Prehistorik – retro wspominki

Kolejna po Super Frogu, (którego wspominaliśmy całkiem niedawno tutaj) gra nierozerwalnie połączona w mojej głowie z Amigą to platformówka opowiadająca losy pewnego cholernie głodnego jaskiniowca.

Prehistorik, którego znalazłem dołączonym do zakupionego komputera pudełku po butach wypełnionym dyskietkami, bardzo szybko wylądował w napędzie mojej Przyjaciółki.

Produkcja Titusa miała w sobie wszystkie cechy klasycznej platformówki. Otóż sympatyczny troglodyta ma jeden poważny cel – najeść się do syta i zdobyć pożywienie dla swojej rodziny. Zacne i całkowicie zrozumiałe motywacje można wypełniać podróżując przez cztery krainy (lodowiec, las, tropiki i wulkan), oraz walcząc w ringu z trzema bossami. Łącznie daje nam to może nie zawrotną ilość siedmiu poziomów, ale (o ile dobrze pamiętam) gra nie oferowała ani kodów umożliwiających odpalenie wybranego poziomu, ani nie oferowała opcji zapisu gry. Biorąc pod uwagę powyższe, siedem wydaje się być liczbą wystarczającą do dobrej zabawy.

Prehistorik

Rozgrywka w Prehistorik była w założeniu prosta. Poruszając się po platformach i jaskiniach nasz prymityw musiał zebrać wystarczającą ilość pożywienia, aby otworzyć drzwi do zakończenia poziomu. Rozwiązanie dość standardowe, ale pewnym odejsciem od sztampy jest fakt, że żywność nie tylko jest rozsiana po poziomach, ale napełniamy też żołądek pożerając pokonanych wrogów. Jak widać Prehistorik opisuje nie tylko kulturę zbieraczy, ale i myśliwych.

Radośnie kolorowa

Prehistorik jest cudownie kolorowy i żywy. Potworki i przeszkadzajki i znajdźki radośnie zaludniają ekran i nawet po tylu latach na ten tytuł patrzy się całkiem przyjemnie. Muzyka przygrywająca z ekranu wpada w ucho i zadomawia się w nim na dobre.

Prehistorik

Pamiętam dobrze, gdy odpaliłem grę po raz pierwszy, gdy dobrnąłęm do prawej części planszy i nic się nie działo, to trochę się sfrustrowałem. Nikt ze znajomych w to nie grał, gazet z odpowiednimi informacjami nie posiadałem, więc chwilę zajęło, zanim udało się rozkminić, co należy zrobić by skończyć poziom (pozabijać wszystkie stworki ukryte po jaskiniach). Potem przyszedł czas na bossa i kolejna rozkminka. Udawało mi się odbijać natrętne dino-bachory, ale dopiero za którymś razem i to całkowicie przypadkowo odkryłem, że trzeba wielkiego dinozaura tłuc maczugą po palcach. I tak krok po kroku Prehistorik w końcu uległ mnie, a ja jemu. Pomimo ciężkich początków, grę wspominam dość miło, choć w drugą część mi dane pograć nie było, ani też w jej republikacje na systemach mobilnych, to przygody głodnego jaskiniowca wciąż głęboko kojarzą mi się z tymi miłymi czasami beztroski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.