Berenika Kołomycka prezentuje fragment rodzinnej, a jednak globalnej historii oraz zapis prywatnego dochodzenia do prawdy i próby zrozumienia przeszłości.
Wybór tego komiksu padł po bardzo szybkim googlowaniu. Nie wiedzieć czemu mój umysł wyciągnął z opisu, że historia będzie pisana malowniczymi obrazami cichych krajobrazów. Pomyślałem, że świetnie, spodziewając się refleksji nad codziennością czy opowieści umiejscowionej w wycinku Polski. Cóż… nie zauważyłem, że postać na okładce jest w pasiaku… Co prawda możliwości refleksji otrzymałem, ale nie w lekkiej otoczce.

Nie oceniaj książki po okładce… ale się jej przyjrzyj
Opowieść rozpoczyna się wspomnieniem z dzieciństwa autorki. Następnie autorka prowadzi nas między współczesnymi rozmowami i wydarzeniami a rekonstrukcją wydarzeń z Auschwitz. Z początku miałem dość negatywne odczucia, tzn. nie widziałem żadnego celu w wydaniu takiej historii. Być może miałem takie odczucie przez wątpliwą przyjemność czytania hiszpańskiej epopei. Z tyłu głowy myślałem sobie, że przecież ktoś to wydał i to w dość imponującym stylu – twarda oprawa, duży format i spora ilość stron. Ta myśl również była kontrowana przez traumatyczne wspomnienia recenzowanej już Inicjacji.
Mimo wątpliwej przyjemności nie odłożyłem lektury w kąt. Nie żałuję. Jak sama autorka informuje na wstępie, nie jest to historyczny opis wydarzeń. Jest to co prawda rekonstrukcja z drugiej ręki (choć zdaje się, że jest to cecha wspólna wszelkich dowodów historycznych), ale miałem wrażenie, że jest ona wartościowsza niż suche fakty.
Najciekawsze momenty nie dotyczą oczywiście rozmów czy pracy śledczej bohaterki, choć i tu zdarzają się wyjątki. Bardzo ludzkie były sceny prób „wejścia w buty” obozowiczów i prześledzenia ich drogi. Bardzo znajome wydawały się również rozmowy i sytuacje związane z przebywaniem z bliskimi w podeszłym wieku. Tu szczególne propsy za zdjęcia z końca komiksu – zdrowie autorki (na tym zakończę, żeby nie było, że reklamuję trunki dla dorosłych).

Człowiek człowiekowi człowiekiem
Łatwo oceniać ludzi, siedząc w ogrzewanym pokoju, z pełnym brzuchem. Niemniej, przez wrodzoną naiwność, zawsze dziwi mnie obecność wyzysku nawet w takim miejscu jak Auschwitz. Jak sama autorka wskazuje, po fakty historyczne i analizy warto sięgnąć do odpowiednich materiałów naukowych. To z pewnością prawda. Autorka opisała nam tylko fragment całości, tak jak go rozumiała i pamiętała. W moim odczuciu niepotrzebnie ujmuje swojemu dziełu, twierdząc, że jest to jedynie rodzinna, subiektywna historia. Mamy tu „kawałek” historii przeplatany poważnymi wątkami: podziemiem działającym nawet w obozie, ucieczką z niego, trudnymi wyborami i realiami obozowego życia.
Interesujące było również pokazanie obozowej codzienności z nieco innej strony. Obok wyzysku pojawia się wzajemna pomoc. Jeden z bohaterów przekonuje kolegę, by nie porzucał planu ucieczki, a między więźniami funkcjonują relacje wykraczające poza samą walkę o przetrwanie. Zaskakujące były również momenty, w których osadzeni dysponowali odrobiną czasu dla siebie. Brzmi to wręcz absurdalnie w kontekście obozu koncentracyjnego, ale autorka pokazuje sytuacje, gdy więźniowie mogli spotkać się na korytarzu, wymknąć za budynek czy po prostu zamienić kilka słów. Funkcjonowała nawet kontrabanda. To właśnie takie szczegóły sprawiły, że przedstawiony obraz wydał mi się bardziej ludzki i mniej jednowymiarowy niż ten, do którego przyzwyczaiły mnie filmy.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof.
