Voidfall – gra planszowa

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Voidfall to kosmiczna strategia 4X dla entuzjastów gier euro. Łączy interakcje między graczami i głębokie mechaniki kierowania rodem z zarządzaniem zasobami i minimalną losowością tytułów ekonomicznych. Wygrana, niezależnie od trybu, zawsze polega na wyścigu o punkty. W każdym trybie opierając się na niemal tych samych zasadach rozgrywki.

Partia w Voidfall trwa trzy cykle. Każdy składa się ze zmieniających się kart wydarzeń galaktycznych, które będą punktować za inne warunki i zdefiniują konkretną ilość akcji do zrealizowania. Podczas swojej tury zagramy karty skupienia. W centrum rozgrywki znajdują się sekwencje akcji odpalane każdą z nich. Wybierając dwie z trzech akcji będziemy opracowywać technologie, awansować na torach cywilizacji, zarządzać populacją i produkcją we własnych bądź podbijać obce sektory.

Strategia z dobrą fabułą

Co ciekawe jak na grę strategiczną upchnięto tu zadziwiająco dużo fabuły. Zresztą gdzieś w oddali budziła we mnie pozytywne skojarzenia z kosmicznym horrorem i tłem fabularnym z Dead Space. Tego się nie spodziewałem. Historia uniwersum wydaje się także na tyle obszerna, że daje spore pole do popisu przy okazji potencjalnych dodatków, spinoff-ów albo kontynuacji. Inna sprawa, że podczas samej rozgrywki tło fabularne schodzi na dalszy plan.

Jednak nie dla historii kupuje się gry strategiczne. Jak na rasowe euro/4X przystało Voidfall oferuje coś więcej. Mianowicie zatrzęsienie dobrze współgrających ze sobą systemów. Wysoki próg wejścia przeraża jedynie na początku. Owszem najwięcej czasu należy poświęcić na naukę od zera. Kierując się zasadą od ogółu do szczegóły wytłumaczenie reguł nowej osobie zajmowało mi może pół godziny.  Oczywiście tłumacząc drobne detale już podczas rozgrywki gdy była taka potrzeba. Przez co wprowadzająca potyczka przeciąga się nieco bardziej. Jednak przed końcem gry, gdzieś za połową, moja pomoc nie była już właściwie potrzebna.

Kosmiczny przepych

To co się rzuca w oczy po otwarciu pudełka to obfitość i różnorodność elementów. Ikonografia choć może początkowo przyprawić o zawrót głowy, po jednej rozgrywce robi się przemyślana i intuicyjna. Generalnie graficznie Voidfall robi bardzo dobre wrażenie. Wspomniana wcześniej symbolika kojarzy mi się mocno z menusami w starszych częściach Wipeout z PS1. Wszelkie ilustracje również są dopieszczone i klimatyczne. Na tyle wypełnione detalami aby cieszyły oko, a jednocześnie nie przeszkadzały w interpretacji zasad. Za grafiki odpowiada Ian O’Toole – twórca znany choćby z ilustracji do gier Vitala Lacerdy. Choć gust jest zawsze bardzo subiektywny tak zaryzykuję stwierdzenie, że strona wizualna powinna spodobać się prawie każdemu. Szczególnie urzekły mnie plansze rodów. Zresztą pudełko, zwłaszcza front, także prezentuje się dumnie.

Voidfall odznacza się wręcz absurdalnym poziomem regrywalności. Bierze się on choćby z unikatowych rodów. Każdy ma swoje słabości i silne strony. Te czasem mocno  różnią się między sobą. Zarówno jeśli chodzi o poziom złożoności, startów zasoby oraz technologię, a nawet część kart służących do zagrywania akcji. Mimo tego, że same frakcje są asymetryczne, jakimś cudem udało się zachować dobry balans między nimi. Choć znajdą się przypadki gdzie jedna frakcja jest nieco bardziej faworyzowana na danej mapie. W każdym razie Voidfall zachęca do eksperymentowania i testowania różnych rodów na kolejnych mapach. 

Gdyby tego było mało każdy ród występuje w dwóch wariantach. W zależności od dokonanego wyboru w nasze ręce wpadnie inna technologia początkowa, rozstawienie statków, czy zasoby na start. Zauważalnie wpływa to na strategię jaką warto obrać. Scenariuszy zresztą też jest sporo bo blisko sześćdziesiąt. Różnorodność rozgrywki jest wysoka mimo faktu, że gra jest miejscami do bólu przewidywalna. Choćby wynik potyczek da się zawsze policzyć zanim do nich dojdzie. Zresztą podczas jednej partii zobaczymy raptem cześć wszystkich dostępnych elementów. Voidfall jest zwyczajnie ogromnym tytułem.

Da się w niego zresztą ogrywać zarówno w trybie dla jednego gracza, kooperacji oraz rywalizując z innymi ludźmi. Ponadto dla dwóch pierwszych wariantów mamy trzy poziomy trudności do wyboru, niezależnie od wybranego scenariusza. Stopniowanie wyzwania jest uczciwe. Łatwy jest rzeczywiście stosunkowo prosty i wygrana nie powinna przysporzyć większych problemów. Aczkolwiek nadal czuć presję i często towarzyszy wrażenie, że nie zdążymy zrobić wszystkiego co zaplanowaliśmy. Wyższe poziomu dokładają stopniowo wyzwania. Trzeci i zarazem ostatni bywa bezlitosny.

Gdyby tego było mało przygotowano także trudniejszy wariant kooperacyjny, dedykowany zaawansowanym graczom. Chociaż negatywnie wpływa to na czas gry, jeszcze bardziej go wydłużając. A to dlatego, że musimy zagrać kartę skupienia w tajemnicy przed innymi graczami zanim nadejdzie nasza kolej. Kiedy zaś przyjdzie czas na nasz ruch, sytuacja na planszy może się już mocno zmienić co wymusza opracowanie nowej strategii. Ten wariant jest jednak opcjonalny, o jego wykorzystaniu sami decydujemy. I raczej nie będziemy tego robić podczas kilku/kilkunastu pierwszych rozgrywek.

Jak w to się gra?

Co ważne Voidfall jest na tyle mało losowy, że porażka sprawia wrażenia uczciwej. Odchodzimy od stołu z przekonaniem, że wynikała z naszych błędów. Rzecz jasna wariant rywalizacyjny mocniej kładzie akcenty na negatywną interakcję. Tutaj bywa zaciekle, zwłaszcza podczas ostatniego cyklu. Wówczas wszyscy rzucają się na punkty, czy to przez podbój czy jako pacyfiści, niczym wygłodniałe wilki na mięso. Chociaż zdarzyła mi się raz rozgrywka gdzie każdy obwarował się instalacjami obronnymi. I w ciągu całej gry nikomu do głowy nie przyszło by przypuścić atak. Głowy wręcz parują od analizowania możliwości. Rywalizacja to także wariant, który sprawdza się minimalnie lepiej od pozostałych. Bynajmniej nie dlatego, że solo/kooperacja są słabe. Bazowe reguły dla każdego trybu wypadają bardzo solidne.

Jednocześnie Voidfall zaprojektowany jest w taki sposób, by każdy z tych wariantów był spójny. Nie miałem wrażenia, że cokolwiek dodano tu na siłę. Nawet fabularnie wszystkie tryby mają sens. Solo/kooperacja rozgrywają się w momencie nadejścia kosmicznego bytu, który zagraża istnieniu życia. Naszym celem jest odparcie ataku rozpatrując losowe kryzysy. Wygrywamy gdy zgarniemy wynik punktowy wyższy od zrodzonego z pustki.

Dla zasady im bardziej wyczyścimy mapę z wszędobylskiego spaczenia, tym większe nasze szanse na zwycięstwo. Gdy natomiast mamy do czynienia z żywym przeciwnikiem zmieniają się nieco reguły. Ów kosmiczny jegomość staje się bardziej przeszkadzają. Tutaj już możemy, a czasem nawet powinniśmy atakować się nawzajem. Fabularnie wydarzenia rywalizacji mają miejsce lata po odparciu zrodzonego z pustki, kiedy zjednoczenie kosmicznych rodów nie jest priorytetem.

voidfall

Akcje kombinacjami stoją

Zasad owszem jest dużo, ale mają sens. Słowa, którego do opisania Voidfall z pewnością nie brakuje jest synergia. Każda akcja daje poczucie postępu. I rzadko kończy się na zwykłym zebraniu zasobów. Między innymi dlatego, że podczas swojej tury zagrywane karty skupienia pozwolą na zrealizowanie dwóch możliwości z trzech. Wszystkich jeśli spełnimy odpowiednie warunki. Zatem często robiąc jedną akcję kaskadowo uruchamiamy kolejną. 

Na przykład wykładamy skupienie pozwalające przesunąć się na jednym torze rozwoju rodu. Tam wchodzimy na pole, które umożliwi dobranie karty technologii. Za co dostaniemy od razu punkty i możliwość postawienia nowej gildii na jednym z sektorów. To z kolei podniesie produkcję pewnych zasobów w przyszłości. A to nie koniec naszej tury bo karty skupienia pozwalają na zagranie jeszcze jednej akcji. Voidfall tym względem budzi słuszne skojarzenia choćby z fantastycznym Białym Zamkiem. Tylko na większą skalę. To niesamowicie satysfakcjonujący mózgożer.

Odpalanie podobnych kombinacji z czasem wchodzi nam w krew. Dość powiedzieć, że po kilku dniach z Voidfallem dziwiłem się czemu samochód mi nie odpalał kiedy zalewałem wrzątkiem herbatę w kuchni. Ze względu na ciągłe możliwości uruchamiania akcji kaskadowo, rzadko kiedy czujemy, że jesteśmy zablokowani. Gdy brakuje nam jakiegoś zasobu bądź karty, możemy je uzyskać pozornie nie związanym z tym zagraniem. Voidfall jest także bardzo transparentny. Nie polega na losowości i ślepym trafie. Zresztą zabawne, że w pudełku znajdziemy kilkadziesiąt klasycznych kości. Mimo to ani razu nimi nie rzucimy. Służą jedynie za licznik populacji w sektorach.

voidfall

Jak złagodzić wysoki próg wejścia?

Oczywiście zatrzęsienie treści i elementów nie mogło przyjść bez konsekwencji. Voidfall ma swoje wady. Wysoka złożoność powoduje, że grze trzeba poświęcić sporo czasu i miejsca. Tytuł łaknie stołu niczym stopy Cejrowskiego wilgoci z otoczenia. Gra też nie jest krótka. Utarło się, że czas rozgrywki wynosi około godziny na jednego gracza. Jednak nie mogę tego do końca potwierdzić. Znając już zasady, pierwszy, w domyśle najmniejszy, scenariusz wprowadzający dla jednego gracza zajął niecałe dwie godziny. Wliczając w to rozłożenie i złożenie gry. Rozgrywka na zaawansowanej mapie dla dwóch graczy zajmowała około trzech godzin. Wraz ze wzrostem ilości graczy puchnie także mapa by nie było nam za ciasno. Chociaż bywają i takie scenariusze, które z premedytacją rzucają wszystkich na siebie.

Pierwsza rozgrywka wraz z rozstawieniem do przyjemnych nie należały. Pomimo tego, że czułem, że opanowałem reguły dość dobrze. Większość czasu i tak spędziłem na wertowaniu kolejnych stron instrukcji. Jednak po skończeniu scenariusza wprowadzającego każdy kolejny przebiegał już całkiem płynnie. Co istotne misja zalecana na początek jest dedykowana jedynie trybom solo/kooperacja. Naukę gry można sobie na własne życzenie nieco utrudnić zaczynając od rozgrywki przeciwko innym graczom.

Co ważne instrukcja jest dobrze napisana i zilustrowana przykładami. Pomimo natłoku reguł i ikon jest przemyślana. Nie miałem problemów z interpretacją mechanik. Trzeba jednak przysiąść do instrukcji w skupieniu, gdyż jeden pominięty detal może doprowadzić do niepotrzebnych frustracji podczas gry. Dość powiedzieć, że po opanowaniu wszystkich występujących oznaczeń możemy z pełną premedytacją uważać się za poliglotę, zupełnie jakbyśmy władali kolejnym językiem. Do instrukcji dostajemy Kompendium z informacjami potrzebnymi do rozpoczęcia scenariusza czy misją wprowadzającą.

Zaś wisienką na torcie jest Glosariusz, do którego przynajmniej na początku będziemy sięgać najczęściej. W środku znajduje się opis wszystkich dostępnych w grze elementów. W tym kart, rodów, czy innych komponentów specyficznych dla danego scenariusza bądź wariantu gry. Moim zdaniem twórcy odrobili swoją pracę domową. Choć minusem jest w ogóle konieczność korzystania z glosariusza. Aczkolwiek przy obecnej skali gry pewnie nie dało się tego zrobić lepiej. W efekcie czego w nasze ręce trafia wszystko czego byśmy potrzebowali żeby wejść w Voidfall możliwie bezboleśnie. Do tego istnieje opcjonalna aplikacja w przeglądarce pomagająca w m.in. obliczaniu wyników starć. Do znalezienia tutaj.

voidfall

Kiedy Voidfall rezonuje

Dzięki temu po kilku partiach przychodzi taki moment gdy coś w naszym mózgu klika. Jakiś trybik wpada na swoje miejsce. Zaczynamy myśleć Voidfallem i jego regułami. Przestajemy tak wnikliwie wciągać glosariusz. Przychodzi czas zbierania żniw odpalając czekające w blokach startowych endorfiny. Dość powiedzieć, że po skończonej rozgrywce czułem na tyle dużą satysfakcję i zadowolenie, że gdybym palił, pewnie wyciągnąłbym papierosa i głęboko się zaciągnął. Nadal jest trudno, ale z innego powodu. Teraz walczymy i optymalizujemy świadomie nasze ruchy. Voidfall zaczyna przypominać szaloną łamigłówkę do rozgryzienia. Zaczynamy zastanawiać się wnikliwiej nad celem i kolejnymi ruchami przy rozpoczęcie cyklu.

Zresztą podział na ów cykle ma kilka zalet. Przed wszystkim punktujemy w grze na koniec każdego z nich. Co samo w sobie jest satysfakcjonujące. Ponadto rozpoczęcie cyklu narzuca pewne wydarzenia i pomniejsze cele do osiągnięcia. Sprawia to, że w trakcie gry będziemy modyfikować swoją strategię. Starać się zbudować możliwie najlepiej prosperujący ród. Wchodzenie w kolejne cykle z planem zdecydowanie popłaca. I z sukcesem wznieca dalsze zainteresowanie rozgrywką. Podczas dwu-trzy godzinnych partii nie czuć upływu czasu. Ten niepostrzeżenie mija gdy jesteśmy zaangażowani w wydarzenia na stole.

W Voidfallu podoba mi się zwłaszcza to, że jest kilka dróg do osiągnięcia zwycięstwa. Zawsze wygrywamy punktami, ale metod ich zbierania jest całkiem sporo. Zresztą pomagają w tym różne rody – łącznie czternaście. Niezależnie od obranej ścieżki i tak dotkniemy w mniejszym czy większym stopniu każdego aspektu, który potrafi nam dostarczyć punktów. Kombinacje akcji czasem same się proszą o zagranie. Pomimo skupienia na przykład na warstwie militarnej, będzie równolegle inwestować ruchy choćby w rozbudowie samego rodu. Nie da się tego uniknąć. Gra jest złożona nie bez powodu i poszczególne jej składowe pięknie się zazębiają i przenikają między sobą. Projekt systemów w Voidfall stoi na najwyższym poziomie. Obecnie to jedna z lepszych planszówek w jakie kiedykolwiek przyszło mi zagrać.

voidfall

Wykonanie i insert

Ponadto także wykonanie Voidfall stoi na bardzo wysokim poziomie. Z jednej strony mamy karty technologii, skupienia (akcji), wydarzeń galaktycznych i całą rzeszę bardziej unikatowych stosów. Jakość nie pozwala się martwić o ich żywotność. To samo dotyczy znaczników, zarówno tych kartonowych jak i plastikowych. Oprócz tego planszetki statków są dwuwarstwowe co ułatwia przemieszczanie ich po planszy wraz z kostkami graczy. Jedynie plansze rodów wydają się nieco zbyt cienkie jak na swój rozmiar i potrafią się lekko wygiąć. Nie pogardziłbym także większą ilością kartoników z wgłębieniami na znaczniki. Aczkolwiek to już zwykłe czepialstwo.

Natomiast nieco większe zastrzeżenia mam do organizacji elementów w pudełku. Domyślnie większość z nich wrzucamy do woreczków strunowych. Wówczas rozstawienie gry zajmuje dużo czasu. Zainwestowanie w drukowany bądź drewniany insert mocno poprawia czas potrzebny na rozłożenie wszystkiego. I przede wszystkim sprawia, że cały proces przed zagraniem robi się o niebo mniej upierdliwy. Ale o to niestety trzeba już zadbać samemu. Na dnie pudełka znajdziemy co prawda plastikowy insert. Ten sprawdza się całkiem dobrze ale jedynie na część elementów. Choć i tak wymusza trzymanie większości rzeczy w woreczkach. Tutaj mała nota ode mnie: pewna część elementów na zdjęciach to druk 3D i nie znajdziemy ich domyślnie w pudełku.

Ostatnia wada jaka przychodzi mi do głowy to mimo wszystko ciężki kaliber gry. Trzeba się liczyć z tym, że częste zebranie ekipy znającej zasady nie zawsze będzie łatwe. Jestem po dobrych kilkunastu rozgrywkach w dość krótkim czasie. Właściwie czuję, że do napisania eseju na dowolny temat dałoby się użyć jedynie piktogramów z instrukcji Voidfalla. Mimo to mam obawy, że dłuższa przerwa między sesjami może wiązać się z koniecznością ponownego przerobienia dobrego kawałka glosariusza. Albo chociaż dostępnego w sieci filmiku z zasadami. Choć jak już wspomniałem wszelka ikonografia szybko, jak na rozmiar tytułu, robi się intuicyjna.

voidfall

Podsumowanie

Nigel Buckle i Dávid Turczi, czyli twórcy Vodifall-a, podążyli konsekwentnie za obraną wizją gry bez kompromisów. I zdecydowanie dowieźli. Owszem Voidfall można było wydać inaczej. Zamiast przeładowywać pudełko kilogramami dobra, gra spokojnie sprzedałaby się z, na oko, 1/3 zawartości. Oczywiście za niższą cenę bazową. Zaś reszta rzeczy wpadłaby jako dodatki, jak kolejne rody, kafelki sektorów, jakiś zasób, czy alternatywne karty startowe, które już znajdziemy w środku. I zapewne uszło by to twórcom na sucho, a mało kto by marudził.

Ale nie. Autorzy niczym przy stole pokerowym przy pierwszym rozdaniu weszli all-in. Bez brania jeńców. W efekcie dostaliśmy grę absolutnie kompletną. Ogranie wszystkiego zasiadając do stołu regularnie zajmie bez mała dobre kilka miesięcy. Treść jaką otrzymujemy w zamian za poświęcony czas stawia Voidfall w cholernie komfortowej pozycji. Do tego gra ma najlepszy tryb solo z jakim miałem do czynienia. Zatem jeśli nie straszny Ci stosunkowo wysoki próg wejścia, lubisz mieszankę strategii i gry ekonomicznej to odpowiedź zapewne znasz. Ja mocno polecam.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Portal Games.

Po więcej informacji o grze zapraszamy na Planszeo.

Dla tych co preferują posłuchać

2 thoughts on “Voidfall – gra planszowa”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *