Na końcu wszyscy umierają Lubie Timof

Na końcu wszyscy umierają – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

Baśnie towarzyszą nam od najmłodszych lat. Rodzice czytają przecież pociechom różne opowieści, w tym najbardziej chyba znane baśnie Andersena czy Braci Grimm. Część z nich pochodzi z jeszcze dawniejszych czasów, a zostały zniekształcone przez autorów, część powstała w wyobraźni pisarzy. Tylko skąd o tym wiemy? Kto jeszcze pisał baśnie, jaka jest ich geneza, systematyka, semantyka? Ciekawe zagadnienia, które tak czy siak nie pojawiają się na pierwszym planie, a tymczasem są obiektem całkiem naukowych badań. Dlaczego baśnie tak interesują badaczy? Sprawa jest prosta – historie te wrzynają się w nasze jestestwo, niosąc wiele uniwersalnych wartości. Uczą jak patrzyć na świat, budują podświadome zachowania i konstruują osobowość. Wychodzi na to, że to nie są jedynie opowiastki o magicznych zwierzątkach, królewnach, wilkach i złych macochach. Na warsztat ten temat wzięła Lou Lubie, której „Na końcu wszyscy umierają” wydane przez Timof, jest dość odważnie nazywane komiksem, ale z drugiej strony tylko nasze ukochane medium jest tak cudownie różnorodne, że potrafi przyjąć coś tak wyjątkowego, niesamowitego i wychodzącego poza wszelkie ramy.

Zwykle jest tak, że dzieło posiada mnóstwo walorów rozrywkowych i tylko trochę elementów edukacyjnych, lub na odwrót. Tymczasem „Na końcu wszyscy umierają” posiada unikatową wręcz kompozycję serwując wszystkie składniki na wyjątkowo i jednakowo wysokim poziomie.

Na końcu wszyscy umierają Lubie Timof

Czy wiadomo, że na końcu wszyscy umierają?

Szczerze mówiąc to zastanawiam się, czy „Na końcu wszyscy umierają” Lou Lubie można wciąż nazwać komiksem. To bardziej rozprawka naukowa z masą faktów, dat, nazwisk okraszona bogatymi i przezabawnymi komentarzami oraz rysunkami autorki. Ta forma to doskonała próba przedstawienia tematyki, która może być naukową paplaniną, ale przecież potrafi też zaskoczyć. Do tej pory pamiętam zdziwienie, gdy mając lat -naście dowiedziałem się, że „Baśnie z tysiąca i jednej nocy” to nie tylko bajeczki o Aladynie i latających dywanach, ale w oryginalnej wersji, czasem krwawe, czasem pikantne opowieści snute przez księżniczkę Szeherezadę. To samo spojrzenie okazało przecież jest z pozycjami braci Grimm. Dzieła Walta Disneya mocno zamazały wizerunek baśniowych bohaterów, wieszając im na szyjach popkulturowe emblematy.

Lubie systematyzuje tę wiedzę, podaje przykłady baśni, które analizuje i omawia, osadza je w realiach (zarówno tych, w których teksty powstawały, jak i aktualnych), komentuje i tłumaczy, a nawet podaje informacje o historii prac nad analizą baśni i tworzoną do tego systematyką. I robi to z mocnym kopem.

Nie mogę nie docenić pracy, jaką wykonała aktorka dogrzebując się do wszystkich informacji i składając je do kupy, ale nie tylko walory naukowe należy tu podkreslić. Całość jest podana zgrabnie, przystępnie i lekko, w charakterystyczny dla autorki sposób. „Na końcu wszyscy umierają” wspina się na wyżyny starej zasady Papcia Chmiela – bawiąc uczy, ucząc bawi. Rysunki są zabawne, śmieszne i doskonale komentują tekst. Komiks układa się w znakomitą opowieść o baśniach i ogromu wiedzy, który je otacza – skąd się wzięły, skąd czerpiemy o nich wiedzę, jak powstały, jak ewoluowały, kto się do tego przyczynił, jak wciąż powstają i dokąd mogą zmierzać.

Na końcu wszyscy umierają Lubie Timof

Wszyscy książęta są tacy sami

Autorka nie ucieka od trudniejszych tematów – np. analizuje czy baśnie są seksistowskie, rasistowskie i dlaczego mogą być tak odbierane w dzisiejszych czasach. Nie brakuje też analizy psychologicznej i tłumaczenie pewnych faktów. Autorka rozpracowuje też archetypy postaci i próbuje odkryć co za nimi się kryje. Szuka zrozumienia dla takich, a nie innych konstrukcji analizując bohaterów nie tylko od strony psychologicznej ale i od strony symbolicznej, a także umiejscawia je w kontekście czasu i miejsca spisania danej baśni, co ma nie lada znaczenie. Autorzy protestanccy tworzą bohaterów zgoła odmiennych niż katolicy, a baśnie afrykańskie, czy rosyjskie podkreślają inne szczegóły i detale.

Na końcu wszyscy umierają” jawi się jako dzieło kompletne. Mądre i inteligentne, ale również zabawne. Komiks Lubie posiada kształt i formę, w której można utonąć i się zakochać. Autorka stworzyła doskonałą pozycję zarówno dla osób szukających zabawy, jak i wiedzy i takim czytelnikom z czystym sumieniem tę książkę polecam. A tak naprawdę, to polecam ją absolutnie wszystkim, bo rzadko trafia się taka sycąca piguła zawierająca w sobie tak potężną dawkę rozrywki i wiedzy. Komiks Lou Lubie to cudowny, radosny i miło łechcący czytelnika tytuł.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

Warto zerknąć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *