Stacy

Stacy – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

NIE MA ŻADNEJ STACY! Czyli przykry przypadek pewnego twórcy

Gipi wraca z nową powieścią graficzną i tym razem zgrabnie łączy prywatną historię z komentarzem społecznym, jednocześnie bawiąc się konstrukcją narracji i pozostając wiernym swojej prostej, surowej estetyce graficznej.

Stacy

Gianni jest scenarzystą i współtwórcą popularnych seriali telewizyjnych. Jego życie jest bez wątpienia dobre, wygodne, ułożone i pod kontrolą. Do czasu. Jeden wywiad, jedno zdanie podpala króciutki lont społecznego oburzenia i rozpoczyna całą serię procesów, w które zostają wciągnięci wszyscy, od najbliższych współpracowników bohatera, aż po czytelników, śledzących jego losy na planszach komiksu. Trzy krótkie słowa, wypowiedziane lekko w czasie rozmowy na wizji, obracają w gruzy życie prywatne bohatera, a jego samego popychają coraz głębiej w szaleństwo. Kim zatem jest tytułowa Stacy? To znakomite pytanie, na które wcale nie tak łatwo odpowiedzieć. Samo jej istnienie jest natomiast nie tylko problematyczne, ale też niekomfortowe. Podobnie nieprzyjemne są relacje Gianniego z jego alternatywnym ja, określonym jako demon, zdającym się uosabiać upokorzenie i poczucie beznadziei bohatera. To właśnie z nim bohater prowadzi najciekawsze i najbardziej niepokojące rozmowy.

stacy

Gianni

Gianni jest autorem komiksów, filmowcem… Zaraz, zaraz… Gipi wplótł w Stacy własne doświadczenia, ale nie ograniczył się jedynie do odwołań. W pewnym momencie staje się pełnoprawnym bohaterem własnej opowieści, a my razem z nim. Autor sprytnie zaciera granice między twórcą, bohaterem i czytelnikiem, wodząc nas za nos i żonglując narracyjnymi pomysłami. Momentami w ogóle rezygnuje z komiksowych kadrów na rzecz tekstu ciągłego lub podsuwa nam fragmenty scenariusza, jakby chciał zasięgnąć naszej opinii, czy historia, którą chce pokazać, może zyskać aprobatę. Tylko właściwie kto, komu i co podsuwa? Tu musimy sami zmierzyć się z zaproponowaną przez Gipiego łamigłówką.

Czytelnik

Wybuchające nieustannie skandale i skandaliki to już nasza codzienność. Pojedyncze wydarzenie lub wypowiedzi, często odarte z kontekstu, rozpalają internet do czerwoności, angażując odbiorców do walki, głównie między sobą. Masowy użytkownik mediów społecznościowych to najbardziej zapalczywy wojownik o słuszną sprawę. Tylko jaka jest ta słuszna sprawa? Gipi nie daje odpowiedzi, nie ocenia, nie moralizuje. Nie stroni od krytyki, ale nie jest ona ani dosadna, ani jednoznaczna. Odniesienia do cancel culture trudno nie zauważyć, podobnie jak ironicznego igrania z pewnymi przekonaniami (np. w przedstawieniu wyzwolonej Lalli, współpracowniczki Gianniego). Ale to znowu czytelnik ma zdecydować, co zrobi z tym, co właśnie przeczytał. A to najczęściej będzie mało przyjemne i dokuczliwe.

Stacy

Wszystko inne

Komiks przypomina nieco lynchowski patchwork, którym poszczególne plany płynnie na siebie nachodzą, a zabawa z formą jeszcze to wrażenie potęguje. Dość niepokojący efekt dają też powracające jak refren, zapętlające się sceny i motywy. Dodajmy do tego mało elegancką, ostrą kreskę Gipiego, który tu operuje tylko czernią i bielą, i mamy bardzo udaną lekturę. I nawet jeśli Stacy nie wywróci naszego światopoglądu do góry nogami, to na tyle umiejętnie poruszy odpowiednie struny, żeby zapewnić nam frapującą rozrywkę.

za egzemplarz recenzencki komiksu dziękujemy wydawnictwu Timof

Stacy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *