Lilja Złodziejka Skarb Trzech Królów – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Lilja Złodziejka wzięła mnie z zaskoczenia. Zazwyczaj by nie psuć sobie przyjemności z odkrywania fabuły bądź formy, czy to filmu, komiksu czy książki, ograniczam się raptem do kilku zdań opisujących dzieło. Robię to po to by czerpać więcej przyjemności z obcowania z danym utworem. Zupełnie jak za młodu, kiedy wszystko wydawało się nowe i oryginalne. Lilja Złodziejka Skarb Trzech Królów to jeden z tych przypadków, który wynagradza takie podejście. Bo trzeba to powiedzieć głośno, że niezwykle dobrze robi pewne rzeczy, które w świecie historii obrazkowych ostatnimi czasy mam wrażenie nieco kuleją.

O złodziejskim fachu

Podczas lektury towarzyszymy tytułowej Lilji w staraniach o uznanie i szacunek wśród członków cechu złodziei. Ciężko nie lubić głównej bohaterki już od pierwszych stron. Tytułowa złodziejka to rezolutna i ambitna awanturniczka. Przy okazji też sfrustrowana tym, że dostaje mało ciekawe misje od swego mistrza. Aby się wykazać łapie się coraz bardziej karkołomnych zadań, niekoniecznie trzymając się kreda gildii złodziei. Czym wplątuje się w spore kłopoty przy okazji robiąc sobie nowych wrogów.

Co mnie zaskoczyło to nawiązania do serii gier Thief. Oczywiście mamy tu główną bohaterkę, która jako złodziejka przez większość czasu działa w pojedynkę. Jej błyskotliwe docinki i uwagi także przypominały Garretta. Nawet ekwipunek protagonistki jak na przykład strzały z liną, jest podobny do tego z serii od Looking Glass Studios. Do tego dochodzą majaczące w tle subtelne elementy nadprzyrodzone. I przede wszystkim rozwój fabuły jest mocno zbliżony z wydarzeniami jakie śledziliśmy w przytoczonym wcześniej immersive simie. Fabuła zaczyna się niepozornie od wydawałoby się błahej misji by z każdą stroną eskalować podczas kolejnych zadań. Strukturą przypominających nieco grę komputerową. Dla mnie wszystkie te nawiązania to świetna sprawa. Nawet jeśli niezamierzone, w co trochę trudno mi uwierzyć.

Ostatecznie jednak ton opowieści jest dużo lżejszy. Chociaż nie brak tu krwi, przemocy i elementów horroru. Miejscami w dosyć dosłownym wydaniu. Mamy tutaj przypominający średniowiecze świat z lekko nakreśloną historią, wierzeniami czy kilkoma frakcjami. Wszystkie te informacje podane w nienachalny sposób, w trakcie dialogów. Bez sztucznej ekspozycji. Z początku powieść wydaje się sztampową historią fantasy z oklepanym wątkiem. Jednak z każdym kolejnym kadrem przyjemnie się komplikuje i skręca w zaskakujące rejony.

Dialogi i fabuła – czyli o mocnych stronach

Główna historia zamiast serwować nam zbędne wypełniacze dostarcza całkiem niezłą awanturniczą powieść. Jest tu kilka wątków, które pod koniec łączą się w satysfakcjonujący sposób. Nawet gdy odbiegamy nieco od wątku głównego to autor robi to w sposób zamierzony. Czasem by poszerzyć naszą wiedzę o świecie, czy motywacje postaci. Fabuła jest zwarta i skondensowana przez co komiks czyta się wartko. I niejako przy okazji jest po prostu dobra, dostarczając także kilku zaskakujących zwrotów akcji. Tam jednak gdzie komiks wyjątkowo błyszczy są postacie i dialogi.

Jak już jesteśmy przy tekście w dymkach, Lilja Złodziejka napisana jest fenomenalnie. Dialogi czyta się jakbyśmy mieli do czynienia z żywymi ludźmi z krwi i kości. Kończąc komiks pamiętałem niemal każdą postać, której przyszło coś powiedzieć. Co ostatnio rzadko się zdarza. Bohaterowie, pomimo czasem krótkiego występu na kartach komiksu, charakteryzują się własną indywidualną osobowością. Przede wszystkim są autentyczni pomimo komiksowej umowności. A to powoduje, że łatwiej zżywamy się z nimi.

Wszelkie wymiany zdań czytało mi się z wielką przyjemnością. Zwłaszcza przemyślenia głównej bohaterki i rozmowy z jej mentorem. Sporo w nich także humoru. Ostatnio mam wrażenie, że coraz mniej dzieł popkultury potrafi mnie czymś zaskoczyć lub rozbawić. A gdy już do tego dojdzie to co najwyżej uśmiecham się pod nosem lekko rechocząc w duchu. Tymczasem tutaj kilkukrotnie zdarzało mi się parsknąć śmiechem. Piękna sprawa.

Świetna jest również oprawa graficzna. Odpowiada za nią Janne Kukkonen, który przy okazji pełnił również rolę scenarzysty. Wizualnie mamy do czynienia z przyjemną, lekko infantylną kreską. Tła upstrzone są detalami zaś delikatnie karykaturalne postacie narysowano tak by ich wygląd nakreślał także ich osobowość. Z pewnością styl graficzny sprzyja sprawnemu chłonięciu komiksu. Co ciekawe rysunki Janne przypominały mi o pracach Evgeny Viitmana znanego choćby z serii gier Meteorfall.

Podsumowanie

Podsumowując Lilja Złodziejka Skarb Trzech Królów to świetny komiks. Lekko podaną, zwartą fabułę, która potrafi nieraz zaskoczyć uzupełniają rewelacyjnie napisane postacie i dialogi. Nie znajdziemy tu zbędnych wypełniaczy fabularnych. Zaś świat przedstawiony wydaje się większy niż to co mamy okazję zaobserwować na kartach komiksu. Do tego dochodzi przyjemna oprawa graficzna. Ostatecznie otrzymujemy dzieło, które w innym medium mogłoby się nie sprawdzić. Dla takich powieści obrazkowych warto czytać komiksu.

Za komiks do recenzji dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.

2 thoughts on “Lilja Złodziejka Skarb Trzech Królów – recenzja komiksu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *