Redcoat. Tom 1 – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Pewnego pechowego dnia Simon Pure, brytyjski żołnierz, a wkrótce także najemnik do wynajęcia, pojawia się w złym miejscu o złym czasie. Po tym jak podczas bitwy o Trenton w 1776 roku prawie zabił Geroge`a Washingtona, postanawia zdezerterować. Jednak nie wszystko idzie po jego myśli. Trochę ze względu na kiepskie wyczucie czasu, ale także przez swoją niezdarności, trafia w miejsce odprawiania mistycznego rytuału. Który przypadkiem przerywa. W efekcie staje się nieśmiertelny, a przynajmniej wraca z grobu po każdym zgonie. Redcoat. Tom 1 budzi skojarzenia z filmem Nieśmiertelny z Christopherem Lambertem w roli głównej. I całkiem słusznie, choć tym razem w mniej poważnym tonie.

Historia na opak

Jak na pseudohistoryczną opowieść główny wątek prze do przodu całkiem wartko. Komiks zresztą obfituje w kilka zwrotów akcji. Jakby się nad nimi chwilę zastanowić to łatwo znaleźć dziury fabularne. Albo chociaż lekko bezsensowne zabiegi, które trochę wykluczają poprzedzające je wydarzenia. Mimo to nie przeszkadzało mi to zbytnio. Redcoat. Tom 1 stawia na dość lekką i głupawą ale niepozbawioną uroku i klimatu historię. Dialogi czyta się całkiem przyjemnie. I samo zawiązanie fabuły jest na tyle intrygujące, że na małe głupoty przymykałem oko. Bo bawiłem się całkiem dobrze podczas lektury.

Również spora w tym zasługa dobrze napisanych postaci. Główny bohater, Simon Pure, jest bucem i łajdakiem w pełni świadomym swoich ułomności. W dialogach znajdziemy sporo lekkiego humoru. Często niskich lotów. Większość wydarzeń rozgrywa się w XIX wiecznej Ameryce. Gros napotkanych postaci zabawnie kontrastuje z ponad stuletnim gnojem, który pomimo lat na karku wciąż nie wyciągnął z życia właściwych wniosków i ledwo wiąże koniec z końcem. Może też dlatego obserwowanie ewolucji głównego bohatera sprawdza się. Choć chętnie ujrzałbym więcej przekonującego budowania postaci. Zresztą jeśli ktoś oczekuje głębszych filozoficznych rozmyśleń o ludzkości to tutaj na próżno tego szukać. Co nie jest złe, to po prostu komiks nieco innego kalibru.

Akcenty mimo wszystko postawiono na wartką akcję z dobrze umieszczonymi przestojami na złapanie oddechu. I to się sprawdza. Zresztą dialogi napisano tak, że łatwo przychodzi polubić Simona. I co prawda w tytule mamy Tom 1, tak historia zawarta w komiksie jest zamknięta, zostawiając furtkę na kontynuacje. Jest to także część większego uniwersum. Za scenariusz odpowiada Geoff Johns.

W miarę przyjemna do obserwowania jest także relacja między Simonem, a kompanami, których spotyka. Ponadto fabuła często zapożycza sobie prawdziwe wątki i postacie historyczne nieco je wykrzywiając. Oczywiście chociaż pobieżna znajomość historii Stanów Zjednoczonych pomaga to i bez tego dostajemy wystarczającą dawkę ekspozycji by nie czuć zagubienia. Zresztą i tak większość z historycznych mitów została zdeformowana na potrzeby fabuły. Co samo w sobie stanowi niezłą rozrywkę. W czym na pewno asystuje oprawa graficzna.

Wizualna uczta z przymrużeniem oka

Ilustracje w Redcoat. Tom 1 stoją na bardzo wysokim poziomie. Za stronę wizualną odpowiadają Bryan Hitch, Andrew Currie i Brad Anderson. To taki klasyczny amerykański, dobrze zilustrowany komiks. Kadrowanie, postacie czy detale na pierwszym i drugim planie stanowią efekt bardzo dobrej, rzemieślniczej roboty. Kreska jest dość realistyczna. Co też przyjemnie kontrastuje z magią i mistycznymi motywami. Trudno tu się do czegoś przyczepić.

Redcoat. Tom 1 to przyjemna i w miarę lekka lektura. Oparcie fabuły na postaci nieśmiertelnego dupka, który próbuje po raz kolejny uratować skórę sprawdza się. Do tego dostaniemy kilka wykrzywionych amerykańskich mitów interesująco przekręcających historię. Osadzenie akcji w zamierzchłych czasach wplątując motywy fantastyczne udało się. Komiks czyta się całkiem wartko. Całość skąpana w pięknych grafikach. Redcoat Tom 1 to dziwaczne i interesujące ujęcie historii Ameryki, które stawia na pierwszym miejscu postacie i nie boi się podejść do tematu z przymrużeniem oka.

Za komiks do recenzji dziękujemy wydawnictwu Nagle!.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *