Rush Rally Origins – recenzja Nintendo Switch

Mobilny znaczy zły?

Czy gra z mobilnym rodowodem może się sprawdzić na “dorosłej” konsoli?
Rush Rally Origins pokazuje, że jak najbardziej jest to możliwe! Dodatkowo smaczku całej historii dodaje fakt, że gra została przygotowana przez zaledwie jednego człowieka! 
Produkcja Stephena Browna to próba przeniesienia rajdów samochodowych na grunt cyfrowy. Oczywiście nie mamy co oczekiwać tutaj konkurenta dla DiRTa czy WRC. Ale jak na swoje gabaryty i dostępne platformy jest bardzo dobrze, a małe rozmiary nie oznaczają bynajmniej małej grywalności.

Z wysokości

Rush Rally Origins jest grą rajdową, w której zmagania rajdowe niczym w Micromachines czy Ignition, obserwujemy z góry:Zz perspektywy helikoptera, w którym znajduje się kamerzysta nagrywający przejazd dla stacji telewizyjnych.
Z powyższego powodu początkowo można mieć problem z wyczuciem sterowania oraz rozeznaniem trasy, której widać niewiele i trzeba albo nauczyć się jej na pamięć, albo wsłuchiwać się w dość czytelne słowa pilota.

Do trzech razy sztuka

Rush Rally Origins oferuje graczowi trzy tryby gry Time Trial, Championship i Race. Pierwszy służy do śrubowania rekordów czasowych danych OESów, zarówno swoich jak i innych graczy. Championship to typowy tryb mistrzostw a Race oferuje wyścigi ze sterowanymi przez konsolę przeciwnikami.

Jako miłośnikowi rajdów ostatni tryb najmniej przypadł mi do gustu, rajd to rajd więc patrzymy na czasy nie oglądając się na innych i kombinując jak tu wyprzedzić tego co jedzie wolniej niż my, ale nie chcącego oddać miejsca szybszemu.

Szybciej, szybciej, jeszcze szybciej

W trybie mistrzostw jeździmy typowe mistrzostwo w sześciu krajach, w których rzeczywiście odbywają się mistrzostwa WRC. Takich jak Grecja, Finlandia czy Szwecja. Każde z mistrzostw podzielone jest na 6 odcinków specjalnych, w których łącznie trzeba zrobić jak najlepszy czas ogólny. Time Trial z kolei jest już trybem dla prawdziwych wyjadaczy: Zdobycie srebrnego medalu za OES jest już bardzo dużym wyzwaniem, a co dopiero złoty. 

Oczywiście odcinki są krótkie, w granicach dwóch do trzech minut na każdy. W sam raz na śrubowanie czasów w komunikacji miejskiej bądź przerwie w pracy.

WRC – Warcy Rycy Cescy

Rekordy czasowe będziemy kręcić ośmioma samochodami, które, mimo braku licencji i braku prawdziwych nazw, nie pozwalają pomylić ich z żadnym innym samochodem. Zatem mamy do wyboru takie legendy jak Subaru Impreza, Lancia Delta Integrale czy Toyota Celica. Dodatkowo ich malowanie przypomina to najbardziej rozpoznawalne z historii rajdowej. Reklamy sponsorów? Owszem – producent akcesoriów So-Pro czy opon Fallen pisani charakterystyczną czcionką. Jeśli już jesteśmy przy licencjach – naszymi przeciwnikami w mistrzostwach będą Sebastien Okay, Bichard Rurns czy Tommi Macaroon

Gdzie..?

Torów mamy 36, jednakże biorąc pod uwagę zmienne pory doby i pogody robi się ich nieco więcej. Auta na suchej nawierzchni zachowują się odczuwalnie inaczej niż na mokrej, dość powiedzieć, że czasy są mierzone oddzielnie dla rajdu w deszczu czy słonecznej pogodzie.

Czym..?

Auta mogą jeździć w jednej z czterech klas, zależnych od osiągów, przy czym każdy z nich zaczyna w najsłabszej klasie D.
Im więcej będziemy korzystać z danego pojazdu, tym więcej punktów będzie można rozdzielić do poprawienia osiągów a co za tym idzie podnieść jego klasę. Co dość niespotykane w tego typu grach Rush Rally Origins pozwala również na odejmowanie punktów, żeby móc zmniejszyć klasę pojazdu bądź rozdzielić między inne parametry go opisujące: Prędkość, przyspieszenie, prowadzenie i hamowanie.

Parametry auta jak i warunki panujące na trasie mają wyraźny wpływ na przebieg OESu. Mimo, że Rush Rally Origins to gra zręcznościowa, to fizyka prowadzenia auta jest bardzo wiarygodnie i rzeczywiście odwzorowana. Czuć auto i wiadomo jak się zachowa gdy zaciągniemy ręczny bądź lekko przyhamujemy “nogą”.

Jak to wygląda i brzmi?

Graficznie jest ładnie – nie ma tu wodotrysków, ale nie rażą piksele. Wyraźnie widać czy jedziemy po asfalcie czy szutrze. Wzdłuż tras panują drzewa, pośród których dostrzeżemy gdzieniegdzie kibiców, fotoreporterów czy reklamy sponsorów. Auta są na tyle szczegółowe na ile pozwala widoczność ich skali.

Dźwięki to głównie ryk wydechów – co się chwali każde auto brzmi zupełnie inaczej, głos pilota – wyraźny, oraz jeden utwór słyszalny w czasie przerw w rajdzie i menu. 

Nie wszystko wyszło jak powinno

Największymi wadami, jakie mogę Rush Rally Origins zarzucić. To częste bugi z wpadaniem auta w teksturę trasy, bądź wręcz wpadnięcie pod nią tuż po rozpoczęciu odcinka. Co powoduje konieczność restartu zaraz po zakończeniu odliczania. Nieco niezrozumiałe jest też sporadyczne spowalnianie animacji w losowych momentach. Spadki są o tyle zaskakujące, że przecież grałem na sprzęcie, na którym gra powinna być zoptymalizowana najbardziej. W końcu Switch to nie jest tani telefon z Androidem, który potrafi się przywiesić podczas najprostszych działań. 

Wspominając o mobilnych korzeniach, nie sposób nie wspomnieć o możliwości sterowania również przyciskami ekranowymi!

Rush Rally Origins – brać?

Rush Rally Origins z pewnością nie zostanie samochodówką roku, nie zabierze mi czasu, który mogę spędzić z Forza Horizon 5. Jednakże w momentach gdy narzeczona okupuje telewizor jest świetną opcją na spędzenie czasu za wirtualną kierownicą. Momentami wręcz bawię się przy niej jak 20 lat temu przy Collin McRae Rally i zdecydowanie mogę polecić ten tytuł pasjonatom rajdów! Zwłaszcza w obecnym momencie, kiedy można grę kupić w Nintendo e-shop za 16PLN. Pomimo swoich rozmiarów potrafi wciągnąć i idealnie służy za przykład gry, którą włączamy “tylko na jeden OES”.

Plusy

  • Niski próg wejścia
  • Ładna oprawa
  • Dobrze odwzorowana fizyka
  • Znajomo wyglądające, różnorodne samochody
  • Wciąga

Minusy

  • Topiące się w trasie samochody
  • Sporaydczne spadki płynności
  • Brak licencji
  • Czuć mobilny rodowód

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.