Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Jak podsumować fabułę Murdervale… Oglądaliście którykolwiek horror z lat 90. i okolic? To właśnie ta fabuła. Nie brzmi to jak komplement, ale jest, bo zadziałało. Może odrobinę przez nostalgię i skojarzenia z Supernatural. Jak dla mnie wystarczy wrzucić w tą opowieść braci Winchester i nadaje się na odcinek pierwszego sezonu. Wspominając o horrorach ubiegłych dekad nie myślę o filmach klasy B, gdzie miejsce akcji to indiański cmentarz i skład odpadów radioaktywnych, przez co zakopany Reksio wraca do żywych (rykoszetem oberwał smętarz Kinga — niechcący). Klimat Murdervale przywodzi na myśl Amityville, a graficznie Hellraiser i Diablo. Mamy tutaj kilka motywów: psychologiczny – od pierwszych stron wiemy, że główny bohater Victor boryka się z jakimś problemem natury psychicznej; okultystyczny – dziwny kult na odludziu; demoniczny – siły nieczyste maczają tu swoje palce. Jak wiadomo, większość horrorów nie miałaby miejsca, gdyby nie całkiem nielogiczne zachowania bohaterów, dzięki którym fabuła trwa dalej. Tutaj również mamy dwie takie sytuacje, ale to już czepialstwo. Inna sprawa, że małżeństwo wybiera się na odpoczynek w rejony „poza cywilizacją”. Po zobaczeniu szyldu powitalnego Morderczej Doliny powinni byli wrzucić wsteczny.

Mniejsze zło
Nie należę do entuzjastów tego gatunku. Traumy po Egzorcyzmach Emily Rose miałem długo po seansie, choć wstyd przyznać, ile miałem wtedy lat. Murdervale to pierwszy horror, z jakim miałem styczność w komiksie. Stwierdzam, że wypada to świetnie. Może dlatego, że m.in. element jump scare’u jest w tej formie praktycznie niewykonalny. Fabuła miała w sobie coś ciekawego, choć bardzo znajomego. Nie była jednak oczywista od pierwszych stron. Całość ma formę, w większości, ciągłą czasowo, ale wydaje się być podzielona na epizody. Przeniesienie opowieści w miniserial powodowałoby zmianę naszych domysłów dotyczących fabuły po każdym odcinku. Skojarzenia filmowe były tym większe, kiedy pod koniec dostajemy jakby uzupełnienie opowieści – oznaczone jako wersja reżyserska. Dziwny zabieg, skoro jest to jedno wydanie, chyba że jest to celowe dla wrażenia kontynuacji po latach. A może po prostu każdy chciałby mieć swój Snyder Cut. Ogółem jest to historia o poświęceniu. Mimo, że wydaje się znanym motywem, to daleko mu do odgrzewanego kotleta.

Strachy na lachy
Rysunkowo jest bardzo dobrze – i nie mówię tu tylko o żonie głównego bohatera. Autor pokazuje demoniczny wymiar w podobnym stylu co Stranger Things. Ale stwory, zwłaszcza widziane na jawie lub w psychice bohatera, są ukazane jakby w negatywie. Ciekawy efekt podkreślający nierealność, albo raczej nadnaturalność tych istot.
Vicente Cifuentes jest zarówno scenarzystą, jak i rysownikiem. Murdervale jest pierwszym komiksem tego autora. Jako grafik pracował już u największych, rysując dla DC i Marvela. Zdecydowanie polecam zajrzeć na jego Instagram, gdzie można podziwiać prace. Wydanie Murdervale od Elemental prezentuje się wyśmienicie, m.in. przez twardą okładkę z ilustracjami od wewnątrz. Osobiście nie porywa mnie obraz wybrany na okładkę, bo to, co widzimy w środku, jest dużo lepsze. Dodatkowa zawartość na końcu wydania – szkice postaci, projekty wstępne, itp. – jest w mojej opinii zawsze ekstra. W rodzimym wydaniu dostajemy rysunki innych artystów ze świata Murdervale.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Elemental.
