czasem

Czasem – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Spośród wielu przygód Kaczora Donalda jedna utknęła mi w głowie dość mocno. Otóż Diodak po rozmowie ze sponiewieranym przez pracę dla Sknerusa Donaldem wymyśla dla niego pokój odpoczynku, w którym można sobie odpocząć, a dla świata zewnętrznego czas się zatrzymuje. Kiedy Donald się zregeneruje wraca do pracy, a stary Sknerus nawet nie wie, że jego siostrzeniec właśnie odbył godzinną drzemkę. Kiedy w końcu się orientuje postanawia pomysł spieniężyć, wpuszczając do pokoju zbyt wielu ludzi, co nie kończy się dobrze dla nikogo.

Ten pusty pokój to mój świat

Co by się stało, gdyby jednak Donaldowi udało się ukryć ten pokój tylko dla siebie?
Pewną odpowiedź na to pytanie stanowić może opowieść Czasem, autorstwa Grzegorza Janusza z ilustracjami Marcina Podolca

Początek roku, zimny styczeń. Adam wraz z żoną przeprowadzają się do nowego domu. Żeby nie musieć wychodzić na papierosa przed dom, Adam korzysta z małej kanciapy, której drzwi wydają się na tyle szczelne, że nie przepuszczą dymu na pokoje. Po wyjściu z dymka powtarza żonie pytanie o czas do obiadu, zadane przed wejściem. Zdziwiony słyszy tę samą odpowiedź co przed kwadransem. Niedługo później potwierdza, że siedząc wewnątrz kanciapy faktycznie czas poza nią się zatrzymuje! W to tylko Adamowi graj! Żonie mówi, że w pomieszczeniu urządza sobie siłownię. I ucieka doń gdy tylko może, wręcz pakuje się jak na wakacje. Początkowo stanowi tylko chwilę wytchnienia, ale im dłużej spogląda w otchłań, tym bardziej otchłań spogląda w niego. Nie potrafi poradzić sobie już na zewnątrz, a każde wyjście staje się traumą…

czasem

Przekleństwo czy zbawienie?

Czasem opowiada o wydarzeniach dziejących się w ciągu roku, ale ile czasu minęło dla Adama? Tego nie nikt nie jest w stanie wiedzieć. Jedyne co obserwujemy to jego przemiany, zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne. Choć znając tajemnicę kanciapy nie jesteśmy tak zaskoczeni jego jego żona, kiedy to kochany mężczyzna, w oku mgnienia tyje i zarasta. 

Sama kanciapa staje się dla bohatera z ukojenia przekleństwem. Każda konieczność wyjścia poza nią to trauma, z którą zmaga się niemal jakby miał wejść w ruiny reaktora czarnobylskiej elektrowni. Z ucieczki stała się więzieniem.

Czy kanciapa z albumu to alegoria? Czego? Tu chyba każdy czytelnik znajdzie swoje własne odpowiedzi, w końcu każdy z nas czasem chciałby uciec w pozornie bezpieczne miejsce i przeczekać. Ale taka ucieczka może przynieść niekiedy większą zgubę niż wyjście ze swojej strefy komfortu i lęków.

czasem

Czarna kreska, twarda oprawa, ciężka głowa

Aktualne wydanie komiksu Janusza i Podolca to reedycja wydanego w 2011 roku albumu, który zyskał tytuł polskiego albumu roku na 23 łódzkim festiwalu komiksu. Oprawione w grubą, twardą okładkę robi bardzo dobre już pierwsze wrażenie. A po otwarciu jest tylko lepiej! Przynajmniej pod względem estetycznym. Bo treść jest już gorzka. Przymusza czytelnika do refleksji w tematach bardzo egzystencjalnych, i pozostawia po sobie solidny ból głowy.

Czasem wchłonąłem dość szybko, nie jest to gruby album. Ale każde przewrócenie kartki to wywrócenie kolejnej klepki do góry nogami. A wrażenie po lekturze zostaje na długo po zamknięciu ostatniej strony. Tematyka nie jest łatwa, choć fabuła wywiązuje się z myśli, które każdy chyba kiedyś przechodził. Mieć swoje bezpieczne miejsce, swój kąt do którego nikt inny nie ma wstępu. 

Kreska, oraz jej czerń, w której album jest podany tylko potęgują wrażenie beznadziejności wydarzeń. To zdecydowanie nie jest Podolec satyryczny, którego znamy z Sezonu spadających gwiazd. Realizm jest bardzo umowny, ale dosłowny!

Jeśli tylko chcesz spróbować wejść w zawiłe meandry ludzkiego umysłu, znużonego i zmęczonego życiem. Ciekawym co kryje się za zamkniętymi drzwiami, Czasem jest dla ciebie, ale uważaj, to nie jest lekkostrawna lektura!

czasem

za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *