Małpa okładka

Małpa – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

W życiu każdego człowieka przytrafia się czasem rzecz, która budzi mieszane uczucia. Czasami skrajne, a nawet wykluczające się. Są to rzeczy, których elementy tworzące wrażenia o przeciwnej biegunowości toczą wewnętrzny bój, by ostatecznie osiągnąć remisowy wynik w tej rywalizacji. Czymś takim dla mnie jest właśnie Małpa Basi Majkowskiej. Komiksowy debiut twórczyni stworzył mi nie lada kłopot, ponieważ, choć wiem, że dziwnie to zabrzmi, podobał i nie podobał mi się jednocześnie.

Małpa opowiada historię Yasa Hirsha, młodego chłopaka, który trafia do specjalnej jednostki wojskowej, zajmującej się ochroną pewnego obiektu na rubieżach znanego kosmosu. Nikt nie zna jego przeznaczenia, a krążące plotki wzajemnie potrafią sobie zaprzeczać. Żołnierze spędzają czas głównie na treningach, przepędzaniu zwierzyny włażącej nie tam, gdzie powinna i nawiązywaniu przyjaźni lub utarczkami między sobą. Yas poznaje tu Silke – przybyszkę z jednej z kolonii, w której się zakochuje (ze wzajemnością). Miłość w szeregach mundurowych ani nie będzie łatwa, ani wskazana. Koloniści są bowiem traktowani przez wielu jako gorsze osobniki rasy ludzkiej.

Małpa seks ramka

Czy każda małpa powinna lecieć w kosmos?

Zacznijmy od tego, że element science fiction w Małpie jest kompletnie niepotrzebny. Nie gra tu żadnej, bądź znikomą rolę. Jest tu tego jednak tyle, by skutecznie odciągać od kierunku, w którym ta opowieść naprawdę podąża. To nie jest historia o kosmosie, podboju, a nawet polityce czy społeczeństwie. A jednak tym rzeczom autorka poświęciła wystarczająco miejsca, żeby Małpa zaczęła zgrzytać i się klekotać. Asash zgłębia historie Yasa i Silke ukazując ich losy i oraz tragiczną genezę ich charakterów prowadzącą do równie tragicznych wyborów. To jest jądro opowieści i to tu i tylko tu powinna pójść cała para, i siła Małpy.

Gdyby odrzeć Małpę z warstwy fantastyki naukowej, to opowieść byłaby całkiem znośna, a nawet i więcej. Historia Yasa Hirsha nabrałaby większego sensu i nie byłaby tak rozmyta przez serwowanie zbyt wielu niepotrzebnych detali. Przez połowę opowieści nie wiedziałem na czym mam się bardziej skupić – czy na świecie pełnym podziałów społecznych, w którym ludzkość nawiązuje pierwszy kontakt z rozumną rasą? Czy zgłębiać meandry problemów społecznych i waśni pomiędzy Koroną a jej koloniami? Przez chwilę myślałem, że będę uczestniczył w historii o trudnym podboju kosmosu i ekspansji. A tak naprawdę, od razu trzeba było przyjrzeć się i skupić na analizie problemu chłopaka wychodzącego z trudnego domu, który trafia do wojska i spotyka równie połamaną duszę. Mnogość ścieżek, którymi możemy podążać potrafi wprawić w zakłopotanie. Ilość przysłowiowych strzelb, które wiszą nad kominkiem, a później albo nie wypalają, albo robią małe i odległe „paf” jest dość spora.

Małpa strona

Świat pełen naiwniaków

Całości nie pomaga pewna naiwność i początkowa tekturowość bohaterów. Postaci w kontekście tak podniosłych wydarzeń jak pierwszy kontakt czy podbój kosmosu, zachowują się jak licealiści, którzy pierwszy raz pojechali na wycieczkę bez opiekunów. Seks, używki, oszukiwanie przełożonych, sztampowe kłótnie w kantynie i dokuczanie przez „łobuzów”. Takie licealne zachowanie chłopców, których rozsadzają hormony trochę nie przystoi jednostkom liniowym. Dopiero w późniejszym etapie lektury to nabiera trochę większego sensu, ale dopóty tam nie dojdziemy, dopóki będzie to razić. Dodatkowo, wszelkie epizody związane z militariami są co najwyżej średnie. Bohaterowie ubierając mundur stają się jeszcze bardziej naiwni, niewiarygodni, niewyraziści i męczą się sami ze sobą. Na polu walki potrafią dziać się tak kuriozalne rzeczy jak waśnie o względy czy zazdrość, co potrafi wprawić w osłupienie momentami powodując ogromny dysonans.

Fantastyka idzie spać

A teraz spróbujmy zedrzeć element SF, zapomnieć o kosmosie, strzelaninach, mundurach i okrętach przemierzających Wszechświat. Co otrzymujemy? Zostaje nam naprawdę ciekawa historia zagubionych dusz, które trafiają na siebie w zupełnie niewyobrażalnej sytuacji i nieprawdopodobnych okolicznościach. Otrzymujemy rewelacyjnie wręcz przedstawione sceny, w których bohaterom zaczyna wysiadać psychika (sen Yasa – mówię o Tobie) . Małpa przestaje być nieco przegadaną, błądzącą w poszukiwaniu swojego kierunku historią. Udowadnia, że opowieść oparta o znane, szekspirowskie schematy może być pokazana w piękny, niemal intymny sposób, nabierając mnóstwo atrakcyjności. Ograny patent o ojcu alkoholiku, problemach finansowych, ksenofobii i miłości pokonującej bariery społeczne pokazany został w niemal rozdzierający sposób i sam w sobie zyskałby niezmiernie na dosadności bez bezkresu Wszechświata w tle. Yas i Silke, zapominając o kretynach z oddziału nie tylko wyszliby z tego obronną ręką, ale pokazaliby prawdziwe pazury.

Główni bohaterowie są otwarci na oścież, z emocjami wspaniale wywleczonymi na zewnątrz. Podejmując próbę wyjścia ze swoich społecznych szablonów pragną być szczęśliwymi choćby przez chwilę. I to jest to, co w Małpie świetnie działa i wychodzi. Komiks oferuje mocne sceny dla dorosłych, ukazuje poważny dramat postaci ale niestety wciska bohaterów w niewiarygodny, stworzony na siłę świat. Gdyby tak Yas i Silke uwolnili się z zaludnionego sztampowymi bohaterami pobocznymi, mógłby wyjść całkiem udany komiks obyczajowy. A tak, niestety otrzymujemy bardzo dziwną kompilację. Jakby Gary’ego Oldmana obsadzić w jednym z filmów Uwe Bolla. Zrobiłby swoje, wypadłby wyśmienicie i charakterystycznie, tylko, że co z tego?

Małpa Timof

Małpa nie musi się polubić ze wszystkimi

Nie umiem odpowiedzieć dlaczego autorka w Małpie wybrała motyw science fiction. Przez to komiks wypchany jest zupełnie niepotrzebnymi szczegółami. Nie grają żadnej roli dla opowieści, a wręcz przeszkadzają. Są przysłowiową i wspomnianą strzelbą nad kominkiem, która nie jest nawet dobrze wymacana w późniejszych aktach. Ta historia spokojnie obroniłaby się bez sztafażu SF, a nawet sporo by zyskała, bo to, jak wywleczono na wierzch głównych bohaterów, zasługuje na pewno na uwagę.

Ostatecznie trzeba Małpę spróbować samemu, bo jest duża szansa na to, że jednak kosmiczne rubieże nie będą razić tak mocno jak mnie. Główne postaci to najjaśniejszy element komiksu i na pewno warto wyrobić sobie własne zdanie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i Cisi wspólnicy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *