Rycerze Heliopolis Taurus

Rycerze Heliopolis – 04 – Citrinitas, faza żółcienia – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

Alejandro Jodorowsky to twórca, który chadza własnymi ścieżkami, umyślnie wybierając te, które są zwykle mniej uczęszczane. „Rycerze Heliopolis” to tytuł, który z każdego możliwego miejsca woła, a wręcz wrzeszczy nazwisko swojego twórcy. Jest to komiks tak samo odstający od utartych szlaków jak choćby „Kasta Metabaronów„. Jest to dzieło ciężkostrawne, intrygujące, hipnotyzujące i kłopotliwe dla czytelnika na równi z „Rycerzami Helipolis„. Bo który inny twórca pozwoliłby sobie na mieszaninę przybyszów z kosmosu, alchemii i androgenicznych postaci i podlewać to sosem z historii wielkich rodów Francji oraz zagadką Kuby rozpruwacza? A wszystko kręci się wokół problemów z seksem.

Rycerze Heliopolis Taurus

Rycerze Heliopolis i wielka armia różnych znaków

Opowieść porusza się po wielu warstwach kluczami do jej zrozumienia są symbolika i emocje, które wywołuje. Dialogi i zachowania postaci bywają przesadnie teatralne, a przemiany i transformacje godne awangardy. Brzmi to bardzo znajomo. Jeden z jego najgłośniejszych tytułów Jodorowsky’ego to „Kasta Metabaronów” opowiadająca o losach dynastii tytułowych kosmicznych wojowników. Nie brak tam rodzinnych dram i intryg. I bardzo łatwo przyłożyć to do „Rycerzy Heliopolis„. Tu również mamy rodzinę, która porusza się może na mniejszym obszarze – bo zamiast kosmosu przybywają na Ziemię. „Citrinitas – faza żółcienia” to ostatni tom czteroksięgu, a jednocześnie finałowa faza pełnego alchemicznego rytuału. Jak to na finał przystało – dowiadujemy się o prawdziwym celu powstania Rycerzy – stowarzyszenia, które miało ocalić ludzkość, choć prawdziwe intencje stojące za jego utworzeniem są nieco inne. Rycerze za pomocą alchemicznych rytuałów mogą przedłużać swoje życia i dysponują umiejętnościami graniczącymi z magią.

W całość Jodo miesza jeszcze alchemiczne wzory, stąd sporo jest tu o transformowaniu i przeobrażaniu. Rodzinna drama, która tu gra pierwsze skrzypce polega tu na swarach ojca z córką, która to okazuje się być kluczem w wyjaśnieniu zagadki Kuby Rozpruwacza. To jednak szybko okazuje się być jedynie zasłoną dymną, do znacznie bardziej kosmicznego dzieła.

Rycerze Heliopolis Taurus

Jodorowsky pełną gębą

Alejandro Jodorowsky to twórca wyrazisty i dość specyficzny. Każdy, kto bierze w rękę jego dzieło musi liczyć się z tym, co go spotka. Sarkazm, teatralność, czasem brak logiki, szok i spontaniczność. Jeśli się tego nie spodziewałeś, to nawet mi Cię, drogi czytelniku nie żal. Jodo żeruje na takich nieświadomych czytelnikach i bawi się nimi. Choć zapewne przesadzam, to jednak enigmatyczność, szok, zachwiania logiki i standardów fabuły oraz ta wspomniana teatralność jest również elementem, który będzie chłostał po oczach nieprzygotowanego czytelnika.

Cudowne widoczki

Olbrzymią zaletą Rycerzy Heliopolis jest kreska. Jérémy Petiqueux odpowiedzialny za warstwę wizualną wchodzi tu na wyżyny swojego kunsztu. Wszystko jest jasne, wyraźne, barwne i tak doskonale oddające ten dziwny klimat roztaczany przez opowieść Jodorowsky’ego, że rzecz jest godna uwagi choćby dla samych obrazów, tak mocno radujących oczy. Daje to niewątpliwie wyjątkowy efekt i widać talent, który w połączeniu ze scenariuszem Jodo, tworzy mieszankę iście wybuchową. Jest to zresztą kolejny poziom, na którym można porównać „Rycerzy” do wspomnianej „Kasty Metabaronów„. Tam komiks był również okraszony niesamowitym talentem rysowniczym. Wszak to talent Gimeneza sprawił, że uniwersum Metabaronów przykuwało uwagę a potem rozrosło się do wielu tytułów.

Rycerze Helipolis” nie wychodzą poza schemat, w którym tak sprawnie porusza się Alejandro Jodorowsky. Nie będę ukrywać, że jest to pozycja dość ciężkostrawna i niełatwa w odbiorze, ale na pewno nie pozostawiająca czytelnika obojętnym. Jodorowsky wyciąga nas ze strefy komfortu, tarmosi i zostawia byśmy analizowali poczynania bohaterów. Abyśmy utknęli w domysłach o tym, co czują i chcą powiedzieć. Niektórzy to lubią. Tym, którym to poruszanie się po metaprzekazach nie pasuje, zawsze zostaje piękna kreska Jérémy Petiqueux. W obu podejściach „Rycerze Heliopolis” potrafią ukontentować odbiorcę.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Taurus Media

Rycerze Heliopolis Taurus

Warto zerknąć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *