El Diablo Timof

El Diablo – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Utrzymany w kolorowych i ciepłych barwach oraz konwencji opowieści przygodowej dla dzieci komiks El Diablo to wspaniała podróż w świat chciwych konkwistadorów, przygłupawych żołdaków, rdzennych plemion Ameryki Południowej oraz szacunku do przyrody i miłości. Ale nie tylko, bo tytuł ten rzuca kotwicę, która zaczepia się mocno w klasyce komiksu.

El Diablo Marsupilami

Marsupilami to postać, która pojawiła się już w latach 50-tych zeszłego stulecia w kultowym tytule Spirou. Było to połączenie rysia tudzież pantery, małpy i ciężko powiedzieć czego, choć bardziej biologicznej genezy tego bohatera należy raczej szukać w imieniu, które zawiera słowo „torbacz”. Charakterystyczną cechą Marsupilamiego był długi ogon, dzięki któremu zwierzak potrafił walczyć, skakać i wykonywać różne akrobatyczne sztuczki. Postać obrosła kultem, doczekała się wielu wcieleń, gościnnych występów i adaptacji nie tylko komiksowych. Marsupilami zagościł na małym i dużym ekranie w serialach animowanych (również produkowanych przez Disneya), filmie pełnometrażowym (z doborową obsadą dubbingową) oraz w grze na Segę Genesis.

Ale co tu robi nasz El Diablo? Po kolei. Do wybrzeży dzisiejszej Ameryki południowej dobija statek, pełen głodnych marynarzy, którzy po wielu dniach flauty byli gotowi poświęcić chłopców okrętowych i w potrawce spałaszować nieszczęśników by zapełnić swoje brzuchy. Dostrzeżony w ostatniej chwili ląd ratuje skórę dzieciakom, a konkwistadorzy wyruszają na łowy. W trakcie polowania ranią coś, co przypomina – uwaga – skrzyżowanie rysia tudzież pantery, małpy i ciężko powiedzieć czego. Ranione zwierzę nazywane jest duchem otaczającej puszczy i podczas ratowania życia przez rdzennych mieszkańców, zwierzak zostaje powiązany z Jose – jednym z chłopców okrętowych. Teraz obaj bohaterowie marzną razem, cierpią ból i zmęczenie. Potrafią nawet patrzeć przez swoje oczy. Wieź, która nawiązała się pomiędzy Jose i rdzennym plemieniem zaraz jest wykorzystywana przez chciwego kapitana, pragnącego wzbogacić się kosztem tubylców.

Co prawda bezpośrednich odniesień do Marsupilaniego tu nie ma, ale kształt, wygląd, zachowanie i przede wszystkim długi ogon nie mogą kłamać. Mamy do czynienia ze wspomnianym na obwolucie pra-pra-pra-przodkiem zwierzaka znanego ze Spirou.

El Diablo Timof

Piękna opowieść

Jak wspomniałem, opowieść ma przygodową konwencję i skupia się na budowaniu relacji Josego z El Diablo. Obie postaci budują zaufanie względem siebie i przechodzą przez otwartą wrogość, po przyjaźń i oddanie. Jak na historię celowaną w młodszych odbiorców, postaci są raczej czarno białe. Jose to wcielenie dobroci i otwartości. Chłopak jest odważny, ciekawy świata, okazujący szacunek dla autochtonów oraz ich kultury. Kapitan, marynarze i żołnierze ze statku to typowi dranie. Złośliwi, brutalni, zachłanni, chciwi i mało rozgarnięci. Marzą tylko o zapełnieniu swoich kieszeni oraz brzuchów.

Opowieść toczy się niespiesznie, ale absolutnie nie przynudza. Tempo El Diablo jest idealnie dobrane do młodszego czytelnika. Tego (i nie tylko tego) szczególnie ucieszą pięknie narysowane kadry. Pastelowe i ciepłe kolory biją po oczach swoją dżunglowatością i oferują bogactwo detali. Autorzy zadbali również o dodatkowe atrakcje w postaci pięknych, stylizowanych na bardzo stare map oraz zdobień ramek na stronach rozpoczynających umowne podrozdziały.

El Diablo to 60 stron zapewniające dobrą, odważę się użyć słowa – staroszkolną i nieskrępowaną, typowo frankofońską zabawę. Moja sześcioletnia córka po ujrzeniu okładki i zapoznaniu się z kilkoma stronami El Diablo zamknęła się w pokoju i oznajmiła, że mamy jej nie przeszkadzać. Po spędzeniu czasu z komiksem stwierdziła, że chce sięgnąć po więcej tej śmiesznej małpo-pantery (cytat). To wiele mówi o potędze postaci oraz o wysokim poziomie tytułu Alexisa Nesme i Lewisa Trondheima.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i Cisi Wspólnicy.

El Diablo Timof

1 thought on “El Diablo – recenzja komiksu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *