JDM: Japanese Drift Master – recenzja PC

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Czy zastanawialiście się kiedyś, co by było gdyby Szybcy i Wściekli po premierze Tokio Drift pozostali w Japonii, ale głównym bohaterem nie był Shaun tylko… Tomek? Nawet jeśli nigdy nie zadawaliście sobie tego pytania, to warszawskie studio Gaming Factory S.A. i tak dostarcza na nie odpowiedzi!

JDM: Japanese Drift Master i nie tylko

JDM: Japanese Drift Master to samochodówka, w której jak nazwa sugeruje główną rolę gra jazda w kontrolowanym poślizgu po krętych jezdniach japońskiej prefektury. Nie brakuje również wyścigów równoległych i normalnej jazdy po torze, ale drift gra tutaj główne skrzypce i nadaje ton całej rozgrywce. Wręcz dwa dodatkowe rodzaje rywalizacji są dodane nieco na siłę.

Oprócz wyścigów po prostych bądź krętych drogach można sprawdzić się w rozwożeniu sushi na czas w jak najlepszym stylu oraz swobodnej jeździe bez celu.

Pan symulator czy causal?

Gra posiada dwa główne tryby rozgrywki. Może być symulacją albo zręcznościówką. Do tej pierwszej możliwości nie radzę podchodzić bez solidnego zestawu kierownicy. Niestety gamepad od Xboxa się nie nadaje do trybu symulacji, zwłaszcza gdy zechcemy jeździć nie tylko z manualną skrzynią, ale i symulowanym sprzęgłem.

Dużo przyjaźniejszy dla niedzielnego gracza jest tryb zręcznościowy. Samochód zachowuje się przyjaźniej, łatwiej wprowadzić go w poślizg i w tym poślizgu go kontrolować. Natomiast wciąż nie zalecam grania za pomocą klawiatury i pozostanie przy innym kontrolerze.

Oprócz wyboru trybu rozgrywki, w każdym z nich można włączyć szereg ułatwień typu kontrola trakcji, ABS czy choćby automatyczna skrzynia biegów.

Nie ukrywam, że jako weteran NFS Underground najwięcej czasu z JDM: Japanese Drift Master spędziłem w tryby arcadowym. Czerpiąc przyjemność z zamiatania bokiem krętych uliczek, kręcąc kolejne kombosy. Przy czym, żeby nie było tak kolorowo, to i nawet w najbardziej casualowym trybie jazdy można mieć problem z nabiciem odpowiedniej ilości punktów by wprowadzić pasażerkę auta w stan wyższej ekstazy!

Tak! Japanese Drift Master posiada fabułę!

Otóż niejaki Tomasz w czasie wyścigu doprowadza do wypadku na torze, co skutkuje jego dyskwalifikacją i zakazem startów. Chłopak poprzez motoryzacyjne sociale poznaje Hideo. Od słowa do słowa wsiada w samolot i ląduje po drugiej stronie globu w prefekturze Guntama. Poznaje tutejszą kulturę, światek motoryzacyjny i ludzi, którzy w to wszystko go wprowadzą i pomogą odnaleźć w nieznanym kraju. Następnie kupuje starego strupa i od podstaw buduje swoją wyścigową karierę. 

Fabuła choć nie jest specjalnie oryginalna, w oryginalny sposób jest podana. Wydarzenia dziejące się w tle gry poznajemy czytając mangę.

Japońskie klasyki razy 25

Oprócz pierwszego strupka wzorowanego na japońskich kanciakach z lat 80ych, w JDM można wsiąść za kółko 24 aut. W większości są to licencjonowane modele, wśród nich takie kultowe driftowozy jak Nissan Silvia S15 czy 350z. Znajdziemy kilka aut z napędem na cztery łapki i przednionapędowych. Wśród licencjonowanych wózków Mazdy, Nissana, Hondy czy Subaru znajdziemy też kilka aut bez licencji, ale z wyglądem, którego nie da się pomylić.

Każde auto już po wyjeździe z salonu zachowuje się inaczej. Jednakże kto powiedział, że należy jeździć serią? Opowieść o nielegalnych wyścigach nie byłaby kompletna, gdyby nie można było auta stuningować zarówno mechanicznie i wizualnie! Sakata prowadzi warsztat, gdzie zamontuje się większe turbo, mocniejsze hamulce czy bardziej wydajne nitro. Każdy parametr auta można też ustawić pod siebie i szukać idealnej konfiguracji. 

Nie każdy chce jeździć sleeperem: Wręcz w dobrym tonie jest zamontować szeroki bodykit i ogromny spoiler na tylnej klapie. Pod auto wsadzić kolorowe neony, pomalować auto na krzykliwe barwy a wydech wystrzelić na metr w górę.

Możliwości dostosowania auta pod siebie jest ogrom, choć wydaje mi się, że Undergroundy dawały większe pole do popisu.

JDM: Japanese Drift Master

Malowniczo! Ale pusto

Sama Guntama to dość spory, otwarty teren z jeziorem w centrum mapy. Z jednej strony miasto, z drugiej strony górskie serpentyny. A pomiędzy nimi mniejsza zabudowania, tereny zielone. Wszystko połączone autostradami albo krajówkami. Otoczenie jest naprawdę malownicze i jest na czym oko zawiesić, choć przy osiąganych prędkościach ciężko je podziwiać. Zdecydowanie brakuje mi w JDM trybu fotograficznego, gdzie można by uwiecznić dym spod kół w poślizgu. 

Natomiast imponuje wybór kamer. Na czele z robiącą niesamowite wrażenie szerokokątną, zawieszoną na tylną klapą.

JDM: Japanese Drift Master

Z głośnikiem na maxa!

Dźwiękowo JDM to również klasa. Piski opon to już klasyka, ale i każde auto brzmi nieco inaczej. Nie mam porównania do rzeczywistych modeli, ale wierzę, że ich dźwięk oddano odpowiednio.

Wielu pewno powie, że auto bez radia to nie radio. Zatem każdy z samochodów ma tutaj zainstalowane to urządzenie połączone z głośnikami. A co można usłyszeć z głośników? Stacji jest kilka, od hip hopu, przez synthwave i pop do rocka. Muzyka jest bardzo dobrze dobrana, dla każdego coś miłego! Bardzo fajnie się przemierza japońskie uliczki słuchając proponowanych przez grę utworów.

JDM: Japanese Drift Master

Co nie zagrało?

Otoczenie, choć ładne jest puste, choć po trasie spotka się NPCów w ich samochodach jest tego niezmiernie mało, dodatkowo jeżdżą oni jakby znaleźli prawo jazdy w paczce chipsów.

Bardzo słabo działa też GPS, który potrafi do miejsca 100 metrów za wydechem prowadzić na około przez kilometr, ale ważne, że cały czas do przodu, a nie zawracając.

Samochody są dobrze dopracowane, model ich jazdy również. Zabrakło modelu zniszczeń, i ogólnie kolizje są słabo rozwiązane. Nie ma szans wylecieć przez ogrodzenie Bogu ducha winnemu człowiekowi w ogródek. Jest po prostu nagłe wyhamowanie i rozmyty obraz. Gry wraca do normy jedziemy dalej. I choć dla fanów WRC przewidziano część dróg w szutrze, to pobocza nijak zwiedzić się nie da.

JDM: Japanese Drift Master

Touma? Jedziemy?!

JDM: Japanese Drift Master to przyjemna gra, wciąż do tego rozwijana! Na obecnym etapie spędziłem z nią kilka bardzo przyjemnych godzin zamiatając asfalt ogonem i z przyjemnością odpalam kolejne driftingowe wyzwania. Do ideału brakuje jej sporo, ale w obecnej chwili nie ma chyba lepszej gry, która czuje klimat japońskich driftów lepiej.  

Plusy

  • Klimat
  • Oprawa graficzna
  • Ścieżka dźwiękowa
  • Możliwość dostosowania realizmu pod siebie
  • Duży teren do objeżdżenia
  • Czucie pojazdu
  • Możliwości konfiguracji auta
  • Oryginalnie podana fabuła

Minusy

  • Brak uszkodzeń auta i możliwości wypadnięcia z trasy
  • Praca nawigacji
  • Aktywności inne niż drift potraktowane po macoszemu
  • Pusta mapa
  • Zachowanie NPC

za kod recenzencki dziękujemy better.gaming agency

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *