Powrót do przyszłości – filmowe retro wspominki

Szalony naukowiec, równie szalony nastolatek i zabawy z czasem. Co może wyniknąć z tego połączenia? Duże kłopoty i dużo świetnej zabawy!
W filmowej trylogii Powrót do przyszłości Roberta Zemeckisa nie brakuje jednego i drugiego, przy czym to drugie ma widz, to pierwsze bohaterowie.

Zakładam, że nie znajdzie się wśród osób czytających nasz blog osoba, która trylogii nie oglądała, jednakże na wszelki wypadek chciałbym ostrzec przed spoilerami, które w tekście się pojawiają.

Nie zadzieraj z Libijczykami

Marty Mcfly (MIchael J. Fox)  jest nastolatkiem z typowej amerykańskiej rodziny, lubi deskorolkę, gry video i rock’n’roll. Jego najlepszy przyjaciel to ekscentryczny naukowiec Emmet Brown (Christopher Lloyd). Pewnego wieczora “Doc”, jak nazywa go Marty, zaprasza chłopaka na prezentację najnowszego wynalazku, jakim jest wehikuł czasu.

Jak to zwykle bywa w tego typu sytuacjach, coś poszło nie tak. Za sprawą splotu niefortunnych wydarzeń doktor zostaje zabity, a chłopak trafia do lat młodości swoich rodziców i co gorsza wpada w oko swojej własnej matce.
Ciąg dalszy opowieści to próba nie tylko powrotu Marty’ego do swoich czasów, ale i sprawienia żeby jego rodzice się ze sobą zeszli.
Cała historia kończy się happy endem, Mcfly’owie biorą ślub, rodzą trójkę dzieci i wszystko byłoby już sielanką gdyby nie szalony doktorek i jego wynalazek.

Witamy w 2015 roku

Druga część Powrotu do przyszłości przenosi nas do roku 2015, gdzie bohaterowie mają pomóc synowi Marty’ego, który podobnie jak tata nie lubi być nazywany tchórzem i mówi “Ja czegoś nie zrobię? Potrzymaj mi piwo!”. W czasie gdy Mcfly i Doc ratują rodzinę, do wehikułu dostaje się stary Biff Tannen (Thomas F. Wilson), wróg rodziny Mcfly numer jeden – kawał łobuza i cwaniaka, któremu zawsze podobała się Lorraine (Lea Thompson), matka Marty’ego, i którą zawsze próbował poderwać w sposoby, niezbyt przystające mężczyźnie.

Za pomocą maszyny czasu, wraca do roku 1955 i przekazuje nastoletniemu sobie sportowy almanach z wynikami sportowymi od 1950 do 2000 roku. Dzieciak zdobywa fortunę, zabija George’a Mcfly, żeni się z Lorraine, którą więzi w luksusowym drapaczu chmur.
Gdy Marty z Doc’iem wracają niczego nie świadomi do 1985 roku, przeżywają niemały szok po zderzeniu z obecną teraźniejszością. Jedynym wyjściem jest kolejny powrót do lat 50ych i niedopuszczenie, żeby Biff z 2015 dał almanach Biffowi z 1955. 

I gdy wydawałoby się, że wszystko otrzymało (znów) swój szczęśliwy finał w machinę czasu trafia błyskawica i wóz znika. W kilka chwil później zszokowanego Marty’ego zaczepia kurier, który przynosi mu list nadany w 1885 roku…

My name is Clint Eastwood

Tak zaczyna się ostatnia część cyklu: Doc ułożył sobie życie na dzikim zachodzie, ale czeka na ratunek od nastolatka, żeby razem z nim wrócić do swoich lat. W międzyczasie okazuje się, że Brown poznał kobietę, w której się zakochał ze wzajemnością, i zaczyna się zastanawiać czy wracać. Jednak nadal musi pomóc w tym Marty’emu. Ten z kolei wplątuje się w konflikt z pradziadem Biffa, z którym ma się pojedynkować. Co idzie z próbami jak najszybszego wydostania się z tych czasów.

Suma summarum Mcfly wraca do 1985 roku w najlepszej linii czasu jaką mógł osiągnąć, wehikuł zostaje zniszczony. Natomiast Doc poślubia Clarę i wciąż bawi się maszynami czasu…

Jak stać się kultowym?

Trylogię Powrotu do przyszłości nie bez powodu nazywamy kultową. Ogląda ją już kolejne pokolenie i wciąż może się podobać.
Stworzyła również kilka kultowych widokówek. Pierwszy z brzegu przykład: DMC DeLorean to nie był udany samochód, wręcz był krytykowany bardzo za swoją awaryjność. Dzięki Powrotowi do przyszłości stał się nieśmiertelnym symbolem.
A Komu z nas nie marzyły się samo zawiązujące się Nike? Albo nie chciał polatać na deskolotce?

Seria całkiem ciekawie powtarza schematy w każdym z filmów, jak Tannen lądujący w wózku z hmm… nieczystościami, czy wieża zegarowa na ratuszu Hill Valey.

Powrót do przyszłości – Nie tylko filmy

Serię zgrabnie dopełniły filmy animowane, które opowiadały o przygodach bohaterów już po trzeciej części, a także gry video – choć te w przeciwieństwie do kreskówek nie były szczególnie warte polecenia i “leciały po marce” zamiast ją rozwijać. W latach późniejszych powstał musical, a także przygodówka od Telltale, w którą warto już zagrać.

Trylogię Zemeckisa ogląda się świetnie i dzisiaj. Dla mnie to filmy, które mogę oglądać bez przerwy i choć znam je na pamięć, z przyjemnością do nich powracam.

powrót do przyszłości
powrót do przyszłości
powrót do przyszłości

6 thoughts on “Powrót do przyszłości – filmowe retro wspominki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.