elryk_1

Elryk – Śniące Miasto – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

„Elryk – Śniące miasto” to czwarta część, “finałowa” ale kończy jedynie pierwszą serię, a nie całość historii. Wchodząc w świat całkowicie zielonym, spotyka się to ryzyko co zawsze. Ile tracimy, nie znając poprzednich zeszytów? Przydałoby się takie “ending explained” w pigułce na pierwszej stronie. Tam jednak znajdujemy przedmowę, od której zacząłem, a która to wprost poinformowała żeby jej nie czytać przed lekturą. Cenna informacja, którą również wam przekazuje. Z drugiej strony, na szczęście nie jest to produkcja Netflixa, gdzie co 6 minut trzeba przypomnieć fabułę. Generalnie słychać, widać i czuć, że bazujemy na większej ilości wydarzeń i informacji. Z tego powodu, pierwsze naście stron było trudne – żeby nie powiedzieć męczące. Bałem się, że taka będzie całość. Jakże błędne było moje pierwsze odczucie, bo potem się dzieje, oj dzieje.

Elryk_2

D.n.D. I’m dynamite! (parafrazując AC/DC)

Sam świat, jak już wspomniałem, jest całkiem rozbudowany. Jest pełen różnych ras, jak w pełnoprawnym fantasy. Mamy tu ludzi, kolejną starszą, groźną rasę – coś w rodzaju „panujących wampirów” – i do tego co najmniej dwie kolejne grupy pradawnych ras-bogów. Mamy tu też miecz z własną osobowością, trochę jak broń Knulla, którą możemy znać z King in Black albo z czwartego Thora. Ogółem złożoność powiązań między nimi jest na poziomie Gry o Tron, ale nie ma tu na szczęście flaków z olejem (dokładnie tak – powiedziałem to i się nie wycofam).

Gdy wczytujemy się w ten świat – z oporem, o którym wspominałem wcześniej – w okolicach dwudziestej strony następuje zmiana. Zapewne to odczucie mocno subiektywne, ale całkowicie kupił mnie Bóg Insektów. Projektu tej postaci nie powstydziłby się żaden horror – wygląda on jak odrzut ze szkiców Lovecrafta, który uznano za zbyt niepokojący dla odbiorców. Od tego momentu było już tylko lepiej.

Elryk to dobre D&D w niezależnym, rozległym świecie. Ilustracje są bardzo szczegółowe, a jednak pozostawiają pole do popisu dla wyobraźni. Osobiście bardzo lubię taki „szczegółowy acz niejasny styl”, trochę jak u Zanotta (bez linczu – to komplement). Jako zagorzałego fana trykociarzy, czystość formy (dla niektórych: „typowość”) też cieszy. Zwłaszcza wygląd głównego bohatera przypomniał mi kreskę, jaką widać np. w Vox Machina. W Elryku- Śpiącym mieście znajdziemy mieszankę obu tych rzeczy. Wyglądem Elrykowi najbliżej do serii „Poszukiwanie odpowiedzi”, której fragmenty „młodzi inaczej” mogli poznać w Świecie Komiksu wydawanym na przełomie wieków.

Elryk_3

Shut up and take my money

Elryk nie jest serią pisaną „na śmiesznie”, ani z humorem dla dorosłych. W ogóle żartów tutaj nie znajdziemy ale to żaden minus. Nie do końca zrozumiałem koniec historii i zakładam, że odnosi się on do wcześniejszych motywów. W trakcie lektury nie mogłem uciec od przekonania, że komiks ten aż prosi się o ekranizację z budżetem i rozmachem Władcy Pierścieni. Myślę, że to byłoby epickie i przynajmniej nie sprowadzałoby się tylko do maszerowania do Mordoru przez 12 godzin (tak jest, to mój drugi bluźnierczy cios). Warto zaznaczyć jeszcze jedną rzecz – specyfikę komiksu jako medium. Była swego czasu mała inba o to, że komiks Niezwyciężony jest zachwalany, a to przecież słowo w słowo Lem. Otóż, jak ujął to autor przedmowy, udział rysownika pozwala na skierowanie uwagi czytelnika dokładnie tam, gdzie twórca tego chce. Może coś uwypuklić lub dorysować to, czego nie było w opisie książkowym. Niby oczywiste, ale wydało się warte podkreślenia.

Podsumowując, po Elryka na pewno warto sięgnąć. W ciemno polecam czytać go całościowo – od razu cztery części naraz.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Taurus Media

Warto zerknąć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *