Mapa Morderstw – recenzja książki

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Mapa Morderstw – czyli palcem po mapie… Zbrodni

Niewiele rzeczy sprawiało wiktoriańskiej publiczności większą przyjemność niż dobra historia o morderstwie:
To zdanie otwierające jeden z pierwszych rozdziałów książki Drew Graya nie straciło na przestrzeni dekad nic ze swej aktualności.

Morderstwo, Morderstwa, Morderstwu, Morderstwo

Jeśli przyjrzymy się wynikom sprzedaży i rankingom popularności, niezmiennie od lat królują w nich historie kryminalne. A te będące w całości wytworem wyobraźni autorów coraz częściej ustępują tym inspirowanym prawdziwymi wydarzeniami lub wręcz opisującym je w formie reportażowej. Od zawsze lubimy się bać i od zawsze fascynuje nas zło. A zło realne, mieszkające za ścianą, wydaje się tym bardziej frapujące, że zasiewa ziarno niepokoju, które zostaje w nas dłużej niż najlepsza nawet opowieść o nawiedzonym domu.

Można się oczywiście spierać, na ile etyczne jest przerabianie prawdziwej ludzkiej tragedii, historii ofiar i ich rodzin, na sztukę pop. Można, a nawet trzeba, dyskutować o tym, czy uwodzicielski disneyowski idol, obsadzony w roli Teda Bundy’ego, sprawcy kilkudziesięciu potwornych zbrodni, to jeszcze swoboda artystyczna, czy już celowy zabieg, zalatujący cyniczną próbą uczynienia z przestępcy nowego idola.

Warto pochylić się nad powodami, dla których Ryan Green, chociażby w swoim reportażu na temat Gertrude Baniszewski tak bardzo zagalopował się w drobiazgowość opisów tortur, że z interesującej skądinąd historii uczynił opowieść nie tylko niestrawną, ale wręcz obraźliwą dla ofiar. Rzućmy okiem na powieści Maxa Czornyja, podumajmy nad serią Potwory Ryana Murphy’ego. Listy bestsellerów i topki streamingów czerwienieją na potęgę. I to się raczej nie zmieni. Tak długo, jak czytelnicy i widzowie będą sięgać po historie o morderstwach i mordercach, tak długo twórcy będą żonglować coraz śmielszymi zabiegami stylistycznymi, nierzadko balansując na granicy przyzwoitości i dobrego smaku.

Mapa morderstw

Z morderstwem, o morderstwie

Przyjemnym wyjątkiem na tle innych publikacji z popularnego nurtu true crime jest książka dra Drew Graya: Mapa morderstw. Powrót na miejsce zbrodni. Autor jest wykładowcą na Uniwersytecie Northampton, specjalizującym się w historii i kryminologii, szczególnie w XVIII i XIX wieku. Odwalił kawał dobrej roboty, żeby opowiedzieć czytelnikom nie tylko historie kryminalne sprzed lat, ale także szeroki kontekst historyczny i kryminologiczny.

W Mapie morderstw Gray sięga do kilkudziesięciu spraw kryminalnych z lat 1811-1911. W krótkich rozdziałach przybliża przypadki zbrodni, które 200 lat temu oburzały, ale też fascynowały opinię publiczną. Wg autora narodziny nurtu true crime możemy datować na koniec lat 20. XIX wieku, kiedy po raz pierwszy sprawy kryminalne zaczęły wychodzić z komisariatów i sal sądowych wprost na łamy gazet, które relacjonowały zbrodnicze zdarzenia z godną lepszej sprawy drobiazgowością. Wtedy też zaczęto naprędce tworzyć sztuki teatralne, które prezentowano na placach i w zaułkach ku uciesze szczególnie mniej wykształconej publiczności. To właśnie z tych krwawych teatrzyków wielu czerpało najświeższe informacje o tym, co dzieje się wokół nich. Popularnym przejawem kryminalnej twórczości były też pisane i śpiewane przez wędrownych bardów piosenki, które zyskały popularność także w Polsce. Wystarczy przypomnieć sprawę łódzkiej dzieciobójczyni Marii Zajdel czy słynną O jednej Wiśniewskiej Jaremy Stępowskiego. I choć piosenki budziły słuszną odrazę, nie sposób było przestać ich słuchać.

Gray pisze też o pierwszych przypadkach, gdy fascynacja zbrodnią i sprawcą zaczęła owocować chęcią posiadania pamiątek. Stąd już tylko krok do sprzedaży pocztówek z miejsca zbrodni, figurek uosabiających ofiary, a nawet fragmentów sznura, na którym został stracony sprawca. Rynek murderabiliów, czyli gadżetów i pamiątek związanych z miejscem zbrodni, sprawcą i ofiarą nie jest bynajmniej współczesnym wynalazkiem.

Mapa morderstw

Morderstwo!

Spora część książki poświęcona jest początkom kryminologii. Wiele ze spraw opisanych przez autora zostało rozwiązanych dzięki nowatorskim technikom daktyloskopijnym czy toksykologicznym. Które, raczkujące w XIX wieku, stały się fundamentem współczesnych działań śledczych. Niezwykle ciekawie jest skonfrontować dzisiejszą wiedzę o metodach pracy policji (nawet jeśli znamy głównie posypaną brokatem i efektami komputerowymi wersję z seriali typu C.S.I.) z tym, co opisuje Gray.

Nie sposób pominąć milczeniem także bardzo interesującej szaty graficznej. Książkę bogato zilustrowano zdjęciami z miejsc zbrodni, ale także ilustracjami z publikacji prasowych poświęconych poszczególnym zdarzeniom. Całość została uzupełniona mapkami z oznaczeniami kluczowych miejsc i bogatą bibliografią. 

Mapa morderstw to pozycja obowiązkowa dla każdego sympatyka true crime. Choć nie wyczerpuje tematu, pozwala na wiele wątków spojrzeć w nieco innej, szerszej perspektywy.

Za egzemplarz recenzencki książki dziękujemy wydawnictwu Shock Books

Mapa morderstw

Polecamy do lektury


1 thought on “Mapa Morderstw – recenzja książki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *