Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Lunatycy to komiks oparty na motywach powieści Jerzego Żuławskiego Na Srebrnym Globie. Tworzenie komiksów na motywach czegoś jest często zajęciem mocno karkołomnym, bo efekt może wahać się od arcydzieła do streszczenia lektury szkolnej. W przypadku Lunatyków w grę wchodzi jeszcze wątek osobisty. Jako dzieciak odkryłem na strychu u babci stare wydanie powieści z genialnymi ilustracjami Stefana Żechowskiego i ukradkiem je po trochu podczytywałem. Koszmary, które po tym miałem na pewno w jakimś stopniu mnie ukształtowały.Tym większa ciekawość jak twórcom, Adamowi Fydzie i Markowi Ospalskiemu wyszło zmierzenie się z fantastyką sprzed 120 lat.

Lunatycy: Exodus nasz księżycowy
Skoro Lunatycy to adaptacja powieści to najpierw przyjrzyjmy się książce. Na Srebrnym Globie uznawana jest za pierwszą polską powieść fantastyczno-naukową a jej autor za prekursora tego gatunku nad Wisłą. Wprawdzie takie wątki pojawiały się już w prozie XIX wiecznej, ale Na Srebrnym Globie na tym tle to utwór szczególny.
Zacznijmy od tego, że autor raczej wcale pisarzem fantastyki nie chciał być. Wątek podróży na Księżyc był pretekstem do rozważań na temat nowego Genezis, powstania ludzkości, tworzenia się mitu i konstatacji, że to wszystko w sumie nie ma większego sensu. Żuławskiego nie interesowało pokazywanie nauki ścisłej, chciał stworzyć powieść filozoficzną. Nie koncentrował się na detalach technicznych, więc opisując wyprawę poszedł dokładnym śladem książek Verne’a.
W tych czasach na Księżyc podróżowało się, dając się wystrzelić w pocisku z ogromnego działa. Potem trzeba było tylko przeżyć bezwładny upadek na powierzchnię, chociaż tutaj Źuławski dodał od siebie ochronne rusztowanie mające złagodzić siłę uderzenia. Była to więc podróż straceńcza, tylko w jedną stronę. Piątka bohaterów po wylądowaniu ma wyruszyć na drugą stronę naszego satelity, gdzie rzekomo mają panować warunki do życia. Nie ma łączności radiowej, natomiast losy ekspedycji poznajemy dzięki zapiskom znalezionym w kuli wystrzelonej po 50 latach przez jednego z członków wyprawy.
Jeśli chodzi o podstawową fabułę to w komiksie nie ma dużych zmian w stosunku do książki. Akcja rozgrywa się w alternatywnym 1913 roku (u Żuławskiego były to okolice roku 2000). Twórcy komiksu zdecydowali się na emancypację postaci Marty, jedynej kobiety w składzie wyprawy, zmieniając jej rolę w ekspedycji z towarzyszącej żony na biolożkę. Pomaga to współczesnemu czytelnikowi lepiej odnaleźć się we wzajemnych relacjach bohaterów.

Młodopolska fantastyka naukowa
Motyw przejścia przez pozbawioną powietrza, skalną pustynię, łańcuchy górskie jest w książce opisany z młodopolską egzaltacją i przesadą. Ekspedycja cierpi katusze, zarówno od ekstremalnego zimna jak i upału księżycowego dnia. Książka pełna jest wzruszeń i emocji. Ponury krajobraz księżycowy budzi straszne skojarzenia: “Najwyższy szczyt na północy, wprost przed nami. Ma pewnie jakie tysiąc dwieście metrów. Tak to wszystko strasznie wygląda. Teatr dla olbrzymów, dla potwornych kościotrupich olbrzymów. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby te stoki zasnuły się nagle tłumem ogromnych kościotrupów, z wolna w świetle Ziemi idących i zajmujących miejsca widzów. Olbrzymie czaszki tych, którzy by zasiedli najwyżej, bieliłyby się na tle czarnego nieba, wśród gwiazd. Zdaje mi się, że to wszystko widzę. Kościotrupy gigantów siedzą i tak mówią do siebie: „Która godzina? Jest już północ; Ziemia, nasz wielki i jasny zegar, stoi w pełni na niebie — pora zaczynać”. — A potem do nas: „Pora zaczynać, umierajcie zatem; patrzymy…”.

W komiksie ten motyw poruszania się w mroku został przemyślnie wykorzystany do pchnięcia fabuły w stronę wręcz lovecraftowską. Na uznanie zasługuje to, jak do tematu podeszli autorzy komiksu. Udało się im mnie zaskoczyć, dopisać nową treść do starej historii. To zajęcie karkołomne, bo inspirowane tekstem sprzed 120 lat. Autorzy całkiem zgrabnie zaadaptowali metafizyczny wymiar wędrówki przez skalne piekło jasnej strony Księżyca. Dopisali własne treści zręcznie wkomponowane w fabułę książki. Pokazali klaustrofobiczne doznania bohaterów zamkniętych w stalowym pocisku, przemierzających labirynty księżycowych skał i jednocześnie własnej psychiki. I dodali zakończenie, które zaskakuje, burzy powieściowy świat, jednocześnie do niego nawiązując. I jak dla mnie dobrze wpisuje się w konwencję tej opowieści, nie rozczarowuje.

Na Mare Imbrium, 9° zach. dł., 37° pn. szer. księż.
Dodatkowym problemem z adaptacją może być to, że obecnie wiemy jak ta powierzchnia Księżyca wygląda naprawdę (nie ma takich szczytów, grani, widoków jak te opisane w książce). Mimo tego rysunki księżycowych krajobrazów tworzą odpowiedni klimat (są odpowiednio mroczne i ponure). Jednocześnie mam wrażenie, że Adam Fyda zgrabnie uniknął pułapki w którą wpadł Jerzy Żuławski opisując dalekie, księżycowe szczyty i wzniesienia. Z uwagi na rozmiary Księżyca i brak atmosfery widok w zasięgu wzroku będzie mniejszy niż na Ziemi, więc o dalekim horyzoncie można zapomnieć. Nie wiem na ile rysunki były inspirowane faktycznymi zdjęciami z powierzchni (Apollo XV lądował w tamtej okolicy), ale wygląda to i realistycznie i klimatycznie, tak więc brawo dla rysownika. Większa panorama księżycowa jest ukazywana poprzez widok z góry, z perspektywy lotu, więc też realistycznie. Kadrowanie umiejętnie łączy widoki księżycowe z doznaniami bohaterów. Aczkolwiek do fabuły lepiej chyba pasowałyby rysunki mniej realistyczne, z większą dozą abstrakcji i surrealizmu (McKean? 😉 ). Nie mogę jednak czynić artyście zarzutu z tego, że ma taki, a nie inny sposób rysowania.

Jestem bardzo ciekaw jak album Lunatycy odbierze osoba nie znająca twórczości Żuławskiego. Dla mnie, który się wychował na jego prozie to bardzo udany komentarz do jego dzieła. Warto było znowu wrócić na Srebrny Glob.
Za udostępnienie egzemplarza dziękuję ekstraordynaryjnie wydawnictwu Timof Comics
(Wszystkie cytaty z Jerzy Żuławski, Na Srebrnym Globie)
