Małe Miasteczko – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Jesteś może z tego pokolenia, które pamięta czasy haratania w gałę na podwórku przed blokiem? Jeśli tak to doskonale odnajdziesz się w rzeczywistości Małego miasteczka. Jeśli jednak ciężko przyszłoby Ci potwierdzić wiek mając za zadanie opisać ze zdjęcia kasetę VHS to nic straconego. Małe Miasteczko może okazać się dla Ciebie ciekawym spojrzeniem w przeszłość Twoich rodziców. A przy okazji to także niezły komiks.

Kartki z pamiętnika

Ale nie uprzedzajmy faktów. Małe Miasteczko to przede wszystkim taki komiksowy skansen prostszego życia jakim, wydaje się, charakteryzowały się lata 90-te. A do tego bez komórek, Internetu, dram, polityki, wojen. Obserwujemy codzienność niewielkiej mieściny gdzie wszyscy się znają. Pozornie niepołączone ze sobą krótkie historie tworzą miejską tkankę naczyń połączonych. Obraz, w którym mam wrażenie relacje międzyludzkie znaczyły więcej.

Same opowiadania nie zawsze finiszują morałem. Właściwie to nie każda z przedstawionych historii ma wyraźny koniec. I wcale nie musi. Małe Miasteczko przede wszystkim pokazuje portret społeczeństwa i to na nim stawia główne akcenty. Jednocześnie to obraz bliski, bo oddalony o raptem 20-30 lat. Jak i odległy z racji tego, że pewne rzeczy zwyczajnie już nie wrócą. Nie znajdziemy tu jednak ślepego idealizowania dawnych lat.

Zrobiło się melancholijnie chociaż komiks braci Solano wcale na taki się nie sili. Jest lekki i w miarę radosny. I to jest właśnie jego zaleta. Jedni odkryją w nim zbiór anegdot z życia pewnej społeczności. Inni znajdą różne analogie do miejsca, w którym spędzili kawałek swojego życia. Małe Miasteczko pokazuje, że warto zatrzymać się na chwilę i rozejrzeć. Parafrazując Witka Mikołajczuka, zamknąć okno w swoim telefonie bo robi się przeciąg. I ja tutaj upatruję ten ukryty morał.

Między satelitą i trzecią ligą

Album czytałem z nieukrywaną przyjemnością. Przede wszystkim krótka forma poszczególnych opowiadań sprawia, że co chwilę dostajemy coś ciekawego. Raz będzie to historia gościa, który ścigał się z samochodami żeby zgarnąć trochę reali na bukmacherkę. By na następnej stronie towarzyszyć radioamatorom w nierównej walce z wrogim satelitą zagłuszającym ich kanały radiowe. Albo poznamy lokalnych piłkarzy, którzy noc wcześniej zabalowali zdecydowanie zbyt ostro i kombinują jak nie doprowadzić do niechybnej porażki. Dzięki temu komiks sprawdza się zarówno przy dłuższym posiedzeniu jak i do wciągnięcia w krótkich sesjach. Chociaż znajdą się powieści, o których zapomina się szybko to wciąż mają swój urok.

Spora w tym zasługa ilustracji. Postacie narysowane są w mocno karykaturalny sposób. Czasem by podbić ich emocje, dynamikę scen czy uwypuklić czyiś charakter. Wszystko to utrzymane w półżartobliwym tonie. Kadry dobrze uzupełniają opowiadane historie i to tu najważniejsze.

Małe Miasteczko jest jak rozmowa na trzepaku – może i śmieszna, czy sentymentalna, ale przede wszystkim szczera. To jednocześnie hołd dla przeszłości, ale przede wszystkim przypomnienie, że warto dostrzegać sens w drobnych sprawach. Zbiór historii, które nie muszą krzyczeć, żeby zostać zapamiętane.

Za komiks do recenzji dziękujemy wydawnictwu Timof.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *