokoić. Dewiant to historia o homoseksualistach i o zbrodniach, które dokonywane są pośród nich. Opowieść nie epatuje tym motywem, nie pozwala sobie na „znetfliksowienie” orientacji seksualnej traktując ją jako w pełni uzasadnione tło opowieści, zbierając ze sobą wszystkie implikacje z tym związane. Wykorzystuje motyw by pokazać bohaterów, ich dorastanie i wszelkie wyzwania, które wiąża sie z byciem gejem we współczesnym (oraz nieco starszym również) świecie.
Tynion IV odwalił kawał cholernie dobrej roboty i w Dewiancie pokazuje cały swoj potencjał. Świąteczne klimaty właśnie zaczynają wdzierać się do naszych sklepów, więc kryminał ze zwyrodnialcem w przebraniu Świętego Mikołaja, siekającym swoje ofiary pod choinkami zdaje się pojawiać w odpowiednim momencie. Dewiant to historia, zamknięta w dwóch tomach, z którą zdecydowanie warto się zapoznać.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Shock Comics

3 thoughts on “Dewiant tom 2 – recenzja komiksu”