Koa and the Five Pirates of Mara – recenzja Nintendo Switch

Piraci niekonieczne z Karaibów

Qualis: Mała wysepka po środku archipelagu Mara zostało okradzione przez piratów. Jedynym sposobem na odzyskanie dóbr jest udział w turnieju, w którym owe dobra zostały wystawione jako… Główna nagroda! Wyzwania podejmuje się młoda mieszkanka Qualis: Koa. Po uiszczeniu wpisowego w postaci 20 muszelek dostaje pierwszą część mapy prowadzącej do kolejnych części turnieju!

Szybciej, wyżej, mocniej!

Konkurencje polegają na jak najszybszym przebyciu toru przeszkód pełnego platform i różnych maści przeszkadzajek. Zależnie od czasu można otrzymać złoty, srebrny czy brązowy medal. Każda kraina podzielona jest na kilka tras. Zaś na końcu każdej mapy czeka na nas swoista walka z bossem danej krainy, od którego otrzymamy kolejną część mapy.

Oczywiście początkowe trasy są proste i łatwe do wybiegania nań złota, ale im dalej w las (albo bardziej w morze), tym trudniej. Pojawia się więcej elementów uprzykrzających życie bohaterce: Takie jak znikające platformy, kolczaste kule na huśtawkach czy kolce wyrastające z podłogi.

Patrząc na to z góry

Poczynaniami bohaterki obserwujemy z góry z pewnej wysokości. Zazwyczaj kamera patrzy na świat za plecy bądź profil Koa’i, z rzadka zdarza się nam w stronę kamery biec.
Sporadycznie zdarzyło się mi, że kamera nie nadążyła za biegaczką i musiałem odczekać chwilkę nim znów ją zobaczyłem na skraju ekranu.

Koa and the Five Pirates of Mara posiada dwa poziomy trudności: Różniące się ilością checkpointów przygotowanych na trasie. Należy pamiętać, że w czasie skuchy zaczynamy od takiego punktu, ale czas nie przestaje się nabijać! Więc warto poznać całą trasę, zanim zaczniemy się brać za złote trofeum.

Tyle skarbów na każdej wyspie

Każda trasa turniejowa jest pełna muszelek: Tutejszej waluty, za którą kupimy Koa’i nowe ciuchy, plecak, czy ulepszymy łódkę. Bo należy wspomnieć, że pomiędzy wyspami poruszamy się tymże środkiem transportu po odkrytej części mapy archipelagu.
Oprócz wszechobecnej waluty, na trasach poukrywane są również przedmioty kolekcjonerskie. Nie da się więc ukryć, że aby zrobić 100% gry, każdą mapę musimy przebiec przynajmniej dwa razy.
Niemożliwym (a może jednak?) jest zrobić złoto, jednocześnie łapiąc wszystkie znajdźki na mapie.

Cały świat jest w kolorach pastelowych

Oprawa graficzna jest bajeczna i niezwykle kolorowa! Przypomina trójwymiarowe odsłony przygód Mario. Oczywiście nie można oczekiwać graficznych wodotrysków, ale wyglądu gra nie może się wstydzić. Przyznać muszę, że ze względu na wygląd, początkowo wziąłem Koa and the Five Pirates of Mara za grę dedykowanej młodszej widowni. A potrafi napsuć krwi i staremu wilkowi, który na niejednej zręcznościówce zęby zjadł!

Czym produkcja studia Chibig nie zachwyca to ścieżka dźwiękowa: Owszem muzyka dopasowana jest do klimatu danej mapy, ale to wciąż proste “brzdąkanie” syntezatora. Rozmów nie usłyszymy: Jedynie krótkie, bliżej niesprecyzowane onomatopeje.

Platformowy speedrun

Mimo mylącej oprawy Koa and the Five Pirates of Mara jest dość wymagającym kawałkiem kodu, nie tylko dla dzieci! Mogę polecić go każdemu fanowi staroszkolnych platformówek i graczom lubującym się w speedrunach: Gdyż każdy etap stanowi bardzo zgrabne połączenie powyższych.

Plusy

  • Kolorowa oprawa graficzna
  • Wymagające trasy biegowe
  • Dość oryginalny pomysł

Minusy

  • Czasem kamera nie nadążą za postacią
  • Infantylna opowieść

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *