Golden ax

Golden Axe – retro wspominki

Na Golden Axe natrafiłem zupełnie przypadkowo, w schyłkowym okresie królowania na moim biurku Amigi. To były jeszcze czasy, gdy biegało się po osiedlu i sprawdzało, czy u kogoś pojawiły się jakieś nowe tytuły, (zwykle już z marnym skutkiem). Ludzie powoli przesiadali się już na PC czy Playstation, ale wciąż jeszcze trafiały się nieznane wcześniej perełki. I właśnie tak natrafiłem na jedną z fajniejszych chadzanych bijatyk z jakimi miałem do czynienia.

Golden Axe dawała do wyboru aż trzy postaci – wojownika, wojowniczkę i krasnoluda. Choć grałem tylko krasnalem, to wiadomo było od początku, że każda miała jakiś niewyrównany rachunek z głównym złolem – zakutym w ciężki hełm olbrzymim jegomościem zwanym Death=Adder. Każdemu herosowi drań nadępnął na odcisk i każda z postaci szuka zemsty za doznane krzywdy. Dodatkowo jeszcze napakowane monstrum porywa włodarzy królestwa, co przelewa czarę goryczy. Bohaterowie wyłażą ze swoich norek i udają się na mało pokojową demonstrację niezadowolenia z aktualnego stanu państwa. Uzbrojeni w topory i miecze, a także w magiczne ataki obszarowe, które skutecznie potrafią oczyścić drogę, mają za cel uratować króla i królową i spuścić srogi łomot draniowi, który wpędził królestwo w tarapaty.

Czary mary i spuszczanie łomotu

Oczywiście Golden Axe jest typową opowieścią fantasy, zatem poziomy upstrzone są fantastycznymi twierdzami, murami, wioskami i lasami. Nasza postać w trakcie podróży będzie mogła korzystać ze wspomnianych już czarów, które są nie tylko efektowne, co efektywne. Magiczne ataki obszarowe pozbawiają życia wrogów szybciej i sprawniej niż prusakolep prusaki. Co ciekawe, każda z postaci dysponowała swoim arsenałem czarów – Krasnolud zaprzyjaźnił się z błyskawicami, wojownik to ekspert od wyburzania i eksplozji, a wojowniczka lubiła igrać z ogniem.

Czary jednak pełniły rolę ruchów specjalnych, których uruchomienie było uzależnione od odpowiedniej ilości eliksirów (wydzieranych kręcącym się po polu walki kurduplom). Sama walka jednak była równie przyjemna, co paranie się magią. Wrogowie oddawali życie padając od mieczy i toporów, nasza postać potrafiła też staranować przeciwników, walnąć ich z byka, a także natłuc nieco rozumu do łbów za pomocą trzonków toporów i rękojeści mieczy. Od czasu do czasu można było dosiąść fantastycznego rumaka. Smoki i jaszczury były widać w tamtejszej krainie używane do jazdy od wielu lat – same nie rozstawały się z siodłami i uzdami, i równie chętnie stawały do walki z najeźdźcami, co prowadzeni przez nas herosi.

Golden Axe miało klimat

Warto tez wspomnieć o muzyce, która jest absolutnie genialna. Generalnie udźwiękowienie odpowiada dacie wydania czyli roku 1989 – pełno tu klasycznych szurnięć, bipnięć, warknięć i tym podobnych elementów powstających w klasie MIDI. Niemniej jednak utwory skomponowane do gry to klasa sama w sobie. Doskonale oddają klimat fantasy i ciągnącego się konfliktu. Jestem tym tak urzeczony, że wciąż używam głównego motywu z Golden Axe jako dźwięku w komórce.

Technikalia technikaliami, ale pozostaje jeszcze oczywiście przyjemność z rozgrywki (ongiś rzekłoby się „miodność”). Golden Axe to klasa sama w sobie i punkt odniesienia do każdej kolejnej chadzanej bijatyki. Trochę szkoda, że kolejne części (a w szczególności ostatnia, wydana m.in na Xboksa 360 Beast Rider) nie odniosły takiego sukcesu. Może SEGA wyciągnie niebawem asa z rękawa i uraczy nas kolejnym mięsistym slasherem spod znaku Golden Axe?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.