Dziewięć – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Z wierzchu Dziewięć to historia o astronaucie Johnnie C. Hubble’u, wyprawie na dziewiątą planetę oraz anomalii kosmicznej, w którą nasz bohater wpada. Anomalia powoduje pożar na jego wahadłowcu, lecz zamiast rychłego końca, Johnnie budzi się… za kierownicą samochodu, 20 lat wcześniej.

Z początku można odnieść wrażenie, że fabuła będzie opierała się na znanych motywach z Efektu motyla czy Donniego Darko, tyle że w klimacie Marsjanina. Ale czy faktycznie? A może to historia Syzyfa w realiach sci-fi? Nie zamierzam zdradzać, jak decyzje bohatera wpływają na dalsze wydarzenia, ani czy anomalia jest realna, czy symboliczna. Sam przechodziłem przez kilka interpretacji tego, co właściwie przeczytałem — i na żadnej z nich ostatecznie nie wylądowałem.

Dziewięć

Między mitologią, a science-fiction

Komiks rozpoczyna się sceną przedstawiającą kroczącego po Tytanie astronautę w podeszłym wieku — Johnniego — oraz cytatami brzmiącymi niczym fragmenty Biblii. Przytaczane wersety lub ich interpretacje odnoszą się głównie do doliny Jozafata, miejsca, w którym Bóg dokona Sądu Ostatecznego — co zresztą staje się jednym z motywów przewodnich historii. Na kolejnych stronach poznajemy 9-letniego Johnniego, który obserwuje wybuch wahadłowca z jego ojcem na pokładzie, a następnie dorosłego już pilota, wciąganego wraz ze statkiem w anomalię planety Dziewięć.

Sam wybór dziewiątej planety jako miejsca akcji jest ciekawy — odnosi się do tzw. planety „Nibiru”, opisywanej przez Zecharię Sitchina w jego (nazwijmy rzeczy po imieniu) pseudonaukowych książkach, takich jak Dwunasta Planeta. W podobnym temacie można sięgnąć również po komiks Ekspedycja, gdzie bazą są nadinterpretacje Ericha von Dänikena — ale to już recenzja na inną okazję.

Sitchin powiązywał starożytne wierzenia Sumerów z astronomicznymi zdarzeniami. Nibiru miała poruszać się po eliptycznej orbicie i co 36 tysięcy lat powodować kataklizmy na Ziemi. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach — oprócz naciąganej arytmetyki i skrótów myślowych — jego teorie nie mają wielu podstaw naukowych. Scenarzysta nie odwołuje się bezpośrednio do koncepcji „starożytnych astronautów”, jednak nazwa misji – Nibiru – wyraźnie nawiązuje do tej mitologii.

Dziewięć to science fiction z Francji, wydane w 2024 roku. W tym samym roku pojawiło się w Polsce za sprawą Wydawnictwa Lost In Time (o ironio). Historię napisał Philippe Pelaez, scenarzysta niezbyt znany na naszym rynku, choć ma na koncie kilka francuskich tytułów, które zostały całkiem dobrze przyjęte. Za rysunki odpowiada Guénaël Grabowski, którego styl można znać z wydanego u nas Nautilusa. Zresztą, sięgnąłem po ten komiks właśnie przez wewnętrzne „nasi tu byli”, gdy zobaczyłem nazwisko rysownika.

Dziewięć

Historia lubi się powtarzać

Głównego bohatera poznajemy w różnych etapach jego życia: jako dziecko, młodzieńca oraz starca. Podział na rozdziały wskazuje jasno na przeskoki co 10 lat – od 9 do 39 roku życia. Jednak w niektórych kadrach możemy zauważyć szerszy zakres wiekowy Johnniego. Szczególnie na pierwszej stronie – astronauta-starzec mówi, że to jego 3285 dzień misji Nibiru, czyli równo 9 ziemskich lat. Dawałoby mu to około 49 lat (zgodnie z rozdziałami), co może nieco gryźć się z wcześniejszym opisem jako starca… Cóż, trzeba się pogodzić z tym, że jest się „bliżej niż dalej” — poza tym, wiek to tylko liczba.

Rysunki Grabowskiego, uzupełniane kolorami Denisa Bechu, tworzą bardzo przyjemny klimat. Budzą skojarzenia z estetyką lat 60./70., choć przedstawiona technologia jest zdecydowanie współczesna. Emocje bohaterów są czytelne, a niektóre kadry – szczególnie te pełne akcji – są niemal „słyszalne”.

Po lekturze muszę przyznać, że blurb w pełni oddaje to, co znajdziemy w środku. Okładka również może być wskazówką, z czym mamy do czynienia. Dziewięć to skrzyżowanie Tenet Nolana z Ad Astrą – komiks, który warto przeczytać więcej niż raz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *