Strange Days Dziwne Dni

Dziwne Dni – filmowe retro wspominki

Na Dziwne Dni w sumie natrafiłem przypadkiem, bodajże mieszkając jeszcze w akademiku, przeszukując przepastne zbiory filmowe kolegi. Zareklamował ten film mówiąc, że to takie trochę science fiction, ale trącące trochę cyberpunkiem, ale takim wczesnym. Nie miałem się spodziewać wszczepów, hakerów i mega miast. Miały być natomiast nowoczesne gadżety osadzone we współczesności. Takie przełamanie tysiąclecia i powolne wchodzenie w nową rzeczywistość.

Nowa rzeczywistość

Główny bohater jest byłym gliniarzem, który zajmuje się sprzedażą cudzych wspomnień i doznań, nagranych za pomocą specjalnego urządzenia. Nielegalne nagrania pozwalają na przeżycie absolutnie wszystkiego – od narodzin aż po śmierć. W jego ręce trafia nagranie morderstwa najsłynniejszego obecnie rapera, mocno skonfliktowanego i bardzo krytycznego wobec władz, będącego kimś więcej niż tylko artystą. Poruszający społeczne masy muzyk prze ku zmianom. Czarnoskóry raper zostaje zamordowany przez dwójkę białych policjantów. Jeśli pamiętacie sprawę choćby George’a Floyda, to wiecie już, że taka kombinacja, szczególnie w Ameryce, jest wybuchowa. Gdy gliniarze orientują się, że wszystko zostało nagrane, oczywiście będą robić wszystko by pozbyć się dowodów swojej winy i nie cofną się przed niczym by je odzyskać, szczególnie, że sprawa szybko nabiera medialnego i politycznego rozgłosu. Osamotniony bohater próbuje ratować dowody, jednocześnie starając się samemu przetrwać i walczyć z wątpliwościami. Wszyscy którzy widzieli nagranie nie mogą zostać bowiem przy życiu. Ujawnienie nagrania na pewno spowoduje eksplozję niezadowolenia na ulicach. Wydarzenia dzieją się w atmosferze końca millenium, napięć społecznych, nieufności do władz i nadciągającej apokalipsy wywołanej pluskwą milenijną.

Dziwne Dni nie tylko z albumu The Doors

Film Kathryn Bigelow, który uwypuklając strach przed pluskwą milenijną, którą straszono nas ponad dwadzieścia lat temu okazał się wbrew wszelkim pozorom całkiem niezłym cyberpunkiem. Poza kliszowymi sprzedajnymi policjantami i majaczącymi gdzieś daleko wielkimi pieniędzmi oraz machlojkami władzy pokazywał konsekwencje używania technologii, w którą wnikamy coraz głębiej. Uwidaczniał efekty inwazyjnej penetracji naszych największych sekretów i naruszeń prywatności w imię nowych hedonistycznych doznań. W naszym świecie subskrypcji i cyfrowych produktów Dziwne Dni stanowią wciąż mocne ostrzeżenie przed oddawaniem wszystkiego w jasyr wirtualnej własności oraz pomniejszaniem obszaru prywatności zagarnianego przez social media szybciej niż amazońska dżungla przez drwali.

Lista płac

Dziwne dni to sprawnie i zręcznie zrealizowany film, choć pozostanie chyba w gronie dzieł niedocenionych, i to pomimo zdobycia dwóch Saturnów w 1996 roku. W tym, że film wciąż się broni jest duża zasługa aktorów, którzy doskonale oddali postaci, tworząc bardzo ciekawe kreacje.

Juliette Lewis wijąca się na scenie i wykonująca kawałki napisane przez PJ Harvey jest niemal mistyczna. Tom Sizemore, wtedy będący w latach swojej świetności pokazywał prawdziwy kunszt w graniu drania. Vincent d’Onofrio diaboliczny i szalony tak jak tylko on potrafi być. Micheal Wincott dwuznaczny i trudny do odgadnięcia . Angela Basset rewelacyjnie twarda a jednocześnie maksymalnie kobieca. No i Ralph Finnes, powoli odnajdujący się w gąszczu intrygi – genialny jak zawsze zresztą. Na dodatek oczywiście nie można nie wspomnieć o innych wielkich nazwiskach. W scenariuszu maczał palce James Cameron, a Kathryn Bigelow pokazała swój wielki talent jako reżyserka.

Film nie został wydany po polsku na płycie, a przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż takowych nie mogę znaleźć. Nie jest dostępny w żadnym serwisie VOD. A szkoda, bo sądzę, że nawet dziś Dziwne Dni mogą robić przyjemne wrażenie. Bo nawet jeśli odrzucić milenijną otoczkę i ukryte przesłania wysyłane w przyszłość, to mamy wciąż do czynienia z naprawdę niezłym thrillerem science fiction.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *