Haerlands tom 1 okładka Kultura Gniewu

Haerelands tom 1 – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Czasami bywa tak, że do ręki trafia się pozycja do czytania tak trochę z zaskoczenia. Ni stąd, ni z owąd. I tak z zaskoczenia wpadł mi w łapki pierwszy tom Haerlands. To coś, co na pierwszy rzut oka pokazuje fascynację autorów tematyką średniowiecza. Ornamentoryka i stylistyka stosowane na stronach tytułowych wszystkich zbiorów (w sumie trzech) opowiadań sugerują, że mamy do czynienia z tworem ludzi będących pod wrażeniem Opowieści kantenberyjskich. I pewnie w tym stwierdzeniu jest sporo prawdy, ale Haerlands bardzo szybko pokazuje, że ma w sobie o wiele więcej niźli ukazanie efektu fascynacji literaturą wieków średnich.

Haerlands tom 1 Kultura Gniewu

Średniowieczne Black Mirror

Jeśli ktoś jeszcze nie zna brytyjskiego serialu Black Mirror, to koniecznie niech nadrobi zaległości. Albowiem absolutnie to dzieło warte jest obejrzenia, a nawet słabsze sezony są warte uwagi. A jeśli ktoś nie kojarzy, niech wie, że każdy odcinek to osobna historia wieńczona gorzką puentą lub twistem. Hearelands podążają tą sama ścieżką. Umiejscowienie akcji w fikcyjnym średniowieczu niejako odbiera przekaz związany z współczesnością serwowany przez Black Mirror. Ale dla współczesnych w średniowieczu opowieści te mogłyby stanowić porządne katharsis.

Trzy opowieści, trzy różne historie i trzy różne zestawy bohaterów. Trzy różne puenty i twisty. Trzy różne perspektywy i trzy różne rozwiązania. Czy będą to rycerze, pragnący zmierzyć się z najstraszliwszym przeciwnikiem na świecie, czy będzie to zagubiony w mieście chłopak poznający nieznajomą, czy pasażer na gapę na statku uwięzionym w lodzie. W każdym przypadku autorzy potrafią zaskoczyć, choć sięgają po znane konstrukcje. Jedna z opowieści (nie zdradzam, staram się najmocniej jak mogę, by nie zepsuć lektury spoilerami) jest bowiem kalką mitu o jabłku niezgody rzuconym przez boginię Eris. Inna zaś pokazuje, jak łatwo jest bohaterem , a zarazem czytelnikiem manipulować i wystarczy naprawdę niewiele, by dać się wpuścić w manowce. Za innym razem zaś można zadumać się nad tym, jak stereotypowe role mogą być fasadą, za którą kryje się prawdziwe dobro lub paskudne zło.

Haerlands tom 1 strona Kultura Gniewu

Haerlands – proszę o więcej

Przyznaję, że uległem czarowi Haerlands, ponieważ popłynąłem z prądem opowieści, oczekując po pierwszych stronach czegoś pretensjonalnego i raczej prostego. Wszystkie trzy historie wzięły mnie z przyjemnego zaskoczenia i zostawiły trochę poruszonego. Magia dobrej opowieści widać wciąż działa. Nawet bazując na starych mitach można bowiem osiągnąć niesamowite efekty. Po przewróceniu ostatniej strony bowiem zostałem z poczuciem zdrowego niedosytu. Choć może to za mało powiedziane. Chciałem jeszcze. Chciałem kolejnych historii. Trzy opowiastki połknąłem na jedno posiedzenie i z radością stwierdziłem, że Tom 1 stojący przy tytule sugeruje to, że będzie Tom 2, a może i kolejne.

Haerlands to naprawdę dobra pozycja i najlepiej będzie działać, jeśli podejdziemy do niej z brakiem jakichkolwiek oczekiwań. Nie szukajmy wskazówek, elementów naprowadzających na finał, bo raz – nie znajdziemy ich bez uprzedniego przeczytania historyjki, a dwa – nie zabierajmy sobie przyjemności. To taka pozycja, której warto dać się powieść za rękę. Wtedy trafiamy do czytelniczego nieba. To takie miłe zaskoczenie, które, jak wspominałem, pojawia się znikąd i pokazuje, jak ważne jest, by wychodzić poza swoje strefy komfortu i sięgać po rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się z parafii innej, niż ta, do której zwykle chadzamy. Inaczej można ominąć naprawdę cudowne perełki.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.

Haerlands tom 1 Kultura Gniewu

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *