Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Dobrych dzieł popkultury dotykających wątków podróży w czasie wcale nie jest tak mało. Wymienię choćby ikoniczną już wręcz serię Powrotu Do Przeszłości, prostującego zwoje mózgowe Primer, czy, tutaj spojler,kultowe Donnie Darko. Potencjał jaki drzemie w tym zabiegu narracyjnym jest spory. Jak zatem wypada Błędne Koło na tle tak zacnego grona? Cóż, mogło być lepiej, ale po kolei.

Wędrówki w czasie
W Błędnym Kole śledzimy losy wyszkolonego zabójcy Shawna Tuckera. Główny bohater, pchany pragnieniem zemsty brnie przez kolejne epoki by dopełnić swojej żądzy. Ze względu na tematykę i poniekąd klimat, komiks mocno kojarzył mi się z wyśmienitym Looperem. Aczkolwiek tutaj historia jest dużo prostsza i prostolinijna. Zabawa czasem i paradoksami czasowymi sprawia, że scenarzysta mógł popłynąć z wyobraźnią.
Historia bez dłuższych przystanków prze do przodu. Nie dostajemy też za wiele ekspozycji, a przynajmniej nie od razu. Większość informacji pochodzi z przemyśleń głównego bohatera bądź zdawkowych dialogów. I choć miejscami nieco zbyt pompatyczne, napisane są na tyle znośnie byśmy się nie krzywili kiedy pchają bohatera wgłąb kolejnych wydarzeń. Do tego dość sprawnie wypełniają spokojniejsze chwile, spajające kolejne kadry, których motywem przewodnim jest przeurocza sieczka.
Tym Błędne Koło łapie nas na początku. I to działa. A przede wszystkim z początku wystarcza kiedy mamy do czynienia z dobrym, dynamicznym akcyjniakiem. Wciągałem kolejne kadry komiksu bez robienia większych przerw. Do tego album rzuca w nas okruszkami fabuły, które próbujemy poskładać sami. Co sprawia wrażenie obcowania ze światem, na pierwszy rzut oka, większym i bardziej złożonym. Dialogi napisane są tak by dawać nam tylko strzępki kontekstu i tego co się dzieje. Ciekawość, którą tym wzbudza nie pozwala odłożyć albumu na bok. I z początku to mocny plus komiksu. Niestety wrażenie to ustępuje konsternacji, by pod koniec zrobić miejsce rozczarowaniu.
I niestety im bliżej końca tym bardziej czuć zmarnowany potencjał. Możliwości jakie daje scenariusz nie zostały do końca wykorzystane. Co pozostawia nas ze sporym uczuciem pustki. Jakby scenarzysta, w tej roli Mattson Tomlin, bał się rozwiązać oklepany motyw zemsty w coś więcej. Fabuła dostarcza mimo wszystko kilku atutów.
Błędne Koło obfituje w pare zaskakujących zwrotów akcji, które powodują, że mimowolnie uniosła się moja brew. “Huh, nieźle” nieraz pomyślałem, “Ciekawe jak pociągnęli ten motyw dalej?”. Tylko niestety konsekwencji większości zdarzeń nie przychodzi nam doświadczyć. Tutaj mały spojler: jest taka scena gdzie jeden z bohaterów zabija Hitlera. I wątek ten jest porzucony niemal tak szybko jak się pojawia. Komiks jednak ma czym się pochwalić i błyszczy zwłaszcza pod kątem warstwy wizualnej.

Małe wizualne arcydzieło
Zresztą w Błędnym Kole zastosowano ciekawy zabieg ze zmianą stylu ilustracji. W zależności od epoki, w której wyląduje główny bohater. Choć przez większość czasu mamy do czynienia z hiperrealistyczną kreską. To czasem na przykład uświadczymy kadrów skąpanych choćby w czerni i bieli. A jest to zabieg nieprzypadkowy, przemyślany i istotny. Mamy przecież do czynienia z powieścią o podróżach w czasie i zmiana stylu pozwala bardzo szybko odnaleźć się w fabule. Graficznie komiks stoi na bardzo wysokim poziomie. Za oprawę odpowiada Lee Benjamin. Jego prace stanowią najmocniejszy atut albumu i główny powód, dla którego warto sięgnąć po Błędne Koło.
Zakończenie Błędnego Koła nie do końca podołało oczekiwaniom i pozostawia spory niedosyt w postaci urwanych wątków. Komiks wciąż jednak wyróżnia się znakomitą warstwą wizualną. Zróżnicowana stylistyka, od hiperrealizmu po bardziej klasyczną kreskę, sprawnie sygnalizuje zmiany epok i pomaga osadzić akcję w kolejnych realiach historycznych. Jeśli szukacie pięknej, szybkiej i efektownej opowieści, zaś spójna fabuła nie jest priorytetem to Błędne Koło będzie dobrym wyborem.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nagle!

