Norymberga Russel Crowe

Norymberga – recenzja filmu

W kinach jeszcze można obejrzeć film Jamesa Vanderbilta Norymberga. Warto się na niego wybrać, choć niebawem zasili platformy streamingowe i proces zbrodniarzy hitlerowskich trafi pod strzechy. To – w zamierzeniach ambitne – dzieło wziętego scenarzysty i producenta filmów w większości rozrywkowych (Zodiak, Świat w płomieniach, Krzyk 6, Zabójczy rejs) ma bowiem w sobie wszystkie elementy kina blockbusterowego z najsilniejszą kartą w rękach: solidną obsadą. A tę oglądać na dużym ekranie to sama przyjemność. Nawet jeśli film trąci łopatą i historycznymi uproszczeniami. Ale nie o historię w tym filmie chodzi. 

Norymberga – narcyzi są wśród nas

Jeśli ktoś rzucałby uwagi pokroju: „O, nie! kolejny film o holocauście!” lub: „Po co oglądać film o procesie norymberskim z 1946 roku?”, to mam propozycję: zapomnijmy o tym, że to film o wydarzeniach sprzed 80 lat. Przyjrzyjmy się dzisiejszemu światu.

Świat właśnie doświadcza amerykańskiego spektaklu, kiedy prezydent jednego kraju wysyła wojsko – bez zgody rządu – na teren drugiego kraju, z którym nie jest w stanie wojny. Porywa głowę tego Państwa. Ponadto, wszem i wobec ogłasza, że nie interesuje go prawo międzynarodowe, bo on sam stanowi prawo. I wygraża innym Państwom – w tym sojusznikom – że odbierze im ich tereny. Psychologowie stwierdzają: narcyz. 

Albo to: były minister sprawiedliwości pewnego kraju – widząc zbliżające się zarzuty prokuratorskie pod swoim adresem – ucieka do innego państwa, z którego korespondencyjnie oskarża wymiar sprawiedliwości o bolszewizm, o metody stalinowskie, etc., etc.,jednocześnie samemu – pomimo faktów i przedstawianych, także przez prasę, dowodów – nie przyznając się do zarzucanych mu czynów. Korzysta z mediów (także społecznościowych), by ocieplać swój wizerunek. 

Przykładów można, naturalnie, mnożyć. Te dwa, jednakże, wystarczą. Wróćmy do filmu. 

Norymberga: Filmowa odsłona 2025

Jednym z największych zmartwień zwycięzców II wojny światowej (ze szczególnym w filmie uzwględnieniem Amerykanów, a jakże!) przed przeprowadzeniem procesu, jest obawa o zyskanie przychylności publiczności. Przesłuchania miały być – i były – transmitowane przez ówczesne media, czyli radio, i szeroko opisywane w światowej prasie. W filmie Vanderbilta wybrzmiewa to otwarcie: „A jeśli się nam wywiną, bo ludzie będą po ich stronie?”

I tu wchodzi na scenę największa – dosłownie – postać dramatu, czyli Hermann Göring (w tej roli Russell Crowe). Marszałek III Rzeczy, minister bez teki, narkoman a przede wszystkim: zdolny manipulator. Ujmujący, z poczuciem humoru, oczytany… i przekonany o swojej dziejowej roli. Psychologowie stwierdzają: narcyz.

Norymberga 2025

Analogie

Rozumiecie już? Narcyz, świadomość autokreacji poprzez media, odmowa wzięcia odpowiedzialności, atak na niezależne państwa, motywowane wybiórczo stosowaną historią… 

Film Jamesa Vanderbilta – stanowiący adaptację książki „Nazi and the Psychiatrist” Jacka El-Haia, to skrojona pod Oscary opowieść o odradzającym się koszmarze, który jest uniwersalny, ponadnarodowy tak bardzo, że nawet mająca poczucie wyższości Ameryka nie jest zaimpregnowana na to Powracające Zło.

Proces norymberski był już kilkakrotnie ekranizowany, jednakże jego najnowsza filmowa odsłona to średnio zawoalowany komentarz do współczesności. Podkreśla to dodatkowo wymowna nieobecność na ekranie przedstawicieli Związku Radzieckiego, którzy przecież – wraz z Wielką Brytanią i Francją – pełnili funkcję oskarżycieli. Rosja zasłużenie w niełasce, zatem i z historii została na ekranie wygumkowana.

Norymberga: Aktorska odsłona

Vanderbilt – doświadczony rzemieślnik scenariuszowy – sprawnie, według właściwych hollywoodzkich recept podaje nam te opowieść, której twarzą są znane nazwiska. Nie, nie ma tu prawie żadnej wybitnej roli: Crowe jako Göring jest poprawny i niczego mu zarzucić nie można. Podobnie Ramiemu Malekowi, grającego tragiczną dość postać psychiatry,  Douglasa Kelley’ego. Doprawdy, nie rozumiem zarzutów o zły dobór aktora do roli: Malek, jasne , pozostaje Malekiem, ale jego poziom wcale nie jest niższy od tego, co na ekranie prezentuje Crowe, a o kilka poziomów wyższy niż absolutnie bezpłciowy Colin Hanks, grający Gustava Gilberta, drugiego lekarza, badającego oskarżonych nazistów. O rolach kobiecych nie ma nawet co wspominać, bo albo są tłem – jak Lotte Verbieg w roli żony Göringa – albo kompletnie ich potencjał zostaje zmarnowany, pomimo obiecującego początku, jak Wrenn Schmidt w roli sekretarki sędziego Jacksona. Tak naprawdę błyszczy Michael Shannon w roli wspomnianego sędziego. Hipnotyzuje swoją obecnością na ekranie i widz nie ma wątpliwości, że to postać z krwi i kości, a nie karykatura. 

Jest jeszcze jeden mały diament aktorski, przez większość czasu schowany w tle. Richard E. Grant. Jego Sir David Maxwell Fyfe – oskarżyciel ze strony Brytyjczyków – to prawdziwy popis i widz żałuje, że tak mało go było na ekranie. 

Norymberga: werdykt

Zdecydowanie, Norymberga nie jest filmem wybitnym. To po prostu sprawne widowisko z nieco łopatologiczną analogią do współczesności. Nie wykręca emocjonalnie jak Strefa interesów, czy Pianista, ale jednak pobudza do dyskusji o narcyzach w polityce, na których się nabieramy, bo tak bardzo lubimy czuć się lepsi, nawet jeśli zostajemy przy tym oszukani. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *