Super Mario Bros. – Filmowe retro wspominki

65 milionów lat temu na Ziemi królowały dinozaury, jak powszechnie wiadomo, ich żywot definitywnie zakończyło uderzenie asteroidy… Ale, ale, czy na pewno? A może po prostu owe uderzenie utworzyło dwie alternatywne rzeczywistości, taki, w której dinozaury faktycznie umarły, a ich miejsce zajęły inne gatunki, aż w końcu z tego wszystkiego wyewoluował człowiek. Krótko mówiąc historia jaką znamy z lekcji biologii. W drugiej rzeczywistości te wielkie gady nie wyginęły, żyły i rozwijały dalej, aż pojawił się człowiek, przy czym nie pochodzi on od małpy, a właśnie w prostej linii od dinozaura.


Taki punkt wyjścia obrali twórcy scenariusza do filmu “Super Mario Bros.” Tak! Tych braci Mario!
Otóż Koopa – szef dinoludzi z tej drugiej rzeczywistości odkrył sposób na złączenie obu światów w jedno. Gdzieś w kanałach (no a jakże!) na Brooklynie (no a gdzie jak nie w Nowym Jorku ) jest otwarte przejście międzywymiarowe, którędy mogą przemknąć pojedyncze jednostki. Jednakże można otworzyć przejście na szeroko, gdy tylko się zdobędzie artefakt – kawałek asteroidy, która uderzyła w ziemię, a w jej posiadaniu jest księżniczka Daisy (czemu nie Brzoskwinka nie mam pojęcia).  Koronowaną głowę porywają zatem sługusy Koopy, ale Daisy ma to szczęście, że dosłownie chwilę wcześniej poznała dwójkę hydraulików – Mario i jego brata Luigiego. U tego drugiego Daisy wywołała efekt maślanych oczek i postanowił ją wybawić ode złego.
No i tak panowie Mario Mario i Luigi Mario trafiają na Dinohattan, gdzie nie tylko będą ratować księżniczki, ale i cały świat od napaści dinozaurów, a przy okazji również postarają się pozbyć dino-dyktatora i uwolnić spod jarzma gadzie społeczeństwo

Podobnie jak w przypadku ostatnio wspominanego przeze mnie “Czarodzieja”, film nie zachwycił ani krytyków, ani widzów, mimo doborowej obsady (Bob Hoskins jako Marian, Dennis Hopper jako Bowser, to znaczy Koopa) Osobiście nie widziałem tego filmu od dwudziestu kilku lat, ale pamiętam doskonale, że VHS maltretowałem bardzo mocno i długo. Choć tu też może powodem być fakt, że ja byłem dzieckiem, a to był film na podstawie gry, w którą grałem na Pegasusie długo i namiętnie. Dlatego wtedy kochałem tę produkcję bezinteresowną miłością i niedociągnięcia nie grały dla mnie roli.

Co jeszcze mi zapadło w pamięć? Oficjalny utwór do filmu, nagrany przez Roxette: “Almost unreal” – chyba dzięki temu moja ulubiona piosenka tego zespołu, choć wybitym fanem nigdy nie byłem. No i “Super Mario Bros.” to pierwszy film, oparty na naszym ulubionym medium!
A, że nie podołał… No poziomu Uwe Bolla i tak nie przebił. Mimo wszystko – miałbym teraz poważne obawy wracać do tego filmu, ale wspominam bardzo miło!


1 thought on “Super Mario Bros. – Filmowe retro wspominki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.