Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Śmierć nie wykonująca swoich obowiązków to motyw dość znany i wykorzystywany przez wielkie nazwiska w literaturze, filmie czy komiksie. Terry Pratchett, Neil Gaiman, Ingmar Bergman choćby. Oni sięgali po kostuchę, która miga się lub z jakichś powodów nie może wykonywać swoich obowiązków, co miewa większe lub mniejsze konsekwencje dla świata i kosmosu. Wiele śmierci Laili Starr wpisuje się w ten motyw dość dobrze, choć nie unika kilku wygibasów i skrętów, dzięki czemu wyróżnia się na tle innych tego typu dzieł. W komiksie Rama V występuje bowiem hinduski panteon, a sama śmierć zostaje bezceremonialnie wywalona z pracy w ramach korporacyjnych cięć. Idzie bowiem nowe. Pewnemu człowiekowi, który ma się niebawem narodzić, pisane jest, że wynajdzie sposób na nieśmiertelność. Z tego oto powodu zapotrzebowanie na usługi ponurego żniwiarza spada.

Bohaterka z początku próbuje coś temu zaradzić i po reinkarnacji w ciele tytułowej Laili Starr stara się zrobić to, co zna i potrafi – odebrać życie gówniarzowi, przez którego straciła wszystko to, co miała. Okazuje się jednak, że sprawa nie jest taka prosta. Bóstwa nie ograniczały moralność czy wyrzuty sumienia. Zabicie noworodka, gdy jest się już człowiekiem, a nie ponurym żniwiarzem jest czymś zupełnie innym. Ostatecznie Laila (śmierć) sama kończy w trumnie, a powód jej bezrobocia rośnie i zmierza w kierunku nieodwracalnego wynalazku.
Laila powraca do życia reinkarnowana przy udziale znajomych bóstw i dzięki koleżeńskiej pomocy ma szanse nie tylko podejmować dalsze próby konfrontacji z wynalazcą nieśmiertelności na różnych etapach jego dorastania. Ma również okazje zaznać życia człowieczego i pokorzystać z jego uciech. Jednak problem cały czas w niej siedzi. Podczas epizodów, w których ma okazję spotkać się z tym człowiekiem, uczy się razem z nim wielu rzeczy na temat śmiertelności. Śmierć bowiem otacza ludzkie życie i jest jego elementem. Bóstwo dorasta wraz z młodzieńcem i gdy ten traci bliskie sobie osoby, przechodzi przez etapy zaprzeczania, gniewu, niezrozumienia i wreszcie akceptacji. Kostucha w ciele Laili Starr przechodzi podobne kroki, ucząc się akceptować naturalny stan rzeczy.

Ta podróż jest niesamowicie refleksyjna i głęboko wchodząca pod skórę. Choć sam komiks nie ustrzegł się kilku nieścisłości lub braków. Na pewno znajdą się osoby zadające sobie pytanie o to, w jaki sposób ludzie nadal umierają, skoro bogini śmierci została wysłana na zieloną trawkę? Choć na szczęście na pewno znajdą się inni, którzy porwani opowieścią nawet tego nie zauważą. Mnie trochę zabrakło puenty i jakichś widocznych konsekwencji wynikających z założeń fabularnych. Z jednej strony bóstwa są wszechwładne i w ramach swoich kompetencji mogą przywracać Lailę do życia. Z drugiej strony śmierć, zamknięta w ciele Laili Starr przeistacza się w pełnowymiarową śmiertelniczkę, korzystając z uciech i doświadczając znojów bycia człowiekiem. Ale kto, co i jak wykonuje jej zadania? Skoro śmierci nie ma na stołku, to jakim cudem ludzie wciąż odchodzą? Tutaj kostucha jest do zredukowana do roli bezsilnego obserwatora, który przez samo ujawnianie się wpływa na wydarzenia, choć trochę bezwiednie. Może się czepiam, bo to oczywiście nie ma wpływu na fabułę. Od samego początku wiadomo jest, że opowieść nie ma na celu pokazywania zaburzenia naturalnego stanu rzeczy i przedstawienia chaosu z tym związanego. Tu nikt nikogo nie zmusza do zrozumienia i przyjęcia panującego porządku. To opowieść o pogodzeniu się z tym porządkiem, ale z własnej woli ukształtowanej przez poznanie i doświadczenie. Laila jawi się również tym szczęśliwcem, który doznając kolejnych reinkarnacji ma okazję zaabsorbować doświadczenia z wielu żywotów.
To komiks który przeleżał u mnie na półce czekając na swój moment. Ten nadszedł całkiem niedawno. Sytuacje rodzinne moje i przyjaciół skłoniły mnie do refleksji na temat przemijania. Komiks Wiele śmierci Laili Starr doskonale się do tego nadał. Mamy tu bowiem próbę ogarnięcia konceptu śmiertelności i ukazania pobudek, które mu towarzyszą oraz reakcji w zetknięciu ze śmiercią. Ciekawa jest również próba rzucenia okiem na tą drugą stronę. Komiks pokazuje, że tak jak ludzie nie potrafią zrozumieć śmierci, choć z nią się godzą, tak samo bóstwo nie do końca pojmuje ludzkie pobudki i chęć pokonania swojej śmiertelności. Dopiero przemieszczenie się pomiędzy płaszczyznami, możliwość wielokrotnego doświadczenia konceptu z pozycji drugiej strony pozwala otworzyć oczy i wyjaśnić sobie potrzebę naturalnego cyklu i konieczności jego zachowania, co, jak pokazuje sam komiks, nie jest zadaniem łatwym nawet dla panteonu. Te egzystencjonalne nuty wybrzmiewają na każdej stronie, kadrze czy dymku tego komiksu. Wiele śmierci Laili Starr to tytuł nieco krnąbrny, pokazuje bowiem jak wiele śmierć, a zatem i panteon może się nauczyć również od nas. I, co najważniejsze, pokazuje również starą prawdę. Klucze do nieśmiertelności wszyscy mamy w swoich dłoniach. Rozwiązanie tego problemu znane jest od zamierzchłych czasów. Pisali o tym poeci, literaci i filozofowie. Teraz przypomina o tym Ram V. Ze swoim urokiem i niespieszną mocą. Wiele śmierci Laili Starr to mocna pozycja, nastrojowa, trochę przegadana (to nie zarzut), która spokojnie spływa swoim trochę nieoczywistym torem. To wspaniały tytuł, który na pewno będzie rezonował w czytelniku, zachęcając do ponownej lektury.
Komiks ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Mucha Comics.

