Wydział 7 Medium

Medium – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Nostalgia za czasami PRL, ku uciesze jednych i ku zdziwieniu innych trwa. Komiksowo, choć był to okres pełny cenzury i propagandy, czasy słusznie minione przynosiły mnóstwo perełek, pozwoliwszy na debiuty i krzepnięcie talentów twórców, których absolutnie słusznie stawiamy obok siebie na półce z napisem „klasycy”. Tadeusz Baranowski, Janusz Christa, Grzegorz Rosiński, Jerzy Wróblewski, Bogusław Polch, Andrzej Nowakowski, Henryk Chmielewski – żeby wymienić choć kilku. Bohaterowie komiksów z czasów PRL zdobywali medale na igrzyskach, walczyli z faszystowskimi Niemcami, podbijali kosmos, pokazywali historię Polski, a także w mundurach Milicji Obywatelskiej rozwiązywali kryminalne zagadki i prali po mordach przestępców. I to do tego ostatniego motywu nawiązuje seria Wydział 7 Tomasza Kontnego i Marka Turka.

Wydział 7 – Medium zgłoś się

Wszystkim, którzy serii Wydział 7 nie znają, nadmienię, iż chodzi o jedną z niewielu zeszytówek wydawanych aktualnie w nadwiślańskim kraju. Historia serii toczy się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Tytułowy Wydział, to specjalna jednostka Urzędu Bezpieczeństwa, zajmująca się sprawami, z którymi nawet komunistyczny aparat ma problem, by je zakwalifikować czy skategoryzować. Okazuje się bowiem, że w czasach słusznie zamierzchłych, też jakoś trzeba było sobie radzić z opętaniami, dybukami, zombie, wilkołakami i całym panteonem nadprzyrodzonych zjawisk. W popkulturalnych krainach Borewicz i Żbik radzili sobie z kryminalistami, a Wydział 7 to rodzime Archiwum X, w którym pracuje dwóch milicjantów wspomaganych przez księdza, lekarkę i posiadającą nadprzyrodzone zdolności Cygankę Helenę.

W ostatnim zeszycie z serii, wydanym przez Kulturę Gniewu – Medium, opowieść skupia się na Helenie, która przeprowadza się do Warszawy, by bawić stoliczne elity seansami spirytystycznymi. W odwiedziny wpada do niej koleżanka Kalina, która jest boginką. Wraz z nią i lokajem stawiają czoła coraz częstszym opętaniom mającym miejsce w Warszawie. Manifestacje dusz zmarłych stają się coraz częstsze i coraz bardziej niebezpieczne. Warszawa wciąż podnosi się po zniszczeniach wojennych i nawet małe zagajniki pełne są nieodkrytych i nieuhonorowanych mogił. Wyjaśnienie zagadki spada na bohaterów, którzy prowadzą swoje śledztwo w socrealistycznej rzeczywistości. Jak w każdym epizodzie Wydziału 7, Medium zawiera olbrzymią dawkę detali i oczek puszczanych do wszystkich, którzy znają i pamiętają PRL-owski, smutny świat. To pobudza wyobraźnię, wspomnienia i nostalgię, ale broń Boże nie jest to wspominanie wykręcające łezki w oku. Jest szaro, buro, ponuro, a bohaterowie doskonale wiedzą, że czasy nie sprzyjają niczemu dobremu.

Duchy, potwory i zjawy pojawiające się w serii są nasze, swojskie, słowiańskie (choć od tej reguły widać odstępstwa), choć uwspółcześnione, próbujące odnaleźć się w czasach realnego socjalizmu. Nie inaczej jest w Medium, gdzie jak wspominałem, duchy nawiedzają wciąż liżącą wojenne rany Warszawę, której zakątki można pozwiedzać wraz z bohaterami. Widać tu już zarówno domy handlowe, jak i częściowo zrujnowane kamienice. Po drogach pędzą Wołgi i Syreny, ale można też zobaczyć wozy drabiniaste ciągnięte przez konie. Choć większość bytów nie zauważa bądź nie zwraca uwagi na zmienione czasy, to niektóre potrafią okazać żywe zainteresowanie nowościami takimi jak sklep z ubraniami. W tle toczy się jednak większa rozgrywka i istoty z drugiej strony mają swoje, jeszcze niesprecyzowane plany.

Wydział 7 Medium

Więcej znaczy lepiej

Muszę przyznać, że powiększenie objętości wyszło Medium dobrze. Historie z zeszytów, choć świetne (i klnę się na Trygława, że kocham każdy z nich), to czasami są rwane, kończone zbyt szybko, motywy przeskakiwane. Ograniczenie liczbą stron wymuszało na twórcach chodzenie na skróty i to doskonale rozumiem. Ale Medium, z dodatkowym miejscem uwalnia potencjał tej opowieści. Dzięki ekstra stronom historia zawiera więcej szczegółów, autorzy mogą rozwinąć skrzydła trochę bardziej. I to jest doskonała wiadomość, bowiem po lekturze Medium jako czytelnik nie czułem tego pościgu i szybkiego skakania po opowieści. Wszystko zostało dowiezione i każdy motyw został porządnie zaopiekowany. Czy zwiększenie objętości przejdzie do standardu? Pożyjemy, zobaczymy.

Medium to jedna z ciekawszych części serii i, jak obiecali nam na Instagramie twórcy, nie ostatnia. Nie radzę jednak rozpoczynać przygody od tego rozdziału. Pobocznie Medium kontynuuje wątki z poprzednich zeszytów i warto je znać a jeszcze bardziej warto nadgonić potencjalne zaległości. Na szczęście pozostałe zeszyty są wciąż łatwo dostępne, a jeśli ktoś woli, niebawem dostępne będzie wydawnictwo zbierające kilka części w tomy. Wydział 7 w wydaniu zbiorczym o podtytule Sezon 1 będzie zawierać pierwszych pięć zeszytów, zakładam, że kolejne będą w drodze. Co do samego Medium, czytelnicy, którzy serię śledzą zapewne i tak się zaopatrzą w tę część i śmiem twierdzić, że będą z niej zadowoleni.

Wydział 7 Medium

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu

1 thought on “Medium – recenzja komiksu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *