INKULINATI

Inkulinati – recenzja Nintendo Switch

INKULINATI

Inkulinati – Piórem i Tuszem

Eh! Kiedyś to było! Do doskonałej zabawy wystarczył tylko kawałek pergaminu i pióro!
Z takiego chyba założenia wyszli developerzy ze stołecznego studia Yaza Games, tworząc Inkulinati: Strategiczną grę rozgrywaną właśnie na pergaminie rozłożonym na stole bądź środku trawnika.

Gracz wciela się w adepta, aspirującego do miana mistrza Inkulinati. By zdobyć ten tytuł, a także uratować z łap śmierci swojego mentora, musi pokonać w walce na żywy atrament szereg Inkulinati w randze mistrzowskiej, a na samym końcu nawet ową śmierć.

Na gracza czeka kilka opowieści pełnych wyzwań, a na końcu każdej z nich swoisty boss, czyli mistrz Inkulinati.

Od zera do bohatera

Założenia Inkulinati są proste, naturalnie od nauki podstaw do osiągnięcia mistrzostwa jest daleka droga. Gra podzielona jest na samouczek, opowieść główną oraz pojedyncze walki.
Na początku każdej z walk na pergaminie, który może być podzielony na kilka pięter, pojawiają się Tyci Inkulinati. Czyli graficzne odpowiedniki “graczy” rysujących po polu walki. Posiadają oni szereg umiejętności niedostępny pozostałym stworom, a gdy któryś zginie walka kończy się przegraną.

INKULINATI

Pacnij go palcem!

Rozgrywka podzielona jest na dwie części: W pierwszej rysujemy na planszy bestie, które będą dla nas walczyć, w drugiej części na przemian z przeciwnikiem wykonuje się akcje takie jak ruch bestii czy atak na wroga. Bestii jest kilka rodzajów, każda z nich ma inny pakiet umiejętności. Inny zasięg ruchu, siłę broni oraz umiejętności specjalne. Od słabego, choć mobilnego psa z mieczem po.. ślimaka, który nie poruszy się za daleko, ale połknie “na raz” każdego przeciwnika. Niektóre ze stworzeń mają dość dziwną paletę umiejętności, co dodaje humoru i kolorytu zabawie.

W czasie trwania walki bestie można dorysowywać, choć maksymalnie na planszy może znajdować się pięć jednostek gracza. Do rysowania potrzebny jest atrament, który można uzupełniać pokonując przeciwników, bądź zajmując do końca rozdziału (czyli tutejszej tury) plamy atramentu rozlane po pergaminie. Naturalnie również im silniejsza bestia tym droższa jest w narysowaniu. Dodatkowo im częściej korzystamy z danej jednostki, tym bardziej się nudzimy jej rysowaniem i w kolejnych walkach jej koszt będzie wyższy. Trzeba więc rozsądnie lawirować i wybierać stworzenia do walki.

Pergaminowe szachy

Sama walka to znany z wielu strategii turowych system. Ruch i akcja, oraz dalszy sprint, który nie pozwoli już wykonać żadnej akcji. Oprócz stworów przeciwnika spotkać można różnej maści przeszkody terenowe, które należy zniszczyć, i przy okazji uważnie spoglądać czy nie niszczymy czegoś co wybuchnie i rani także nas. Spotkać też można pola przez które przejść można, ale zatrzymywać się nań nie powinno, bo po każdej turze unicestwiają one stojącą tam postać. Ale jakby tam wepchnąć przeciwnika…

Główkowania jest bardzo dużo, od wyboru odpowiedniej partii bestii, przez odpowiednie ich rozmieszczenie po planszy, aż po samą rozgrywkę. Nie wiedzieć czemu Inkulinati skojarzyło się z Wormsami: Choć to zupełnie inna stylistyka, a jedyne co łączy te dwie gry to widok od boku i gra w turach pojedynczymi stworkami.

INKULINATI

Jak ze średniowiecznych ksiąg

Graficznie jest… Specyficznie, rysowane na rozwijanym pergaminie, stylizowane na średniowieczne ryciny postacie. Osobiście uważam, że nie jest to ładna oprawa. Przeważają wyblakłe brązy i sprane kolory, jest dość smutno, a animacje są bardzo biedne. Ale jak najbardziej wszystko jest zachowane w konwencji, której Inkulinati się trzyma.

Produkcja Warszawiaków to bardzo fajny kawałek kodu, który potrafi wciągnąć na długie godziny. Grając odczuwałem syndrom “jeszcze jednej tury”, a niepowodzenia tylko potęgowały chęć poprawy zamiast frustracji. W wersji na Nintendo Switch jedyne czego mi zabrakło to możliwość obsługi gry poprzez ekran dotykowy – zdecydowanie usprawniło by to rozgrywkę. Jeśli lubicie turowe łamigłówki to polecam!

Plusy

  • Oryginalna oprawa
  • Ciekawa, wciągająca rozgrywka
  • Sporo pozytywnego główkowania

Minusy

  • Oprawa choć ciekawa, to brzydka
  • Brak możliwości sterowania dotykowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *