Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Strażnik z Archipelagu, czyli jak nosić czapkę, by wiatr jej nie zwiał
W historii literatury zapisał się świetny cykl Ursuli LeGuin, „Ziemiomorze”, którego pierwszy tom, „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, wprowadzał w świat, gdzie magia pomagała zachować równowagę w przyrodzie, a sami magowie (oraz kapłanki) strzegli odwiecznego porządku. Jeśli dodamy do tego sporą dawkę humoru, to otrzymamy niezwykłą powieść graficzną, Strażnik Szyszek. Opowieści z archipelagu Jakuba Babczyńskiego i Piotra Szulca.
Strażnik Szyszek, Ktoś nie do końca wiadomo, kto
Jaka piękna jest to powieść! Choć utrzymana w tonacji czerni i bieli, uwodzi klimatem, czaruje wykreowanymi postaciami i w pełni oddziałuje na czytelniczą wyobraźnię. Kreska oddaje ducha opowieści – niezwykle wciągającej w świat Strażników Szyszek, będącej jednocześnie opowieścią o szukaniu swego miejsca w życiu. Epizodyczne postaci – niczym tricksterzy kulturowi – nie pozostają bez wpływu na losy bohatera, którym jest młody uczeń, Janek.
Janka do pełnienia tytułowej roli wywołują powracające sny o wyspie Lwa Wędrowca, ale to nie na niej jest wakat, który musi objąć. Żeby równowaga w przyrodzie została zachowana, nieco jak Odyseusz, a nieco jak Steve Zissou z filmu Wesa Andersona, Janek musi odbyć podróż, która pomoże i jemu osiągnąć pokój ducha. Bo, cytując Oscara Wilde’a, najlepszym sposobem na odegnanie pokusy, jest ulec jej.

Strażnik bez czapki to nie strażnik
Zachwyca przemyślana struktura opowieści, odsłaniająca karty reguł, panujące w Archipelagu Szyszek. Mamy i motyw próby (także cielesnej pokusy), mamy niemal gotycką Szkołę (Seminarium) Strażników, której adepci ćwiczą się w tańcu z czapkami. Bo choć nie szata zdobi człowieka, to czapka określa Strażnika. „A w zasadzie – czym się on właściwie zajmuje?”, pada pytanie. I to jest doskonały przyczynek do nakreślenia uniwersalnej prawdy o hierarchii i użyteczności społecznej. Bo to, że czegoś nie rozumiemy lub nie widzimy, nie znaczy, że nie stanowi to istotnego, wręcz spajającego elementu żyjącej wspólnoty.
Szyszki mitów i popkultury
Skojarzenia z mitologią Ziemiomorza, to jeden z motywów, które mogą nasunąć się podczas lektury. Bo i pewna lekkość opowieści Babczyńskiego i Szulca przywodzi na myśl echa prozy LeGuin. Ale gdzieś obrzmiewają frazy z „Małego Księcia” Exupery’ego, podwodny batyskaf przypomina łodź wspomnianego już wcześniej tytułowego bohatera „Życia podwodnego ze Stevem Zissou”, a przecież i Perygryn, wędrujący śpiewak, ma coś w sobie z mitycznego trubadura, może trochę z Orfeusza. Wreszcie kłania się „Hobbit” Tolkiena, choć tę wariację ze świetnie przygotowanym przysmakiem autorzy serwują z takim wdziękiem i humorem, że stanowi to zaprzeczenie chwilę wcześniej wypowiedzianego zdania: „Tu wszystko jest na serio”. Spokojnie, nie jest.
Mam nadzieję, że autorzy planują kontynuację. Ponieważ wykreowany przez nich świat Wysp Szyszek hipnotyzuje i zaostrza apetyt na więcej dziwaczności, przewrotności i mądrości.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.

